Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

12674 miejsce

Mariusz Szczygieł o dzieciobójczyni: Nowy Hitler może pojawić się zawsze

Dlaczego Mariusz Szczygieł zainteresował się sprawą Ewy T.? Nie po to, aby poinformować społeczeństwo, że dzieciobójczyni pracuje jako nauczycielka. I nie po to, aby wywołać dyskuję o zasadności istnienia zatarcia.

 / Fot. Filip SklenarPo artykule Mariusza Szczygła o Ewie T., kobiecie, która zakatowała dziecko, a dziś pracuje jako nauczycielka i ekspert MEN, w internecie zawrzało. Ludzie szybko odkryli, kto kryje się pod pseudonimem, który przyjął autor tekstu. Mariusz Szczygieł jednak przyznaje, że jego intencją nie było zdemaskowanie kobiety. Wręcz przeciwnie - reporter bardzo się starał, aby ukryć szczegóły i utrudnić rozpoznanie nauczycielki. W tym celu m.in. na nowo napisał wywiad z kobietą, który został opublikowany kilkadziesiąt lat temu w gazetce szkolnej.

Jeśli ktoś chce skrzywdzić Ewę T. - niewiele się od niej różni

- Ostatnia rzecz, jakiej bym sobie życzył, aby ktokolwiek mścił się na mojej bohaterce, mimo że to bohaterka negatywna. Mój reportaż też nie jest zemstą i reportaż nigdy nie powinien być zemstą. Uważam, że jeśli ktokolwiek miałby chęć wytropić Ewę T., żeby zadać jej fizyczny ból lub poniżyć, niewiele będzie się od niej różnił - mówi.

Czytaj także: Dzieciobójczyni biła, żeby wychować. Przemoc metodą wychowawczą Polaków?

Autor reportażu "Śliczny i posłuszny" przyznaje, że jego celem nie było wywołanie dyskusji społecznej nt. zasadności istnienia zatarcia - choć to akurat dobrze, że tak się stało. - Owszem, miałem w planie po wydrukowaniu reportażu, zgłosić dane nauczycielki do ministerstwa - twierdzi. - Już nie muszę, pani minister edukacji Krystyna Szumilas – w porozumieniu z ministrem sprawiedliwości - sama wydała w tej sprawie wspaniałe oświadczenie. Rzecz godna pochwały.

Tekst jest instrukcją: jak nie stworzyć potwora

Dlaczego więc zainteresował się tym tematem i poświęcił mu kilka miesięcy? Aby pokazać czytelnikom, jak buduje się osobowość autorytarna. - My, Polacy, często mamy tendencje do autorytaryzmu, ale sami przed sobą to ukrywamy. Nowy Hitler może pojawić się zawsze. Chciałem pokazać – jak nie wychowywać dzieci. Stąd w nadtytule w „Dużym Formacie” hasło: tylko dla dorosłych. Bo to tekst dla dorosłych. Rodzaj instrukcji – jak nie stworzyć potwora.

Reporter uważa, że od pewnych zagadnień nie wolno uciekać i że nigdy nie można stwierdzić, że o przemocy powiedzieliśmy już wystarczająco dużo. - Tak jak wciąż śpiewamy nowe piosenki o miłości, tak wciąż trzeba powtarzać pewne tematy. Przybliżać je nowym pokoleniom czytelników. Takim tematem są dla mnie źródła przemocy i autorytaryzmu - uważa.

Kim był N.?

Prawdopodobnie się tego nie dowiemy. Szczygieł to wie i nie chce podzielić się tą wiedzą z czytelnikiem. Ujawnia jednak, że N. nie jest ojcem dziecka, który chce się zemścić na kobiecie. i nie jest nim też sama Ewa T., pragnąca odpokutować swoje czyny. Morderstwo odpokutowała - odsiedziała wyrok. Toku myślenia niestety nie zmieniła. - Nadal pielęgnuje to, co było tej śmierci „bazą" - podsumowuje autor.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (17):

Sortuj komentarze:

Pierwsze, co mi przyszło do głowy, to jednak brak takiego zatarcia przy ubieganiu się o pracę z dziećmi.
Gdyby sprawa wyszła na jaw, dziecko natychmiast traci zaufanie do otoczenia i poczucie bezpieczeństwa.

Ale też, z drugiej strony, kogo traktować jak dziecko..? Skoro dzieci traktuje się jak dorosłych..?
Przypomniałem sobie przy tej okazji sprawę 12 latka, który miał być sądzony w USA za zabójstwo jako dorosły.
I sprawdziłem, bo polskie media oczywiście sprawę początkowo nagłośniły, ale jej rozwiązania po latach już nie.
http://americablog.com/2013/02/cristian-fernandez-plea-bargain-deal.html
Ostatecznie ma zostać w zakładzie poprawczym do 19 roku życia.


Wracając do sedna, dużo pytań, mało odpowiedzi.
Ale zgadzamy się, że trzeba byłoby znaleźć bardziej indywidualne podejście...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Hm, cięcie równo z reguły nie jest dobrym rozwiązaniem.
Przyznam, że trudno mi postawić "nawróconego" hackera, malwersanta czy alkoholika w jednym szeregu z nawróconym mordercą - przede wszystkim ze względu na skutki jego czynu. Przy czym morderca też mordercy nierówny.
Pozostaje więc indywidualne traktowanie każdego przypadku (jak to ma miejsce choćby przy staraniu się o warunkowe przedterminowe zwolnienie), a to rodzi pytanie: kto i w oparciu o jakie kryteria powinien decydować o prawie do zatarcia skazania.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Marto, ale dyskutujemy hipotetycznie.

Nie od dziś wiadomo, że niekiedy "antybohaterowie" stają się całkiem niezłymi "bohaterami".

Były hacker, który pomaga zwalczać hackerstwo. Przestępca finansowy ekspertem od zwalczania przestępstw finansowych.

Albo tak zwany trzeźwy alkoholik o dość mrocznej przeszłości, który od lat prowadzi audycje ( jak najbardziej w pewnym sensie "umoralniające", według mnie) w jednym polskim radio... itd, itd...
Przecież taka osoba jest tym bardziej wiarygodna w temacie, bo z "tego życia wyjęta".

Chodzi o to, czy "ciąć równo" dla bezpieczeństwa jak walec, czy jednak podchodzić do człowieka mniej schematycznie...
I czy kategoria spraw w ogóle ma mieć znaczenie...

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Przypuszczam, że gdyby teraz była od iluś tam lat wzorem nauczyciela, to tego artykułu Mariusz Szczygieł by nie napisał. Być może za to napisałby ktoś inny. I wtedy pytanie, co wtedy?"

Panie Arturze, bardzo trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ nie mogę sobie wyobrazić, by akurat ta kobieta mogła się radykalnie zmienić.
Z lektury starych reportaży wyziera postać osoby o nieprawidłowej osobowości: impulsywnej, egocentrycznej, pozbawionej empatii i emocjonalnego ciepła, pragnącej dominować i kontrolować.
Proszę zwrócić uwagę, że po odbyciu kary wróciła do zawodu, w którym tę potrzebę dominacji i kontroli mogła stosunkowo łatwo zaspokoić. I robiła to, choć już nie w tak drastyczny sposób.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Małgorzata pisze:
"jeżeli nie chciał pan skrzywdzić tej kobiety to po co wywlekanie zamkniętej rozliczonej sprawy??
no tak dziennikarze maja to prawo!!! skąd to się wzięło..."
Sądzę, że skoro artykuł wywołał tak wielkie emocje, to społeczeństwo nie uznało sprawy za rozliczoną ani zamkniętą.
Mamy bowiem z jednej strony zamordowane dziecko, które przez blisko trzy lata przechodziło gehennę, bite do krwi, kopane, zastraszane, a z drugiej - morderczynię, uwolnioną z więzienia przed końcem zasądzonej kary (śmiesznie niskiej). Do tego kobieta z pełną świadomością swoich wątpliwych walorów moralnych podjęła się funkcji wychowawcy młodzieży (jako nauczycielka), przewodnika duchowego (jako katechetka) i eksperta oceniającego dorobek innych uczących.
Wygląda na to, że społeczeństwo odmówiło jej prawa do sprawowania tych funkcji. A raczej ona sama pozbawiła się tego prawa swoim postępowaniem - są bowiem czyny tak ohydne, że ich piętno pozostaje do końca życia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Marto, ale w wymiarze ogólnospołecznym pamięć ofiar i bliskich ofiar nie ma chyba decydującego znaczenia. Ona będzie zawsze "skażona" osobistą tragedią.

Natomiast pytanie jest, czy sam delikwent ma prawo dostać drugą szansę, czy nie.
A jeśli ma, to po spełnieniu jakich warunków.

Innymi słowy, to co było, to było i pisze się w rejestr.
Możemy co najwyżej rozpatrywać jakąś "wypadkową" tego rejestru.

Ale jak to sensownie ubrać w rozwiązania systemowe, i czy w ogóle można, to już inne zagadnienie.


Weźmy ten konkretnie przypadek.
Mariusz Szczygieł napisał ten reportaż z tego powodu, że postępowanie tej pani obecnie było naganne.
Przypuszczam, że gdyby teraz była od iluś tam lat wzorem nauczyciela, to tego artykułu Mariusz Szczygieł by nie napisał.
Być może za to napisałby ktoś inny.
I wtedy pytanie, co wtedy ?

Jak wówczas oszacować ten "rejestr" ...?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Arturze, zgadzam się, że zatarcie skazania to fikcja - i byłoby nią nawet bez udziału mediów, ponieważ usunięcie wpisu z rejestru skazanych nie wymaże przestępstwa z ludzkiej pamięci, przede wszystkim z pamięci ofiary (jeśli żyje) i jej bliskich.
Może więc bardziej sensowne byłoby zrezygnowanie z niego i dookreślenie w przepisach, jakie przestępstwa dyskwalifikują przy ubieganiu się o pracę w konkretnym zawodzie czy o konkretne stanowisko. Jednocześnie pracodawca mógłby się domagać zaświadczenia o niekaralności tylko w tym zakresie.
Jest to już przecież praktykowane - np. kandydat na instruktora jazdy musi przedłożyć zaświadczenie potwierdzające, że nie był karany wyrokiem sądu za przestępstwa lub wykroczenia przeciwko bezpieczeństwu w ruchu drogowym.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Marto, tak, zatarcie nie powinno dotyczyć wszystkich przypadków i w tym sensie media mogą korygować pracę sądów. Ale sam fakt, że mogą to zrobić, czyni zatarcie fikcją.
Zresztą, aby ono przestało być fikcją, musiałoby chyba polegać na zmianie tożsamości przy dochowaniu tajemnicy jak w przypadku świadków koronnych. A to niemożliwe.

Czyli mamy fikcję.
Fikcja ta polega też na tym, że jeśli pracodawca dowie się ( donos, media), że pracownik był w rzeczywistości karany, to nie bynajmniej dmuchając na zimne w trosce o kogoś, ale w obronie własnego tyłka, w większości przypadków zwolni taką osobę.
A w Polsce niekaranym musi być na przykład taksówkarz...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Grzegorzu, w tej konkretnej sprawie mamy do czynienia z jakąś sądową tragifarsą.
Po rozwodzie rodziców sąd podzielił dzieci - młodsze (dziewczynka) pozostało przy matce, a starszego chłopczyka oddano ojcu, który wówczas mieszkał z konkubiną w domu studenckim.
Po zabójstwie skazano konkubinę na 15 lat, a ojca - na 5. Dlaczego, skoro sąd ustalił, że nie tylko nie reagował na bicie dziecka, ale sam niejednokrotnie w nim uczestniczył. W zeznaniach jest mowa o tym, jak oboje katowali chłopca od siódmej wieczór do świtu, ponieważ nie umiał powlec kocyka!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak już pisałam pod innym tekstem, zatarcie skazania nie powinno następować z mocy prawa po upływie określonego w Kodeksie karnym czasu.
Trzeba zdać sobie sprawę, że w przypadku niektórych przestępstw może to być zagrożeniem dla społeczeństwa i nie rozumiem, czemu prawodawca dostrzegł to zagrożenie tylko w jednym przypadku:
"Nie podlega zatarciu skazanie na karę pozbawienia wolności bez warunkowego zawieszenia jej wykonania za przestępstwo przeciwko wolności seksualnej i obyczajności, jeżeli pokrzywdzony był małoletnim poniżej lat 15."

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.