Facebook Google+ Twitter

Marka Długosza gitarowe opowieści

  • Tomasz J
  • Data dodania: 2009-02-09 08:16

Wczorajszy koncert gitarzysty w Filharmonii Wrocławskiej potwierdził dwie, znane poniekąd, prawdy. Po pierwsze - do takich miejsc zdecydowanie warto zaglądać, a nawet i ucha nastawić. Po drugie zaś - zwłaszcza, gdy gra tam Marek Długosz.

gitara.art.pl / Fot. Marek Długosz - "On the way"Wspomniany gitarzysta to jeden z najbardziej znanych i szanowanych przedstawicieli wrocławskiego środowiska gitarowego. Kojarzony z =_pl muzyk z powodzeniem koncertuje na całym świecie (wczoraj wspominał o Karaibach i Tunezji), bierze udział w ciekawych artystycznych przedsięwzięciach (także od strony organizacyjnej), czy też nagrywa kolejne płyty, Najnowszy album Długosza nosi tytuł "On the way" i właśnie jego premiera była okazją do zorganizowania wczorajszego koncertu.

Koncertu, dodajmy, bardzo udanego. Nie każdy występ solowy gitarzysty klasycznego jest w stanie szczelnie wypełnić salę wrocławskiej filharmonii. Jasne, frekwencja to nie wszystko, tym niemniej - daje do myślenia. Gitarzysta wkroczył na scenę krótko po godzinie dwudziestej. Zaanonsowany przez Jaremę Klicha, rozpoczął bez zbędnych wstępów racząc nas kompozycją utrzymaną w klimacie latynoamerykańskim. Gdy po krótkim powitaniu usłyszeliśmy utwór Joe Zawinula "Mercy, Mercy, Mercy" (otwierający najnowszą płytę Długosza), jasne się stało, że przewidziany na wieczór program będzie bardzo eklektyczny (co bynajmniej nie było powodem do zmartwień).

W trakcie bez mała dziewięćdziesięciu minut gitarzysta zaprezentował zatem utwory zarówno z "On The Way" ("Carribean Pearl", "Letter From Home" Pata Metheny), jak i pochodzące ze swoich starszych wydawnictw. Nie obyło się bez klasyki (kompozycje Bacha), także tej gitarowej ("Romance d'Amour"). Z tym ostatnim utworem wiąże się zresztą żart, jaki muzyk zaprezentował pod koniec występu, gdy zapowiedział wykonanie swojej najnowszej kompozycji (prawdziwego przeboju!) po czym beztrosko przystąpił do, dość niechlujnego i beztroskiego dodajmy, wykonania fragmentu "Romance d'Amour" właśnie.

Nie był to jedyny dowcip Długosza wczorajszego wieczoru. Po gorącej owacji, jaką zgotowała gitarzyście publiczność po wykonaniu jego najnowszej kompozycji ("Carribean Pearl), wyraźnie zadowolony muzyk, tłumacząc tak pozytywną reakcję audytorium, rzucił coś o obecnej wśród widowni rodzinie. Po zabawnym patencie z "Romance d'Amour", udając skruszonego wymamrotał - To wcale nie było zabawne... - budząc tym samym jeszcze większe salwy śmiechu. Gdy zaś nie żartował, opowiadał o muzyce w sposób iście ujmujący.

Artysta opowiadał przednio, jak więc grał? Świetnie. Nie jest przesadą opinia o Długoszu, jako o jednym z najzdolniejszych wrocławskich (i nie tylko!) gitarzystów. Utwory zagrane były z wielką precyzją i dbałością o brzmienie (by nie powiedzieć: pietyzmem). Występ solo rządzi się swoimi prawami, stąd muzyk dbał o to, by możliwie jak najbardziej zróżnicować niuanse pozostające zarówno w kwestii samego wykonania, jak i jego dynamiki. Nie obyło się bez zabiegów typu bębnienie na pudle rezonansowym, czy rytmicznym wykorzystaniu dźwięków wydawanych przez struny.

Wczorajszy występ Marka Długosza nie był jakimś niewiarygodnym koncertem życia, czy zapierającym dech w piersiach muzycznym widowiskiem. Zresztą, nie o to w nim chodziło. Było to raczej bardzo udane spotkanie z dobrym znajomym. Który, za pomocą instrumentu, opowiedział nam co u niego słychać. I zrobił to w taki sposób, że nikt nie chciał wychodzić.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Nie będę ukrywał, że znałem tego muzyka. Dzięki za kolejne poszerzenie horyzontów:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

:-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dobra, wyczerpująca relacja.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.