Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

11721 miejsce

Marku, pamiętamy o Tobie w Chicago

Historia Marka “The Punisher” Piotrowskiego, 9-krotnego mistrza świata w kick-boxingu, jest nieprawdopodobna. „To życiowy scenariusz na kasowy film” – tak mówił swego czasu, zainteresowany Piotrowskim, znany aktor Daniel Olbrychski.

Marek Piotrowski / Fot. Piotr Bławut HBO PolskaW biografiach wielkich ludzi nie zawsze najistotniejsze są momenty chwały i wielkich osiągnięć, choć to dzięki nim są najbardziej znani. Drogę życia wyznaczają nie spektakularne wydarzenia, lecz małe, nieuchwytne dla oczu innych momenty, w których człowiek musi walczyć sam ze sobą.

Historia Marka “The Punisher” Piotrowskiego, 9-krotnego mistrza świata w kick-boxingu, jest nieprawdopodobna. „To życiowy scenariusz na kasowy film” – tak mówił swego czasu, zainteresowany Piotrowskim, znany aktor Daniel Olbrychski. W Stanach Zjednoczonych przebywał prawie 14 lat, a w ciągu dwóch lat od przylotu osiągnął wszystko, co można było osiągnąć w kick-boxingu. Marek był człowiekiem, jednym z nielicznych, który poderwał Polonię. Polscy emigranci w Chicago nosili go na rękach, ustawiali się w kolejce po autografy i śpiewali Mazurka Dąbrowskiego po kolejnych wygranych starciach. Byli w Marku absolutnie zakochani. Do dziś w „Wietrznym Mieście” wielu biznesmenów trzyma na ścianach zdjęcia Marka Piotrowskiego z własnoręcznym podpisem.

Jego „American Dream.”

Marek Piotrowski / Fot. Piotr Bławut HBO PolskaTo wszystko zaczęło się 18 sierpnia 1988 roku. Wtedy Marek Piotrowski, po wielu sukcesach odniesionych w Polsce i w Europie (w październiku 1987 wywalczył Amatorskie Mistrzostwo Świata WAKO (full contact) – Monachium, a w grudniu tego samego roku Puchar Świata w Budapeszcie) opuszczał Polskę i leciał do USA. Na Okęciu, w hali odlotów, ten 24-latek powiedział matce prorocze słowa: „Lecę do Ameryki zdobyć Zawodowe Mistrzostwo Świata.” Jak to stwierdzenie mogło brzmieć w ówczesnej Polsce końca lat 80., w ponurych realiach komuny? Treningi kick-boxerskie nie były zbyt popularne, a tzw. „full contact” zakazany, choć trener Andrzej Palacz robił wszystko by w kraju można było legalnie trenować i organizować turnieje kick-boxingu w najtrwalszej odmianie. Dlatego Marek realizował się dotąd w rozpowszechnionym stylu walk, Karate Kyokushin.

W 1984 r., jako „karateka” zdobywa Mistrzostwo Polski Juniorów, a rok później zostaje Mistrzem Polski Seniorów. Po tylu sukcesach sam poczuł, że w kraju nie ma godnego przeciwnika i stać go na wiele więcej. Propozycja przyjazdu do Stanów, wysunięta przez Andrzeja Janusza (zajmującego się w Chicago drobną budowlanką) wydała mu się wspaniałą szansą. Jest niezwykle ambitny. Wyjeżdżając nie myśli o pieniądzach, lecz o tytułach – zresztą w kieszeni ma tylko 70 dolarów. Później wiele razy wspominał: „Nie miałem tak naprawdę miejsca do trenowania, sparingpartnerów, żadnego planu walk. Taka popelina” – śmiał się.

Okazja do pierwszego starcia nadarza się przypadkowo, kiedy kontuzja wyeliminowała jednego z zawodników turnieju. 1 października w Rackford odbywa się pierwsza i wygrana w pięknym stylu przez nokaut w 5. rundzie, walka z Bobem Handeganem. Marek myślał wówczas o tym, że w Polsce koledzy z AWF rozpoczynają nowy rok akademicki, a on próbuję złapać za ogon swoje szczęście.

Miejsce następnej walki to Chicago, grudzień 1988 r. Jego przeciwnik Neil Singelton cudem dotrwał do czwartej rundy, by przegrać przez techniczny nokaut. Kolejne pojedynki w ‘89 roku odbywają się również w Chicago i niezmiennie kończą się dla Marka zwycięstwami. Trzeba zaznaczyć, że od kiedy przyleciał do Stanów, od początku swojej zawodowej kariery, walczył z utytułowanymi zawodnikami, ze światową czołówką. Kolejni rywale byli bardzo popularni nie tylko w USA, ale na całym świecie. Dopiero z czasem zaczęto promować zawodników dobierając rywali o podobnym poziomie umiejętności, podobnych osiągnięciach, takich „do pokonania”.

Marek, nikomu nieznany Polak, szedł jak burza, wprawiając w zdumienie cały zawodowy świat boksu i kick-boxingu. Tak jest do tych najważniejszych walk, gdzie stawką jest pojedynek o mistrzostwo. W marcu ’89 roku Piotrowski w 6. rundzie przez TKO pokonuje Lowell’a Nasha, a dwa miesiące później staje do ringu z Larry’m Mc Faddenem, wygrywając walkę w dziesięciorundowym pojedynku. Polacy zgromadzeni na widowni głośno skandowali: DZIĘ-KU-JEMY!!! Marek w każdej walce pokazywał swój kunszt i determinację. Wyprowadzał piekielne kombinacje kopnięć i ciosów. Paraliżował przeciwników swoimi atakami, nie dając złapać właściwego rytmu i oddechu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

ed
  • ed
  • 26.08.2012 21:40

wspaniały artykuł o " niepokonanym "

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.