Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

26664 miejsce

Marna dola niemieckich stoczniowców. Oni też tracą pracę

Panuje przekonanie, że nasze stocznie zostały zamknięte przez Unię Europejską, a niemieckie i francuskie dzięki hojnej pomocy państwa mają zapewnioną przyszłość. Okazuje się jednak, że błędy polityki gospodarczej UE dotykają wszystkich po równo.

Stocznie P+S w Stralsundzie i Wolgaście ogłosiły niewypłacalność. Ich dyrektor generalny Rüdiger Fuchs sam zgłosił taki wniosek do sądu gospodarczego. Jest to jedyny sposób, aby uniknąć płacenia poddostawcom z powodu niezapłacenia z kolei stoczniom przez zamawiającego. Zamawiającym są linie żeglugi promowej Scandlines, obsługujące (jak zresztą z samej nazwy wynika) południową Skandynawię.

P+S, będąca właściwie rzecz biorąc przedsiębiorstwem państwowym, bo właścicielem ogromnej większości akcji jest Urząd Powierniczy (Treuhand) nie ograniczała się do zarządzania majątkiem pozostałym po przemyśle wschodnioniemieckim i robienia czegoś przy jego pomocy. Dokonano w tych stoczniach przy pomocy państwa ogromnych inwestycji, pozwalających wytwarzać statki specjalistyczne, w tym olbrzymi pływający dźwig do ustawiania platform dla morskich elektrowni wiatrowych.

Zgodnie z doktryną gospodarczą zapewniającą, że wolny handel wytwarza wspaniały podział pracy zapewniający dobre miejsce również starym krajom uprzemysłowionym pod warunkiem, że będą wytwarzać rzeczy będące owocem przodującej myśli technicznej. Niestety znowu przejechał się Zabłocki na mydle. Teraz zarząd i stojący za nim rząd muszą się dobrze zastanowić nad tym, jak uratować choćby część z około dwóch tysięcy miejsc pracy w przodujących stoczniach.

Kronika bankructw niemieckich stoczni


Stocznia Bremer Vulkan / Fot. Sebastian Siede/CC BY-SA 3.01996 - pada Wulkan Brema (Bremer Vulkan), stocznia o olbrzymiej tradycji; tam m. in. zwodowano ciężkie okręty pancerne imponującej Floty Pełnego Morza (Hochseeflotte) wchodzącej w skład Cesarskiej Niemieckiej Marynarki. Bezpośrednia przyczyna - sprzeniewierzenie funduszy przez dyrekcję. 2004 - po ogłoszeniu upadłości udaje się uratować stocznię Lloyd Werft Bremerhaven, ale za cenę zwolnienia dwóch trzecich załogi. Bezpośrednia przyczyna - zatonięcie jednego ze zbudowanych tam krążowników turystycznych. 2008 - diabli biorą stocznię Lindenau w Kilonii, równie zasłużoną jak Wulkan, wyspecjalizowaną w budowie tankowców z podwójnym kadłubem (najbezpieczniejszych na świecie). Przyczyna - dalekowschodnia konkurencja cenowa.

Czarnej kroniki ciąg dalszy. 2009 - Schichau Seebeck w Bremerhaven i Wadan w Wismarze oraz Rostocku. Te ostatnie zakłady udaje się uratować przed całkowitą likwidacją dzięki wykupieniu przez rosyjskiego oligarchę Igora Jusufowa, ale za cenę zwolnienia 2/3 załogi. 2011 - podobny los spotyka najstarszą niemiecką stocznię Norderwerft w Hamburgu, wykupioną przez kapitał norweski, ale proporcje są odwrotne tzn. dwie trzecie miejsc pracy udaje się uratować. Tak przynajmniej podaje gazeta kręgów gospodarczych "Handelsbatt".

www.handelsblatt.com

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

To przyjemność przeczytać tak mądry i konkretny komentarz. Mam tylko dwie drobne uwagi: 1) Nie jest tak różowo dla niemieckich stoczniowców. Przez nasjbliższe trzy miesiące zamiast zwyczajnych pensji będą otrzymywać das Insolvenzgeld tzn. wynagrodzenia upadłościowe. Jednocześnie od zaraz ich składki na powszechne ubezpieczenie emerytalno-rentowe spadają doprzewidzianego w odnośnych przepisach na taki wypadek minimum. Grozi im nędza na starość, jeśli nie uda się im wkrótce znaleźć pełnopłatnej pracy, co jednak nie od nich zależy. 2) Ktoś wreszcie powinien zwrócić uwagę niektórym osobom sprawującym władzę, że nigdy i zawsze nie są w mocy ludzkiej.

Uwaga ogólna. Wbrew temu, co twierdzą mądrale spod znaku ideologii toruńskiej jedziemy z Niemcami na tym samym wózku.Warto o tym myśleć, a im częściej tym lepiej.

Komentarz został ukrytyrozwiń
antek patelmitrz
  • antek patelmitrz
  • 30.08.2012 19:44

niech ta przeklęta unia się rozpadnie a żydostwo won do Izraela.

Komentarz został ukrytyrozwiń
maciek
  • maciek
  • 30.08.2012 14:44

witam,

Piszecie o stoczniowcach niemieckich, zgoda stracili pracę - ale czy ktoś wie ile pracowało tam innych firm w tym Polacy, Turcy, Bułgarzy....Niemcy dostaną pieniądze, dostaną odprawy i pewnie za jakiś czas wrócą do tej samej hali pracować z tym że do innej spółki, która dokończy te statki (dwa są "pływające", w tym jeden na wykończeniu - jesienią miał być oddany, a trzeci stoi na hali zmontowany). Ci natomiast co pracowali jako podwykonawcy kasy już raczej nie zobaczą, ci co dostarczali materiały też pewnie nie, a jeśli już to jakąś część po bardzo długim okresie. To jest to samo co z naszymi autostradami, duży pada i ciągnie ze sobą całą resztę. Stocznia dostawała co kilka miesięcy kasę od rządu, to były grube mln EURO - ostatnia transza wpłynęła do nich na konto w lipcu 2012 cyt. "Jeszcze w połowie lipca rząd Meklemburgii-Pomorza Przedniego udzielił stoczniom poręczenia kredytowego w wysokości 150 mln euro, by mogły one kontynuować produkcję. Pomoc wstępnie zaakceptowała Bruksela." Pani Merkel osobiście informowała stoczniowców że nie dopuści nigdy do upadku tej stoczni ( to są jej rodzinne strony!).
A czy menadżer spółki P+S, Rüdiger Fuchs, który przed dwoma tygodniami objął to stanowisko, powiedział ile mają opóźnienia w budowie tych statków?? cyt: „Bezpośrednią przyczyną ogłoszenia niewypłacalności jest w tym przypadku odmowa dojścia do porozumienia przez jednego z zamawiających” Armator płaci ale chce statek, który będzie zarabiał a nie stał w stoczni w nieskończoność.
Tak więc podsumowując upadek tej stoczni dotknął nie tylko niemców, ale także w dużej mierze firmy z nimi kooperujące, a w tym wiele polskich firm.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.