Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

3995 miejsce

Maroko: tutaj palą wszyscy

Zapytałem Abdulla, czy nie boi się trzymać przy sobie tak dużej ilości kifu. – Tutaj wszyscy palą, nawet policja. Co najwyżej zapłacę bakszysz - rodzaj haraczu - i sprawa załatwiona – odpowiedział.

Marokański haszysz. / Fot. S. KowalczykAbdull jest z północnej części Maroka, dokładnie z Mekki marokańskiej trawy – z gór Rif. Do As – Sawiry przywiódł go festiwal. A fakt, że skończył się dwa miesiące temu, w niczym mu nie przeszkadza – biznes się kręci. – Widzisz tych Niemców? – wskazuje na dwóch opalających się chłopaków. Wzięli wczoraj ode mnie 10 gramów, płacili w euro.

Gram kifu kosztuje 40 dirhamów, haszysz oil – 30 DH a skun 50 DH. Okazuję się, że Abdull jest mechanikiem na statku. Z kieszonki na rękawie jego koszuli wyciąga coś jeszcze. – Opium prosto z Laosu – uśmiecha się.
Ale to już droższa zabawa. Trzeba wyłożyć 600 DH za może dwa gramy oleistej, ciemnobrunatnej substancji.
Abdull zapytał mnie, jak długo zostaję w Maroku. Dowiedziawszy się, że jeszcze około trzech tygodni, szybko przeliczył w głowie ile gramów narkotyku potrzebuję. Mocno się rozczarował, że zamiast proponowanych dziesięciu gramów nie chciałem kompletnie nic.

Nie rezygnował jednak. Pokazałem mu garść drobniaków – może 20 DH. – Więcej nie mam. – Daj ile masz! Urwał kawałek czarnego worka i nasypał odrobinę zielonego, intensywnie pachnącego kifu. I tak dobiliśmy targu. Moje pierwsze w życiu kupione narkotyki, choć jeszcze pół godziny wcześniej nawet nie przypuszczałem, że dokonam takiej transakcji.

Dostałem od Abdulla adres w górach Rif, niedaleko Szewszawanu. – Jak będziesz w okolicach to zapraszam na herbatę. Pokażę Ci moją plantację, jak to wszystko się robi – susz, haszysz... To już ostatni dzień Abdulla w As-Sawirze. Jutro leci do domu. Jego syn idzie do szkoły i musi go wyprawić. – Książki, zeszyty. To wszystko kosztuje, a skądś muszę brać na to pieniądze – próbuje jakoś usprawiedliwić swoją nielegalną działalność.

Haszysz / Fot. S. KowalczykJak głęboko marokańska tradycja przesiąknięta jest oparami haszyszu? Wbrew pozorom haszysz jest nowym wynalazkiem, a w zasadzie technologia jego produkcji. Życie marokańskim handlarzom i plantatorom znacznie ułatwili Amerykanie. Do przetransportowania 100 kg suszu konieczny jest nieco większy samochód. Taka ilość marihuany daje około 150 gram haszyszu pierwszej jakości. A to można już przewieźć bez większych problemów w zwykłej reklamówce bądź plecaku.

Setki kilometrów od plaż As - Sawery, w Wysokim Atlasie, miało miejsce moje kolejne, narkotykowe doświadczenie. Niewielki, długi pokój z porozwieszanymi dywanami (ręczna robota) na ścianach. W dzień pełni rolę pracowni, czy też warsztatu tkackiego. Wieczorem jest to salon, gdzie można wygodnie usiąść, przyjąć gości. Hassan wraz z żoną i trójką swoich pociech ugościł nas typową, tradycyjną w okresie Ramadanu kolacją. Tuż po posiłku, Hassan wyciągnął kawałek brązowej, zbitej substancji przypominającej nieco plastelinę.
– Dobry haszysz poznać po tym, że po podgrzaniu nie zostawia śladu na palcach. Ten akurat nie okazał się pierwszej jakości.

Chwilę później w powietrzu unosił się specyficzny, lekko ziołowy zapach, a sprawnie skręcony papieros przechodził z rąk do rąk, z ust do ust, jak fajka pokoju. Mimo obecności żony Hassana, palili tylko mężczyźni. Kobiety nie biorą czynnego udziału w życiu towarzyskim Berberów. Jednak trójka dzieci, z których najmłodsze miało 7 miesięcy, najstarsze może 6 - 7 lat nie była przeszkodą by zwinąć i wypalić kolejne skręty.

Analogiczna sytuacja narzuca się sama. Polskie imieniny czy spotkanie towarzyskie przy suto zastawionym stole i nieodłączną butelką wódki. Polak od najmłodszych lat przygląda się tej tradycji. Wreszcie nadchodzi moment, kiedy dostaje pierwszy kieliszek do spróbowania. Zamienić tylko alkohol na haszysz i mamy sytuację prosto z berberyjskiego domu gdzieś w niewielkiej, marokańskiej mieścinie, choćby takiej jak Tamtatusz.

Wkrótce dosiadł się do nas 20-letni, najstarszy syn Hassana. Jednak obecność ojca wymagała od niego nie lada powściągliwości w zachowaniu. Dlatego też z radosnego, rozgadanego chłopaka raptem zamienił się w spokojnego i małomównego. Hassan wyciągając z folii półtoracentymetrowy kawałek haszyszu, ułamał część i rzucił swojemu synowi, a kilka zdań w języku berberyjskim, rzuconych pośpiesznie znaczyły może: – Masz, tylko żeby matka nie widziała.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (18):

Sortuj komentarze:

poison
  • poison
  • 08.04.2012 19:13

@Ziomek91: Widać mało wiesz o produkcji haszyszu. Oczywiście, że można więcej, tylko im więcej tym gorsza jakość. Jakbyś posiadał elementarną wiedzę na temat produkcji to wiedziałbyś, że im dłużej strzepujesz pyłek tym jest mniej wartościowy, podobnie w przypadku haszyszu tzw. bubble, gdzie przepłukuje się szczyty wraz z lodem przez serie worków z sitkami o wielkości oczek liczonych w mikronach, im dalszy worek tym towaru mniej ale lepszy, w ostatnim worku jeszcze mokry towar wygląda jak piana.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Ziomek91
  • Ziomek91
  • 28.01.2011 11:19

Po pierwze to ku**a ze 100 Kg robi się więcej haszu niz jak napisane bylo 150 g Hahahaha tyle na ten temat.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+

Komentarz został ukrytyrozwiń

Świetnie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Fajny kawałek o kulturze nam dalekiej, a jednocześnie bliskiej, po porównaniu do alkoholu:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

+!
strzał w dziesiątkę z tą analogią do Polaków!

Komentarz został ukrytyrozwiń

+

Komentarz został ukrytyrozwiń

przeważnie to tu nudy są :) a tu o trawce:D
i fjanie napisane;]

Komentarz został ukrytyrozwiń

Rewelacja..i tyle w tym temacie :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

świetnie napisane

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.