Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

11535 miejsce

Marsz Niepodległości i spór o polską ideę narodową Cz. 2

Dwa ostatnie Marsze Niepodległości, towarzyszące im hasła i wydarzenia nie powinny być dla nikogo niespodzianką. Kraje UE są jak kocioł pod rosnącym ciśnieniem. Nacjonalizm wraca do łask jako idea rosnących rzesz młodych bezrobotnych.

Czy zegar historii odmierza godziny do rewolucji?


Widmo rewolucji znów krąży nad Europą. Widmo rewolucji młodych, głodnych i bezrobotnych przeciw starym, obżerającym się i głoszącym przebrzmiałe ideologie, które nie są w stanie wskazać wyjścia z obecnego kryzysu. To już nie są „maskarady”, jak lekceważąco określał de Gaulle bunty studenckie z powodu rozdzielenia kratami akademików na część męską i żeńską itp. rzeczy. Teraz chodzi o sprawy podstawowe, a mianowicie zagrożenie utratą podstaw egzystencji. To, co się dzieje na południu Europy ogromnie przypomina skalę olbrzymiego niezadowolenia społecznego, jakie ujawniło się w okresie praskiej wiosny czy też pierwszej „Solidarności”. Rosnące pomruki niezadowolenia w Niemczech i Francji przypominają zaś to, co się działo w latach siedemdziesiątych w ZSRR.

Oczywiście zdaję sobie sprawę z ogromnych różnic między ZSRR i jego blokiem a UE, ale... Tempora mutant, homini illi nuit tzn. czasy się zmieniają, a ludzie pozostają tacy sami. Napoleon powiadał: „Bardziej się boję rewolucji z powodu braku chleba niż bitwy z dwustutysięcznym wojskiem.” Ja zaś dałbym sobie rękę uciąć za to, że blok radziecki istniałby do dzisiaj, gdyby równocześnie z pełnym zatrudnieniem i rosnącymi płacami był w stanie zapewnić swoim poddanym pełne półki w sklepach, kielbasę do chleba dla robotnika i bułkę z szynką dla inżyniera itp. bez potrzeby stania w długich kolejkach.

Od strony ekonomicznej polityka cięć, w tym kosztem najbiedniejszych, w celu ratowania pożyczek udzielonych przez wielkie banki prywatne, w gospodarkach, których rozwój jest zależny od wzrostu popytu indywidualnego, jest skazana na porażkę. Od strony politycznej jest to harakiri popełniane przez odurzone przekonaniem o własnej jedynosłuszności elity pieniądza i władzy. Dojrzewają warunki do olbrzymich przewrotów, porównywalnych do tych, jakie wstrząsnęły naszym kontynentem w wyniku pierwszej wojny światowej, a następnie Wielkiego Kryzysu. Wydaje mi się, że wczorajsze gwałtowne wydarzenia w czterech „złych” śródziemnomorskich krajach członkowskich UE wykazały, że zapanowały nastroje przedrewolucyjne.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (10):

Sortuj komentarze:

Z bardzo trudnej sytuacji wewnętrznej nieraz już szukano wyjścia przez doprowadzenie do wielkiej wojny. Wspomnę choćby Francję w 1792 (wojnę z Austrią i Prusami wywołali rządzący wtedy tzw. żyrondyści, aby odwrócić uwagę od zamętu, jaki wywołali przy pomocy asygnat - mało wiarygodnego pieniądza papierowego) czy też carską Rosję w 1904.

Wielka wojna na Bliskim Wschodzie miałaby być może przebieg korzystny dla obecnych elit władzy Zachodu, gdyby była wojną błyskawiczną (i bezlitosną), totalnie miażdzącą islamistów, o czym już tu pisałem:

link

Wojna przewlekła, pociągająca za sobą ogromne koszty finansowe i zwiększająca tylko żądzę zemsty strony przeciwnej jest bagnem, w które wciąga się państwa członkowskie NATO, Australię oraz Izrael. Rzecz jasna żadna wojna nie jest dobra i nie należy jej rozpoczynać, ale niestety moralność a logika wielkomocarstwowa z jednej strony, a zaślepienie fanatyków z drugiej to są rzeczy z reguły wykluczające się nawzajem. Czy nachodzi biblijny Armageddon tego nie podejmuję się oceniać.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Grzegorzu - temat słuszny i wymaga wielu przemyśleń , najprościej go zamknąć pożyjemy zobaczymy , co z ta, Polska, dalej będzie. ? Zdaje sobie sprawę ze Historia lubi się powtarzać , ale obserwuje wydarzenia na bliskim wschodzie i coś w trawie piszczy , a wiadomo dokąd zmierza świat ? Ośmielę sobie zacytować cytat z N.T. Wtedy kiedy będą mówić pokój i bezpieczeństwo , wtedy przyjdzie na nich nagła zagłada . itd. Wojny były i będą aż do końca , tylko kiedy czy już tego trudno przewidzieć .? Coś wisi w powietrzu . ? Dlatego najlepsze określenie to pożyjemy zobaczymy co nam jutro przyniesie .?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zapomniałem się co do ograniczenia długości koemtarza i urwało mi wywód. Zatem zakończenie:

Wszystko to razem uniemożliwia zasadniczą zmianę władzy (wymianę elit rządzących) w wyniku głosowania. Przynajmniej tak długo dopóki nie powstanie ogromny ruch społeczny i taki FN nie otrzyma co najmniej 40 % głosów, bo na tym poziomie poparcia skończy się skuteczność sztuczek wyborczych. Zwłaszcza jeśli ten ruch odbierze na dodatek enarchom i politechnikom itp. elitarystom kontrolę nad komisjami w obwodach głosowania i przy liczeniu głosów. Natomiast rzucanie petardami, kamieniami itd. też może do tego doprowadzić, jeśli zbuntowane tłumy będą tak ogromne, że zaatakowanie ich będzie musiało doprowadzić do wstrząsającej rzezi i postawić kraj na krawędzi wojny domowej. Jest to jednak droga niezwykle niebezpieczna i nieobliczalna, która może wywołać zbrojną interwencję obcych mocarstw lub doprowadzić do władzy dyktatora. Jeśli nie będzie to człowiek wielkiego formatu moralnego i świetnie przygotowany do sprawowania władzy, nieszczęście gotowe. Może też wywołać zamęt prowadzący do niezwykle głębokiego wyniszczenia gospodarki narodowej, inteligencji itd. itp. Może też doprowadzić do tego wszystkiego naraz (np. Rosja 1905-53).

Inna rzecz, że niekiedy innego sposobu zmiany władzy nie ma (np. Moskwa 1991, Kijów 2004). Jak będzie w Europie Zachodniej, zobaczymy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przepraszam, zapomniałem dodać potrzebny link:

link

Sprawę opisaną w tym artykule spróbowałem nieco pogłębić w jego drugiej części:

link

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mam już chwilę czasu, aby usiąść i spokojnie pomyśleć, przeto udzielam odpowiedzi. Rzymski oręż i rzymskie prawo sprawiły, że społeczeństwa obywające się bez centralnej władzy państwowej zniknęły z powierzchni ziemi. Tam, gdzie istnieje państwo, ktoś musi nim rządzić, a sprawowanie rządów chciał nie chciał trzeba powierzyć komuś na stałe. Zasada obowiązkowej zmiany osób sprawujących władzę względnie zapewnienie możliwości odsunięcia takich osób w sposób zgodny z obowiązującym prawem niewiele tu zmienia, ponieważ rządzenie wymaga odpowiedniego przygotowania i mnóstwa czasu.

Nawet jeśli została przyjęta zasada, że władza należy do ogółu obywateli to zwykli ludzie nie są w stanie ani sprawować władzy wszyscy naraz ani nawet śledzić na bieżąco wszystkich poczynań rządzących. Przy tym nierówność między ludźmi jest nieusuwalna, a wprowadzenie np. zasady, że wszyscy mają mieć tyle samo pieniędzy jest niewykonalne itd.

Ze względu na naturę człowieka i społeczeństwa każdy, ale to naprawdę każdy układ sprawowania władzy państwowej dąży do utrwalenia się na czas nieograniczony. Nie chcąc być gołosłownym odwołam się do przykładu Francji i tamtejszego Frontu Narodowego, ponieważ znam francuski na tyle, abym mógł samodzielnie czytać teksty polityczne w tym języku. Republika Francuska od czasu ostatecznego obalenia przez nią monarchii w 1870 rządzi się swoimi własnymi prawami, a dokładniej rządzą nią tzw. enarchowie i politechnicy tzn. absolwenci École Nationale d'Administration, ENA (Krajowej Szkoły Administracji) oraz École Polytechnique (Szkoły Politechnicznej). Są jeszcze trzy dalsze, mniej ważne, ale równie prestiżowe uczelnie, których absolwenci są uważani za równych sobie przez enarchów albo politechników. Nie będę ich tu wymieniał, aby nie zamienić tej odpowiedzi w wykład.

Wszystkie wielkie partie polityczne są kierowane przez enarchów i politechników, a nie zdarzyło się jeszcze, aby jakiś prezydent republiki nie ukończył którejś z tych pięciu szkół i to z wyróżnieniem. Nie potępiam elitaryzmu, w tym owego francuskiego, z założenia. Lepiej, aby państwem rządzili ludzie starannie wykształceni oraz kierowani przez l’esprit de corps (tzn. duchem świadomości doniosłości swoich obowiązków) niż tacy, co chcą tylko dorwać się do korzyści materialnych i nic ważnego nie umieją. Taki sposób sprawowania władzy ma ogromne zalety, ale wszystkie one nie zdadzą się na nic począwszy od punktu, gdy okazuje się, że wpajane od pokoleń elicie rządzącej zasady przestały odpowiadać potrzebom chwili.

Wtedy ten sposób sprawowania władzy staje się przekleństwem. Sytuacja społeczno-polityczna wymaga radykalnych zmian, ale utrwalone elity skutecznie uniemożliwiają radykalną zmianę kursu. Same nie są do niej zdolne, ale są w stanie zablokować wymianę elit. Oto FN uzyskuje w bieżącym roku ok. 15 % oddanych ważnych głosów na wyborach parlamentarnych i ... dwa miejsca poselskie. W 1986 ok. 10 % i 35 miejsc. W międzyczasie bowiem enarchowie i politechnicy zmienili ordynację wyborczą (dokładniej: granice jednomandatowych okręgów wyborczych) tak, aby Zgromadzenie Narodowe było nadal obsadzone niemal wyłącznie przez kontrolowane przez nich wielkie partie: socjalistów oraz neogaullistów.

Nie chcąc, jako się rzekło, prowadzić wykładu, dodam tylko, że tym samym celom służą inne, niezwykle skuteczne narzędzia, takie jak ogromna korupcja polityczna, o której pisałem już tu na nader konkretnym przykładzie:


Wszystko to razem uniemożliwia zasadniczą zmianę władzy (wymianę elit rządzących) w wyniku głosowania. Przynajmniej tak długo dopóki nie powstanie ogromny ruch społeczny i taki FN nie otrzyma co najmniej 40 % głosów, bo na tym poziomie poparcia skończy się skuteczność sztuczek wyborczych. Zwłaszcza jeśli ten ruch odbierze na dodatek enarchom i politechnikom itp. elitarystom kontrolę nad komisjami w obwodach głosowania i przy liczeniu głosów. Natomiast rzucanie petardami, kamieniami itd. też może do tego doprowadzić, jeśli zbuntowane tłumy bę

Komentarz został ukrytyrozwiń

Myśl narodowa będzie zawsze żywa. Jej natężenie, sposób i siła ukazywania, zależą jednak od sytuacji. Doskonale wiemy, że jeśli ktoś czuje się zagrożony, to w celu obrony swoich interesów, wartości zaczyna działać. Musi być jakiś impuls, najczęściej jest on negatywny, ale takie bardziej pobudzają.

Trzeba tutaj wspomnieć o Unii Europejskiej, która w pewien sposób tak działa. Pojawiają się głosy o superpaństwie, o stanach zjednoczonych Europy. Większość ludzi nie zgadza się na to, bo uważa to za utratę suwerenności i to stale postępującą. Im głośniejsze będą głosy o przekazywaniu coraz większych kompetencji z państw narodowych do instytucji europejskich, tym aktywniejsi będą narodowcy. Tym większa będzie ich liczba.

Takie sytuacje jak np. w Danii, gdzie islamska większość w radzie jednego z miast, chcąca znieść tradycję Bożego Narodzenia, powodują podobne sytuacje. Ludzie mogą się czuć zagrożeni, a kiedy tak się dzieje, skłonni są poprzeć radykalizmy. Bo tylko z nimi mogą coś ugrać. Zwłaszcza, gdy pokazują one swoją siłę (choćby sam fakt liczebności).

W pewien sposób i media tak działają.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Obaj dwaj Szanowni Przedmówcy odnieśli się do spraw absolutnie zasadniczych, największego kalibru i jestem wdzięczny za tak mądre głosy w tej na razie niestety niewielkiej dyskusji. Odniosę się do nich jeszcze dzisiaj, ale moja odpowiedź, jeśli ma być co warta, musi być zwięzła, a zarazem trafiać w sedno. Zatem jeszcze nad nią dzisiaj trochę popracuję w duchu świadomości rozmaitej odpowiedzialności (przede wszystkim obywatelskiej) za to, co się głosi. Proszę zatem o odrobinę cierpliwości.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dużo łatwiej jest protestować maszerując, a potem nic dalej nie robić dla kraju, w którym się mieszka.
Wszystkie te zamieszki w Europie są bez sensu. Widać, że ich uczestnicy nie są zbyt rozgarnięci niestety. Mamy bijatyki i nic się nie zmienia.
Jeśli ktoś naprawdę chciałby zmian, to powinien utworzyć ruch społeczny, który lobbował by w parlamencie za zmianami korzystnymi dla kraju tworząc przeciwwagę dla reprezentantów globalnych korporacji.
Tylko, że to jest trudniejsze bo wymaga cierpliwości, zaangażowania, poświęcenia temu dużej ilości czasu i w ogóle takiej "mrówczej" pracy, no i nie jest takie efektowne jak bijatyka i rzucanie racami. Naprawdę całkowicie na spokojnie z użyciem metod demokratycznych można zmienić funkcjonowanie naszego kraju.

Komentarz został ukrytyrozwiń

narody się burzą, a nie wybierają władz takich jak islandzkie, które podtrzymały ideę referendum i jego wyniki: odmowę spłaty bankowych długów.

jaka manipulacja stoi za nieprzekładalnością polityczną owego buntu, który tak obrazowo pan opisał?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Z tegorocznego i zeszłorocznego Marszu Niepodległości w Warszawie wynika wiele do myślenia politykom rządzącym Polską. Jeżeli potraktują w porę sprawę poważnie i podejmą rozważne kroki prawne - to nie muszą się spełnić najczarniejsze scenariusze rozwiązań problemu narodowców.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.