Facebook Google+ Twitter

„Marszowicz” czyli nowa kategoria obywatela

W ostatnich latach mnożą się różnego rodzaju marsze. Cele są zawsze tak zbożne, iż w ramach politycznej poprawności nie należy z nimi polemizować, o krytyce już nie wspominając. To prawie jak obrażanie uczuć religijnych czy profanacja.

Polska Rzeczypospolita Maszerująca

 / Fot. PlakatJeszcze nie tak dawno wybór rodzaju marszów, w których moglibyśmy wziąć udział był niewielki. Poza pochodem 1-majowym i kolumnami maszerującego wojska były jeszcze marsze weselne i żałobne. Poza tym raz w roku mamy szczególny rodzaj marszu ulicami miast i wsi, z okazji święta Bożego Ciała.



Ostatnio, widujemy coraz częściej na ulicach naszych miast różnego rodzaju marsze. Do wyboru, do koloru. Mamy marsze milczenia, wyzwolenia konopi, równości, tolerancji, poparcia, protestacyjne, a do niektórych przylgnęła nazwa parada (np. smoków, gejów i lesbijek).

3 czerwca przez polskie miasta przesunęła się fala marszów zwana "Marszem dla życia i rodziny". Mówi się, że te miasta zdecydowały się na afirmację życia i rodziny. Są one w ten sposób stawiane w opozycji do innych, które w domyśle nie przyłączyły się do uczestniczenia w takiej afirmacji. Organizatorzy owych marszów tworzą struktury zajmujące się powołaniem i całościową obsługą takiego przedsięwzięcia. Powołuje się najprzeróżniejsze fundacje i komitety, w których skupiają się różne organizacje pozarządowe chcące brać udział w organizacji takich marszów.

Słabość demokracji czy wprost przeciwnie?

Kto bierze udział w tych marszach? Dlaczego jest ich coraz więcej? W jakim celu są organizowane? Takie i dziesiątki innych pytań zrodziło się w niejednej głowie. Przyznam, że w mojej też. Samym zjawiskiem zajmują się socjologowie, psychologowie i politycy.

Coraz częściej bierze w nich udział kościół katolicki. Ba! Sam chętnie je organizuje. W sposób mniej lub bardziej bezpośredni.

Z jednej strony mamy demokratycznie wybraną władzę, której powierzamy kierowanie państwem. Z drugiej zaś strony, metodami "na wymuszenie" ulica chce przeforsować życzenia podobno przygniatającej większości. - Jest nas miliony - mówi jeden z uczestników manifestacji ulicznej. Tylko, kim są te miliony? Dlaczego dla nich władza jest obca? Dlaczego te zastępy ludzi określających siebie, jako "my - miliony" nie biorą udziału w głosowaniach w wolnych wyborach demokratycznych? Dlaczego wybierają demokrację uliczną?

Według nich "Marsz dla życia i rodziny" ma być receptą na kryzys...
Jeden z uczestników powiedział, że "taka manifestacja ma większą siłę, niż pakiet żądań". Inny mówi, że "nadszedł czas, aby pokazać naszą siłę". Naszą? To znaczy czyją? Kim są "my"? Ten sam uczestnik twierdzi dalej, że "przyszedł czas, żeby wychodzić na ulicę w obronie normalności. Musimy pokazywać , że rodzina jest jej podstawą".

Moje obserwacje

Wielu uczestników traktuje udział w takim marszu piknikowo czy festynowo, bez głębszych refleksji. Jeden z uczestników "Marszu dla życia i rodziny" z Rzeszowa mówi tak: "Pomyślałem sobie, po co mam jechać do Warszawy, żeby się tylko przejść? Przecież możemy taką imprezę zorganizować u siebie".

Natomiast jeden z organizatorów Marszu uważa, że "Dziś rodzina musi na nowo domagać się praw i przywilejów, gdyż jej rola jest umniejszana. Dlatego zadaniem Marszu jest przypomnienie, że rodzina jest prestiżową instytucją, która jest najlepszą receptą na kryzys".

Jak ocenić skuteczność takiego przedsięwzięcia? Czy nastąpi dzięki tym marszom zauważalny wzrost urodzeń?

Uczestnik marszu warszawskiego kardynał Kazimierz Nycz mówił, że trzeba "wspierać rodzinę". Święta racja, ale czy któryś z polityków kiedykolwiek mówił
inaczej?

"Marszowicze" otrzymali poparcie nawet od papieża Benedykta XVI, który przesłał specjalne pozdrowienie i zapewnienia o modlitwie.

W tych imprezach biorą udział celebryci i ludzi nauki, a także bardzo chętnie pokazują się na tych paradach znani politycy. A już zupełnie kuriozalne jest przyłączanie się członków władzy popierającej idee marszów, z których
- jak dobrze rozumiem - przesłanie jest właśnie do nich kierowane.

Znajdź nas na Google+

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (10):

Sortuj komentarze:

I jeszcze jeden by się przydał:MARSZ NA CZEŚĆ MARSZÓW :)
I jeszcze jeden:MASZERUJĄCY MARSZ MARSZOWYM KROKIEM

Organizatorzy "błyszczą",a ludziska mają radochę,-no chyba,że po drodze natkną się na bardziej bojowych marszowiczów,tych w dresach,lub glanach:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przydałby się jakiś marsz poparcia i ku pokrzepieniu serc dla biało-czerwonych, no i dla nas też...

Hasło? Proszę bardzo: NIC SIĘ NIE STAŁO!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Będę nieco złośliwy, ale co poniektórym uczestnikom marszów dla rodziny należało by chyba przypomnieć że ilość dzieci w Polsce nie wzrasta od maszerowania tylko od czegoś zupełnie innego... No chyba, że ktoś wierzy w przynoszenie przez bociany... :D

Komentarz został ukrytyrozwiń

Popieram marsze dla zdrowia. Uprawiam je razem z żoną. Chodzimy z szybkością perszinga. Oczywiście przesadzam z tym perszingiem. Ale wyznaję zasadę - chodzić jak najwięcej, jak najczęściej i jak najdalej. Robimy razem lub czasem sam - po 15 do 25 km dziennie. To naprawdę dobrze służy zdrowiu. Odbiegłem od tematu artykułu? Owszem. Chciałem zainspirować zainteresowanych do takiego sposobu na zdrowie. Warto - zapewniam.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Gerard Stenc^
  • Gerard Stenc^
  • 07.06.2012 21:15

Najtrudniejsze są w: demokracji na niby : marsze pod wiatr, oczywiście polityczny...Nigdy nie mogą być skuteczne !!!Władza lubi je kanalizować, gdyż jest demokratyczna dla siebie ...

Komentarz został ukrytyrozwiń
No Nie
  • No Nie
  • 07.06.2012 21:07

A w ubiegłym roku na czele takiego marszu w Szczecinie szedł Rydzyk ....i pod przykrywką marszu Dla życia i rodziny robi się polityka.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Hmm, z takim argumentem:

" Jeślibyśmy uważnie prześledzili życie ziemskie Pana Jezusa, to zauważymy, że podczas Jego trzyletniej działalności najważniejszymi wydarzeniami były Jego „marsze” na Jerozolimę..."

http://intronizacja.nowyekran.pl/post/9969,marsz-ostatniej-szansy

Trudno polemizować :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marku, moim skromnym zdaniem takie imprezy są przejawem bezradności. Ludzie, czując się bezradni, "skupiają" się w jednym miejscu i jednym czasie, w myśl starej dobrej zasady: " Kupą , mości panowie, kupą...kupy nikt nie ruszy".

Pozdrowienia:)))))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Odkąd zniesiono przymus maszerowania w pochodzie 1 majowym, dla mnie marsz to marsz najczęściej z domu do pracy, z pracy do domu. Niekiedy spacer po moich włościach lub deptaku jakiegoś kurortu. Maszerowanie w różnego rodzaju akcjach uważam za stratę czasu. Manifestowanie poprzez marsze o różnych nazwach jest dla ludzi którzy maja wiele wolnego czasu i nie potrafią go rozsądnie zagospodarować. Nie obrażając nikogo idę pomaszerować do lasu. Mam nadzieję że tam nie spotkam nikogo kto chciałby się do mnie przyłączyć, bo to można by już uznać za manifestację na rzecz choćby ochrony kleszczy, których pewnie wszyscy nienawidzimy!!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Najwyraźniej nasi politycy nie są na tyle inteligentni, żeby dotarło do nich czemu służą te marsze :))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.