Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

861 miejsce

Marta Król: „Lubię szukać nowych bodźców, inspiracji”

Marta Król - znana i lubiana aktorka, niezwykle aktywna, uprawiająca zdrowy tryb życia przez cały rok. Jej pasje to m.in wspinaczka i kitesurfing, a największym marzeniem artystki jest, aby na podstawie jej scenaeiusza, powstał film.

„Aktorstwo to dla mnie nieustanna przygoda. Daje mi poczucie świeżości, radości a także walki, zmagania się z samą sobą i odkrywania potencjału, jaki tkwi we mnie i rolach, w które się wcielam.” – w ten sposób mówi Pani o swoim zawodzie. Jak wspomina Pani jego początki?
© MTL Maxfilm, fot. Marta Gostkiewicz / Fot. Fot. © MTL Maxfilm, fot. Marta Gostkiewicz
-Początki mojej przygody z aktorstwem sięgają podstawówki i czasów, kiedy to z podwórkową bandą wcielaliśmy się w postaci z książek, komiksów i filmów. Robiliśmy różne psikusy. Potrafiłam wejść do sklepu jako np. Mała Mi (z Muminków) lub Alinoe (Thorgal) i w dziwny sposób prosić o lizaka zaskoczoną ekspedientkę. Na poważnie o aktorstwie zaczęłam myśleć, gdy zobaczyłam filmy Kieślowskiego, Hasa, Wendersa, Bergmana, Bessona, Felliniego, Jarmusha, Lyncha. Zaczęłam szukać swojej własnej ścieżki do tego zawodu.

Jaka była Pani pierwsza poważna rola? W jakiej produkcji/spektaklu i kiedy miała miejsce?
© MTL Maxfilm, fot. Marta Gostkiewicz / Fot. Fot. © MTL Maxfilm, fot. Marta Gostkiewicz
-Rola Marie w „Wymazywaniu” na 4 roku w PWST, pierwsza rola w Teatrze Dramatycznym w Warszawie. Na 4 roku Krystian Lupa (z którym pracowałam już wcześniej w Teatrze Starym w „Mistrzu i Małgorzacie”) zaproponował, żebym dołączyła do zespołu „Wymazywania”, w którym grali cudowni aktorzy, m.in. Maja Komorowska, Jadwiga Jankowska-Cieślak, Adam Ferency, Marek Walczewski, Jolanta Fraszyńska. To był szok i wyzwanie. Wspaniali partnerzy, niezwykłe przedstawienie, nagradzane na całym świecie, praca z wizjonerem, twórcza atmosfera. Nasiąkałam tym jak gąbka.

Jest Pani uczennicą wybitnych aktorów, m.in Mistrza Jerzego Stuhra. Czy jest coś takiego, co zapamiętała Pani z tych spotkań?

-Każdy nauczyciel ma swoje indywidualne podejście do zawodu i do studentów. Globisz stawiał na wyobraźnię i abstrakcyjne myślenie o postaci, Peszek uczył nas rytmów, pracy z ciałem, Stuhr warsztatu a Lupa, hmmm…. zaglądania do swojej duszy… Szkoła dała mi wiele, ale najwięcej wyniosłam z pracy w teatrze i na planie. Aktorstwo to zawód praktyczny, nie da się nauczyć aktorstwa poprzez czytanie książek czy słuchanie wykładów, trzeba próbować, grać, uczyć się na własnych błędach.

Uczy się Pani także m.in od Debbie McWilliams, Paula Bargetto, Bernarda Hillera, Roberta Castle z Lee Strasberg Studio i Charlesa Weinsteina z Paris Film Acting. Co dają Pani te lekcje?

-Lubię szukać nowych bodźców, inspiracji, spotykać ludzi, którzy dzielą się swoim doświadczeniem. Cały czas szukam możliwości rozwoju zawodowego. Praca z takimi autorytetami to cenny czas nauki, przyglądania się innym i samej sobie - temu, co chcę robić zawodowo, jakie role grać.

Od 2014 roku jest Pani w załodze grupy teatralnej, która zajmuje się prezentowaniem dramatu w języku angielskim. Jakie jest zainteresowanie widzów, tym ciekawym projektem?

-Zainteresowanie jest coraz większe i międzynarodowe:) Teatr Transatlantyk, który niedawno założyliśmy wraz z amerykańskim reżyserem Paulem Bargetto i kilkoma aktorami to projekt długofalowy, ambitny i powstały z wielkiej potrzeby wspólnego tworzenia rzeczy niebanalnych. Ostatnio dołączyło do nas grono znakomitych autorów sztuk (jeszcze nie mogę podać nazwisk), którzy piszą specjalnie dla nas. Zrobiliśmy już kilka przedstawień/akcji performatywnych przy okazji otwarcia festiwalu Var-so-vie, czy nocy muzeów u Jagi Hupało. Obecnie pracujemy intensywnie nad nowym przedstawieniem inspirowanym odkrytym niedawno albumem ze zdjęciami z prywatnego życia komendanta SS z Auschwitz Karla Hoeckera.

Czy gdyby miała Pani zdecydować, pracę w którym środowisku lubi bardziej, postawiłaby Pani na Teatr, czy TV?
© MTL Maxfilm, fot. Marta Gostkiewicz / Fot. Fot. © MTL Maxfilm, fot. Marta Gostkiewicz
-Teatr kocham tak samo jak i film. Praca w obu środowiskach bywa fascynująca, staram się wybierać takie projekty, które wnoszą coś nowego do mojego życia zawodowego i rozwoju, zarówno jako aktorki, jak i człowieka.

Czy w Pani odczuciu praca w tych dwu miejscach czymś się różni?

-W teatrze zazwyczaj jest więcej czasu na przygotowanie roli i próby, nie ma też dubli podczas spektakli, nie można powtórzyć sceny :) Ale w obu miejscach praca polega na wymianie energii, która tworzy się przy spotkaniu z reżyserem, aktorami, całą ekipą i z widzami.

Czy prawdą jest, że rola w Teatrze wymaga większej pracy, niż rola w telewizji?

-To raczej zależy od roli, a nie od tego, gdzie ją się gra. Paradoksalnie mniejsze rolę, tzw. epizody wymagają takiej samej pracy jak role główne.

Pojawia się Pani również od jakiegoś czasu, (maj 2014) w cenionym serialu „M jak Miłość” w roli Soni. Jest ona bohaterką pozytywną, aczkolwiek trochę zagubioną, mam wrażenie, szukającą własnej drogi. Co Pani powie o tej postaci?

-Sonia nie jest super bohaterką, znoszącą bezboleśnie, z uśmiechem życiowe porażki. To kobieta dzielnie radząca sobie z rzeczywistością, ale też pełna obaw, wątpliwości i słabości. Sonia nie udaje nikogo. Rozwód boleśnie ją doświadczył, a teraz pojawia się nowe uczucie, którego z jednej strony się obawia, a z drugiej go pragnie.. Sonia jest ludzka, wrażliwa, pełna sprzeczności – jest bardzo prawdziwa i to mi się w niej podoba.

„Najwięcej” Soni jest u boku serialowego Andrzeja Budzyńskiego, (w tej roli Krystian Wieczorek, przyp. red.) Czy coś się rozwinie z tej znajomości? Czy serialowa Marta może czuć się w tej chwili zagrożona?

-Proszę oglądać serial:)

Na jak długo rola Soni jest brana pod uwagę przez scenarzystów?

-To pytanie bardziej do scenarzystów, niż do mnie. Teraz mój wątek się rozwija, więc mam nadzieję, że na długo:)

Występuje Pani u boku takich aktorów jak choćby wspomniany Krystian Wieczorek, czy Dominika Ostałowska. Zdążyliście się już polubić na planie?

-Krystian i Dominika to fajni, inteligentni ludzie - trudno ich nie polubić.

Gra Pani też w towarzystwie małych aktorek, Emilki Dankwy i Weroniki Wachowskiej. Lubi Pani pracę z dziećmi? Czy jest to czasem trudne?

-Praca z dziećmi układa mi się bardzo dobrze. Emilka i Weronika to prawdziwe profesjonalistki, ostatnio grałam też z 11 letnim chłopcem w „Lekarzach”. Myślę, że w kontakcie z nimi przydaje się to, że sama jestem mamą.

Jest Pani osobą niezwykle aktywną fizycznie, jeździ Pani na rowerze, uprawia kitesurfing, wspina się...Czy jest to dla Pani formą odpoczynku?

-Sport pozwala mi przede wszystkim rozładować się emocjonalnie, wpływa odstresowująco i daje mnóstwo radości.

Jakie ma Pani jeszcze pasje, a jakie marzenia?

-Ostatnio poczyniłam pierwsze próby w pisaniu. Moim marzeniem jest, żeby powstał film na podstawie scenariusza, nad którym pracuję.

Nad czym obecnie Pani pracuje i w jakich produkcjach będzie można zobaczyć Panią w tym sezonie?

-Parę dni temu na FF w Gdyni odbyła się prapremiera Teatru Telewizji pt.”Walizka”, gdzie gram jedną z głównych ról, obok Krzysztofa Globisza i Adama Ferencego. Realizacja była bardzo ciepło przyjęta i teraz czeka na premierę w TVP. W najbliższym czasie będzie mnie można zobaczyć w „Lekarzach” (TVN), oczywiście w „M jak Miłość” oraz w teatrze Dramatycznym w kilku spektaklach (szczególnie polecam „Cudotwórcę”). Z Teatrem Trans-Atlantyk przygotowujemy spektakl inspirowany niezwykłym albumem Karla Hoeckera (premiera w tym roku). Szykuję się też do roli w filmie, gdzie zagram główną rolę kobiecą.
© Honorata Karapuda / Marta Król / Fot. Fot. © Honorata Karapuda / Marta Król
Na koniec – Jakie jest Pani motto życiowe?

-"Kochaj i rób, co chcesz".

(Rozmawiała Mariola Morcinková)





Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.