Facebook Google+ Twitter

"Martwe Jezioro" Marcina Mortki - recenzja książki heroic fantasy

Czy można pokonać smoka wyzwiskami? Czy kruki znają umiar w ludzkiej mowie? I czy można zostać bohaterem, będąc zarazem złośliwym do bólu charakternikiem?

 / Fot. FSTakie niebanalne i wręcz wymagające dłuższej refleksji kwestie poruszone zostały w powieści "Martwe jezioro" Marcin Mortka. I przynajmniej na odpowiedzi dotyczące pierwszych dwóch pytań, czytelnik nie musi długo czekać. Autor zaczyna bowiem książkę z grubego kalibru. Główny bohater, Mads Voorten (ów złośliwy do bólu charakternik), niczym Conan Barbarzyńca wędruje po fantastycznym świecie, siejąc spustoszenie wśród wrogów i przy okazji nie przebierając w słowach. Napotykając smoka, nie traci zimnej krwi i każe mu... odejść, co prawda, w bardziej dosadnych słowach. Zaskoczone i lekko przygłupawe stworzenie ucieka ku wielkiemu szczęściu eurydyty, który w normalnym przypadku powinien stać się mokrą plamą. Przykład na to - cóż znaczy niekiedy odpowiednio użyte słowo...

Bohater wędruje dalej w błogim stanie nieświadomości. Pragnie przebyć Martwe Jezioro, zakazane przez wyznawców bogini Smoczycy. W jakim celu? O tym czytelnik nie szybko będzie miał okazję się dowiedzieć. Mads, nie dość, że bywa "cholernie" złośliwy, to jest jeszcze niesamowicie skryty. Ku jego niezadowoleniu, okrutny los sprawia, że jedynie może przebyć jezioro z przypadkowo poznanymi wojownikami. Jest wśród nich agresywna i zimna Smocza Strażniczka, która wyrzekła się swojej bogini. Nie zabrakło upartego i nie słuchającego rozkazów rycerza Głuchoborczyka - Malhorna oraz opanowanego Istvana, który będąc niemową (przekleństwo Smoczycy), nauczył się przemawiać poprzez swojego przyjaciela - kruka. Kruk zresztą jak na niesforne i paskudne ptaszysko przystało, nie tylko powtarza słowa swojego Pana, z którym połączyła go telepatyczna więź, ale także wykazuje dużą inwencje podczas rozmów z ludźmi - nielotami. Odkąd opanował najczęściej używane przez ludzi słowa - niekoniecznie te dobre - z niesłychaną radością rzuca nimi na prawo i na lewo. Kto by się zresztą przejmował głupim ptaszyskiem... Do drużyny dołącza również kociooki łucznik - Veillan, który dla odmiany do rozmownych osobników nie należy.

Każdy z bohaterów ma własne cele, które spodziewa się zrealizować za Martwym Jeziorem, każdy skrywa tajemnice i niekoniecznie pragnie zgody z pozostałymi towarzyszami. Razem tworzą mieszaninę wybuchową, która nie tylko jest zabójcza dla wrogów, ale może także podzielić przypadkowo stworzoną drużynę.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.