Facebook Google+ Twitter

Martyna Wojciechowska: Chcę zdobyć koronę Ziemi i urodzić dziecko

  • Źródło: Dziennik Zachodni
  • Data dodania: 2006-12-07 16:51

Ze znaną podróżniczką i miłośniczką ekstremalnych przygód rozmawiamy o zdobywaniu szczytów, kolejnej wyprawie na ośmiotysięcznik i o macierzyństwie.

Martyna Wojciechowska fot. Kamil JóźwiakWydałaś swoją pierwszą książkę pt. "Przesunąć horyzont". Dlaczego akurat po zdobyciu najwyższej góry świata, a nie na przykład po ukończeniu rajdu Paryż-Dakar czy innej, równie ekstremalnej przygody?
- Do tej pory nie miałam odwagi wydać książki, choć rzeczywiście je piszę i szuflady mam wypełnione różnymi notatkami i zapiskami. Tę po prostu musiałam wydać, aby symbolicznie zamknąć pewien bardzo trudny okres mojego życia, który rozpoczął się tragicznym wypadkiem na Islandii w 2004 roku, podczas którego zginął mój przyjaciel, a ja złamałam kręgosłup. Oczywiście te tragiczne wydarzenia zawsze we mnie pozostaną, ale książka jest swego rodzaju rozliczeniem się z tym, co działo się ze mną przez ostatnie dwa lata. Dlatego nie jest to książka o górach. To książka o pokonywaniu słabości, o tym, jak znaleźć nadzieję, motywację, jak spojrzeć w dal i podjąć wyzwanie.

Nie pisałaś jej po powrocie z wyprawy, tylko wysoko w górach...
- Wyjeżdżając na wyprawę, nie planowałam, że siądę i napiszę książkę. Decyzję podjęłam podczas pobytu w Himalajach. Pisałam ją niemal codziennie, siedząc w namiocie w górskich obozach. Spędziłam nad nią wiele nocy. Gdy na wysokości kilku tysięcy metrów szalały burze śnieżne, ja siedziałam z ołówkiem w ręku i przelewałam myśli na papier. Po powrocie dodałam tylko wstęp, okrasiłam ją dodatkowymi komentarzami, zrobiłam redakcję. Od czegoś trzeba zacząć. Teraz mogę się zabrać za te zapiski, które leżą w szufladzie.

Trudno jest zdobyć Mount Everest?
- Nigdy wcześniej nie byłam w Himalajach. Zdobywałam różne góry, z których najwyższa miała niecałe 7000 metrów wysokości, a tam szczyty sięgają prawie 9000 metrów.
Sądziłam, że bardzo dużo będę miała do zrobienia, jeśli chodzi o trening i przygotowanie fizyczne. Tymczasem okazuje się, że tak naprawdę wspinaczka jest wysiłkiem psychicznym. To było dla mnie dość odkrywcze. Dziś śmiało mogę powiedzieć, że gór wysokich nie zdobywa się mięśniami. Wielu silnych mężczyzn padało po drodze. Tymczasem ja, która wcale nie jestem dużej postury, osoba po przejściach zdrowotnych, półtora roku po złamaniu kręgosłupa, weszłam na Everest. Wszystko jest więc kwestią głowy i determinacji.

Jakie są twoje plany na przyszłość?
- Jest ich sporo i są różne, w dużej mierze dotyczą gór. Chciałabym kontynuować projekt Korona Ziemi, czyli zdobyć siedem najwyższych szczytów na siedmiu kontynentach. Być może już w styczniu wyruszę na Masyw Vinsona na Antarktydzie. W czerwcu może udałoby mi się wejść na górę McKinley na Alasce. Powoli chciałabym zbierać te klejnoty do korony.
Bardzo poważnie myślę też o kolejnej wyprawie na ośmiotysięcznik. Będzie on znacznie mniej komercyjny niż Everest. Oczywiście nie zapominam o wyprawach, które realizuję cały czas niezależnie od tego, co się dzieje w moim życiu i co robię zawodowo. Cały czas podróżuję w różne ciekawe dla mnie miejsca. Wróciłam dopiero z Ruandy, gdzie fotografowałam goryle leśne w górach rezerwatu Virunga. Chciałabym również pojechać do Republiki Środkowej Afryki, do Kongo. Takie wyprawy wymagają sporo organizacji, więc na pewno będę się na tym koncentrować.

Czym teraz jeździsz?
- Obecnie, i zaznaczam że chwilowo, jest to alfa romeo 159. Mam też jeepa wranglera. Stale wsiadam też na motocykle. Ostatnio najchętniej jeżdżę kawasaki. Samochody stale się zmieniają. Właściwie co chwilę mam jakieś nowe auto.

Ostatnio dwukrotnie gościłaś w Łodzi. Jak podoba ci się nasze miasto?
- Szczerze mówiąc, nie znam Łodzi. W ubiegłym miesiącu byłam troszkę dłużej, więc mogłam wyjść "na miasto". Jestem bardzo mile zaskoczona Manufakturą i ulicą Piotrkowską. Wiele budynków wygląda przepięknie i jestem pełna uznania, bo gdy ma się tak piękne stare fabryki i kamienice, to aż się prosi, by coś z nimi zrobić i Łódź to robi. Świetna sprawa.

Macierzyństwo...?
- Hm... To temat, który pojawia się w życiu każdej kobiety. Ja mam 32 lata, więc najwyższy czas, by dziecko pojawiło się w moim życiu. Niemniej jednak to nie jest takie proste (śmiech ). A tak na poważnie, to aktualnie mam problemy ze zdrowiem, które wymagają leczenia specjalistycznego i myślenie o macierzyństwie na razie muszę odłożyć na później. Ale ten temat jest głęboko we mnie, bo chcę być mamą.
Tomasz Jabłoński

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

kfkyfbit
  • kfkyfbit
  • 15.07.2011 00:50

93f9hS <a href="http://tiuubvudihtu.com/">tiuubvudihtu</a>, [url=http://xvvifggmlhli.com/]xvvifggmlhli[/url], [link=http://llspkxagrwqf.com/]llspkxagrwqf[/link], http://dveueonelbvv.com/

Komentarz został ukrytyrozwiń

A może w opisanej koronie z Eolem dojdzie do poczęcia?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Fajny wywiad, a ona ma męża czy chłopaka tak naprawde?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Świetny wywiad. Szczerz polecam książkę "Przesunąć horyzont". Niestety jeszcze jej nie skończyłem (ze względu na brak czasu) ale z tego co do tej pory przeczytałem jest wg mnie naprawdę dobra. I tak jak powiedziała Martyna porusza różne kwestie, nie tylko te odnośnie wyprawy na Mount Everest. A Martyna jest naprawdę przemiłą, świetnie opowiadającą o sobie i swoim życiu, a jednocześnie zapracowaną osóbką. Miałem okazję poznać Ją przez chwilę w ubiegłym miesiącu podczas Explorers Festival w Łodzi. Oby wszystkie plany w życiu Jej się udały. Powodzenia Martynko!

Komentarz został ukrytyrozwiń

*Chcę zdobyć koronę ziemi* w tytule - jednak *Ziemi*
Pani Martyna to chyba najsławniejsza obieżyświatka młodego damskiego pokolenia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.