Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

19255 miejsce

Marysia Konarowska z Azja Express: „Lubię siebie bardziej“

Uczestniczka programu „Azja Express“, Marysia Konarowska opowiada o kulisach programu, relacjach uczestników i życiu na walizkach. Jak przyznaje, najtrudniejsze w programie wcale nie było zapanowanie nad emocjami, ale zmiany temperatur.

Co spowodowało, że zdecydowała się Pani na udział w programie „Azja Express“?
Azja Express/Fot. Ludwik Borkowski / Fot. Fot. Ludwik Borkowski
-To był taki niesamowity zbieg okoliczności. Miałam wyjechać na dłużej do Los Angeles. Sprzedałam samochód, zamykałam różne sprawy w Warszawie, aż tu nagle taka propozycja! Od razu poczułam, że życie stara się mi coś powiedzieć. Czasem tak się dzieje, że podejmujemy jakąś decyzję zmieniającą nasze życie, ale los ma coś innego dla Nas w planach. Trzeba słuchać uważnie i być otwartym na znaki.

Można stwierdzić, że jednym z powodów Pani decyzji był fakt, że kocha Pani podróże?
Które z miejsc, odwiedzonych w trakcie nagrań programu najbardziej Panią zachwyciło i dlaczego?


- Podróże to coś, co sprawia, że czuję, że żyję. Był długi okres w moim życiu, kiedy walizka towarzyszyła mi cały czas. Wpadałam do domu tylko po to, by ją przepakować. Najbardziej chyba zostało mi w sercu Angkorwat. Piękne świątynie i niesamowita natura Kambodży.

Czy zaciekawiła Panią również sama w sobie formuła programu?

-Raczej ciekawiło mnie jak to będzie i co z tego później wyniknie. (Śmiech) Ale sam pomysł podróżowania bez pieniędzy, poznawania kultury przez mieszkańców Azji i taki rodzaj zabawnej rywalizacji bardzo mi przypadł do gustu. Mam tez nadzieję, że dzięki temu ludzie nabiorą odwagi i zaczną podróżować, poznawać inne światy. Nie trzeba wcale mieć milionów na koncie, żeby tego dokonać. Wystarczy się zdecydować i trochę uwierzyć w ludzi.

Co w „Azja Express“ podobało się Pani najbardziej?

-Chyba to co powiedziałam wcześniej. Możliwość zobaczenia tych wszystkich miejsc, poznania ludzi i przekraczanie własnych ograniczeń. Właśnie, jeszcze to. Często wydaje nam się, że czegoś nie damy rady zrobić, a to są tylko nasze blokady, znajdujące się w głowie tak naprawdę.

Pytając odwrotnie. Co w programie okazało się najtrudniejsze? Czy było to zapanowanie nad emocjami, których nie brakowało?

-Nie. O dziwo najgorsza dla mnie była temperatura, która czasami nam bardzo dawała w kość. Dwa razy miałyśmy mały udar słoneczny, nie jest to najfajniejsza rzecz pod słońcem.

W programie występujecie w parach. Pani towarzyszką podróży była Agnieszka Włodarczyk. Z tego, co wiem, znałyście się już przed realizacją show. Czy udział w programie i walka w Azji wzmocniły Waszą przyjaźń?

-Zdecydowanie. Poznałyśmy się jeszcze lepiej i wiemy, że możemy na sobie polegać w każdych warunkach.

Co najbardziej lubi Pani w Agnieszce?

-Jej odwagę, to, że nie boi się ryzykować i żyje w zgodzie ze sobą. Niezależnie czy to się komuś podoba, czy nie. Zawsze miałam do niej ciepłe uczucia, nawet zanim się poznałyśmy. No i ma bardzo dobre serce, o czym mało kto wie.

Jakie relacje panowały w całej waszej grupie, pomiędzy wszystkimi uczestnikami?

-Bardzo dobre. Wspieraliśmy się i każdy miał swoją rolę. Pascal był naszym lekarzo-djem, Lenio umiał rozładować każdą sytuację, chłopcy rozśmieszali, Iza dodawała otuchy... Czasami te role się zamieniały, ale zawsze się w jakiś sposób uzupełnialiśmy. Nie wyobrażam sobie innej grupy z Nami.

Wiem, że Wasza grupa regularnie spotyka się przy różnych okazjach. Planujecie kontynuować to po zakończeniu emisji programu?

-Mam nadzieję.

Pani i Agnieszka byłyście pierwszą parą awansującą do finału programu. Była Pani zaskoczona?

-Tak, obie byłyśmy. Girl power rulez!! (Śmiech.)

Czy po zakończeniu emisji programu będzie można zobaczyć Panią w jakiś produkcjach lub na deskach Teatru? Jeśli tak, to w jakich sztukach?

-Wszystko w swoim czasie. Na pewno się jeszcze zobaczymy w każdym razie.

Proszę sprecyzować plany zawodowe na czas najbliższy.

-Najbliższy czas to czas Świąt z rodziną. Póki co, można mnie oglądać w Naszym Galileo który cały czas nagrywamy.

Może na koniec zdradzić Pani, co dał Pani udział w programie?

-Dał mi tyle, że mogłabym spokojnie napisać o tym książkę. (Śmiech) W skrócie, to chyba lubię siebie bardziej.

(Rozmawiała Mariola Morcinková)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Słowotwórstwo ostatnio kwitnie. Zawsze zresztą tak było, ale od czasu, gdy zacząłem świadomie dostrzegać pewne zjawiska, to wydaje mi się, że ten proces zaczyna galopować. Staram się to zaakceptować, ale czasem jeszcze coś tam mnie zirytuje i doprowadzi do wzrostu poziomu adrenaliny we krwi.

Coraz częściej słyszymy w miejscach publicznych jak "No Hej" rozmawia przez telefon z "No cześciem", że spoko... już nawet się nie uśmiecham. A gdy urzędniczka telefonując do innego urzędu (oficjalnie!!) przedstawia się jako Kasia Iksińska - też mnie już nie rusza... Olki, Radki, Marysie i Kasie stają się normą.


link

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Krzysztofie, to taki "hallołyn", przeniesiony do Polski.

Na Twitterze Radosław Sikorski, w wersji "poważnej" jest po polsku, a w wersji "hallołynowej", jako Radek - po angielsku.

Jak widać nastąpiła korekta, bowiem "radkowanie" próbowano wcześniej dość intensywnie przenieść na rodzimy grunt.
Być może w przypadku "Marysi" korekta z czasem nastąpi..
A może i nie, moda się przyjmie i to nas trzeba do lamusa odłożyć..? ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jaka Marysia? przecież ta pani nie jest małą dziewczynką! A takie formy mnie denerwują w odniesieniu do osób publicznych.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.