Facebook Google+ Twitter

Marzeń nigdy dość

Oto historia człowieka, który leżąc na polanie podczas burzy z widelcem w ręku, postanowił zostać muzykiem, sportowcem, poetą, aktorem, radiowcem i wokalistą... Walcząc o marzenia nieraz nadwyrężał kreatywność i nieraz było piorunująco...

Marzenia są częścią życia - grają w tej samej drużynie, co nasze sny i poczucie humoru / Fot. fot. KCK KwidzynMarcel Woźniak – student UMK w Toruniu. Zanim umówiłam się z nim na wywiad, zastanawiałam się, gdzie go zastanę. Biegającego w stroju sportowym po ulicach Torunia, powtarzającego tekst sztuki na deskach teatru, redagującego tekst do gazety, grającego koncert ze swoim zespołem, czy w radio przed kolejną audycją? Siedział w jednym z toruńskim pubów i sączył piwo. Jak gdyby nigdy nic.

M: Marcel, czym są dla Ciebie marzenia?
Marcel Woźniak: Marzenia są częścią życia - grają w tej samej drużynie, co nasze sny, poczucie humoru i… zachwyt nad foliową torebką na wietrze. Prawdziwe spełnianie marzeń, to jednak nie tylko magiczna fasola, ale ciężka praca. Czyli spełnienie siebie.

M: Czujesz się więc spełnionym marzycielem?
MW: Dla mnie to trochę taki oksymoron. Bo czy spełniony marzyciel, to taki, który wszystko już spełnił i nie musi marzyć? Niektórzy całe życie gonią swojego „jednorożca”.

Muzyka

Bujna wyobraźnia Marcela często przenosiła go na koncerty ulubionych Dream Theater, czy Iron Maiden. Marzył, by grać jak oni, by czerpać energię z muzyki, dźwięków gitary, fanów i tras koncertowych. W zaciszu pokoju brzdąkał na gitarze, uczył się nowych akordów, podśpiewując pod nosem.

MW: Pamiętam jak dziś, kiedy w czasach liceum z Łukaszem [dziś klawiszowcem w zespole Marcela – Sitelight] siedzieliśmy na ławce z gitarami i wyobrażaliśmy sobie, że gramy wspólnie koncerty. Nasze drogi potem schodziły się i rozchodziły, Nigdy nie miałem muzycznego wykształcenia, ani wielkich umiejętności. Powiedział mi jednak, że może jednak nadaję się na grajka i na pewno kiedyś nim zostanę.

Wierząc w swoje marzenia i szlifując muzyczne umiejętności, Marcel grywał na gitarze w różnych zespołach na studenckich i lokalnych scenach. Nigdy jednak nie myślał, że zostanie wokalistą i frontmanem grupy. Minęło chyba z siedem lat i nadszedł czas zespołu Sitelight.

MW:
Jestem naprawdę szczęśliwy, że chłopacy dali mi szansę, że razem gramy, komponujemy, koncertujemy - że jesteśmy zespołem, że cały świat przed nami. Nazywamy się Sitelight i rzeczywiście, jest to dla mnie jakaś strona światła.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Intyrgujące:) Proszę o wieści o ostatecznych efektach polankowania)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.