Facebook Google+ Twitter

Marzenie o Euro 2012

Za dwa tygodnie Europejska Unia Piłkarska podejmie decyzje o tym kto w 2012 roku zorganizuje mistrzostwa Starego Kontynentu. Wybór będzie ograniczony: Polska wespół z Ukrainą, Chorwacja z Węgrami czy też samodzielna kandydatura Włoch?

www.e2012.org / Fot. Kiedy na początku 2005 roku pojawił się pomysł, by Polska wraz z Ukrainą zorganizowała piłkarskie Mistrzostwa Europy w 2012 roku wszyscy chwytali się za głowy. Doskonale pamiętam swoją reakcję - śmiech, kpina, zdziwienie połączone z niedowierzaniem trzymały mnie długo.


Mimo że nie był to pierwszy kwietnia wszyscy odebrali ten fakt w kategoriach primaaprilisowego żartu. Te uczucia jeszcze bardziej się uwydatniły, gdy w listopadzie 2005 r. UEFA zakwalifikowała naszą ofertę do finału. Dzisiaj nikt już wątpi w ten pomysł, a co najważniejsze, wielu myśli, że jest to realna perspektywa. Dalej możliwość organizacji tej imprezy jest tylko marzeniem o Euro, to jest to marzenie dużo bardziej realne niż w styczniu 2005 roku. Jest to jedno z tych marzeń, co to ponoć się spełniają. Oby.


 

Rewolucja zrobiła swoje




Euro 2012 w Polsce i na Ukrainie? No cóż, widocznie nasze zaangażowanie w „pomarańczową rewolucję” przełożyło się na lepszą współpracę nawet w takiej dziedzinie życia jak sport. I mimo że wspomniana rewolucja odeszła już w niepamięć i jej ideały gdzieś się zatraciły, a Ukraina pogrąża się w kryzysie politycznym, to współpraca na niwie sportowej ma się znakomicie. Nie brak opinii, że nasi wschodni sąsiedzi mogli sami ubiegać się o organizację tej imprezy. Mają przecież od dawna gotowe obiekty w Doniecku, Dniepropietrowsku, Lwowie i Kijowie. A niewielka modernizacja wystarcza, by wszystkie wymogi UEFA spełniały w Zaporożu czy w Summach. Ale futbol to nie tylko zielone boisko. To również możliwość integrowania się z Europą. Dlatego też Ukraina chętnie przystąpiła do tego wspólnego przedsięwzięcia.


A my? Nie mamy żadnego stadionu, który nadawałby się do organizacji tej imprezy! Żadnego! Co prawda jest jeszcze niespełna 5 lat, ale przecież jeżeli od 50 lat nie możemy doczekać się jednego takiego obiektu, to o czym my dyskutujemy? Jeden kielecki stadion wiosny nie czyni. Zresztą i tak jest za mały na Euro. Wymagania UEFA są bardzo surowe. Potrzeba nam czterech obiektów. Mecz grupowy wymaga zamontowania na nim co najmniej 30 tys.. krzesełek, półfinały to już 40 tys., natomiast finał wymaga już stadionu z co najmniej 50 tys. miejsc siedzących.

Myli się ten kto myśli, że stadiony to wszystko. Stadiony wielkiego problemu nie stanowią, są tylko wierzchołkiem góry lodowej. Przy każdej arenie mistrzostw potrzeba parkingu na co najmniej 10 tys. miejsc dla aut osobowych oraz na 500 autokarów. Infrastruktura to podstawa! Gdy jeszcze wspomnimy o bazie hotelowej, lotniskach, autostradach, bądź jakichkolwiek innych węzłach komunikacyjnych widzimy nasze szanse jak na dłoni. Dodajmy rzeszę wolontariuszy, których trzeba przygotować . Nie pomijając policji, straży pożarnej, pogotowia i wielu innych służb pomocniczych. Powiało grozą...


Późniejsze profity




Błyskotliwa wypowiedź dyrektora do spraw komunikacji z mediami przy UEFA rozbawiła mnie straszliwie. Szanowny delegat uraczył nas jakże odkrywczą wypowiedzią, że turniej piłkarski jest łatwiejszy do zorganizowania niż np. Igrzyska Olimpijskie. Przypominam tylko, że ten temat już kiedyś przerabialiśmy. Pamiętam, jak ośmieszała się Warszawa, chcąca organizować igrzyska. Potem było Zakopane, które – przy całym szacunku dla tego miasta – nie jest jeszcze gotowe na tak wielką imprezę. Następnie usłyszeliśmy, że piłka nożna to przecież najpopularniejsza na świecie dyscyplina. Po tej tezie dowiedzieliśmy się, że obiekty które powstaną w Polsce będą służyć przez następne kilkadziesiąt lat, nie tylko jako areny sportowych widowisk, ale i koncertów czy też innych imprez kulturalnych.


Delegat UEFA nie widział problemu w tym, że obiektów jeszcze nie mamy, że to są setki milionów euro do wydania. Odnosząc się do tych koncertów zauważył, że późniejsze zyski w pełni zrekompensują straty, a wielofunkcyjne obiekty przydadzą się na inne imprezy. Już widzę, jak władze stadionu pozwalają na organizację rockowego koncertu na nowym obiekcie. Czytając tą wypowiedź odczuwałem nieprzerwanie, że Szanowny Dyrektor nie był nigdy w Polsce i nie zna naszych realiów. Stwierdził, że niektóre obiekty będziemy musieli budować od podstaw, to ja się pytam, które są już gotowe? Zresztą co to za profity w biednym społeczeństwie, w którym wielu nie stać na bilet na ligowy mecz, a koncerty gwiazd są rarytasami. Ich ceny są tak wywindowane, że trudno przeciętnemu człowiekowi, mimo największych chęci, pójść na taką imprezę.


 

Wybór miast



Warto przez chwilę zastanowić się nad miastami, które miałyby gościć Euro. Poznań, Warszawa, Gdańsk i Wrocław zostały wybrane przez specjalny zespół do spraw organizacji Mistrzostw Europy 2012 w Polsce i na Ukrainie jako miasta gospodarze turnieju. Szanowna Komisja odrzuciła kandydatury Krakowa i Chorzowa! To skandal! Dlaczego? Bo o wyborze decydowały nie względy merytoryczne, a polityczny lobbing!


Gdańskie starania wsparł swoim autorytetem prezydent Lech Wałęsa. Prasa doniosła, że to nie jego osoba miała największy wpływ na pozytywne rozpatrzenie tegoż wniosku. Zdecydowały wpływy Ryszarda Krauzego, właściciela Prokomu, który ma z władzą znakomite układy. Patrząc na inne miasta, które zostały zgłoszone do UEFA również nie trudno znaleźć powiązania z wpływowymi politykami. Poznańską kandydaturę wsparł dość mocno, wywodzący się z Wielkopolski ówczesny szef rządu – Kazimierz Marcinkiewicz. Niezbyt interesujący piłkarsko Wrocław zyskał awans po tym, jak kilka dni przed ostatecznym rozstrzygnięciem zaprosił do siebie ministra sportu Tomasza Lipca. Tamtejszy wojewoda oraz marszałek województwa (obaj reprezentują PiS) zaprosili szefa resortu na kolację, by w następny poranek ogłosić na konferencji, że Wrocław jest już w czwórce! A wszystko na dwa dni przed ostateczną decyzją komisji. Uzupełniająca stawkę Warszawa obroniła się sama. Wiele można było tej kandydaturze zarzucić, ale nikt nie ma wątpliwości, że stolica swoje miejsce w czwórce mieć musiała.


Znajomości i zaangażowania politycznego zabrakło kandydaturom ze Śląska i Małopolski. I o ile ta pierwsza rzeczywiście od lat nie ma dobrej opinii w świadku polityczno-biznesowym, to już Kraków takową ma. Tym bardziej dziwi jego niepowodzenie. Zabrakło jednak zainteresowania w tej sprawie ze strony wpływowych polityków Prawa i Sprawiedliwości – ministrów Ziobro i Wassermana. Ponadto szanse Krakowa mocno osłabił prezydent miasta, związany z lewicą, Jacek Majchrowski. To nie byłoby na rękę partii rządzącej, która na prezydenckim fotelu widziała kogo innego. Nie mam nic przeciwko lobbingowi znanych ludzi na rzecz poszczególnych miast. Ich zaangażowanie dobrze o nich świadczy. Nie powinno to jednak mieć aż tak dużego znaczenia przy ostatecznym wyborze! Poza tym nie powinno stać się to okazją do rozgrywek politycznych, jak w przypadku Krakowa.


Rzecznik prasowy sztabu Euro 2012, Kamil Wnuk, tłumaczył na łamach prasy motywy jakimi kierowała się komisja. Najważniejszym elementem tejże obrony (z góry przegranej sprawy) stała się teza, że komisja brała pod uwagę deklaracje i gwarancje jak to wszystko będzie wyglądać w 2012 r., a nie jak jest teraz. Tylko na jakiej podstawie wywróżono, że Kraków i Chorzów będą w 2012 r. mniej atrakcyjnymi lokalizacjami turnieju od pozostałej czwórki? O wyborze zdecydowała fantazja ludzi mających podjąć ostateczne decyzje. Nie liczyło się to co jest, lecz to, co może być, w bliżej nieokreślonej, wyimaginowanej rzeczywistości roku 2012.


Jak się okazało lepiej oceniono projekty nieistniejącego jeszcze Baltic Arena od projektów przebudowy stadionów w Chorzowie i Krakowie. Z jednej strony mówiono dużo o przyszłości i stanie obiektów na rok Mistrzostw Europy, z drugiej wykazywano niezadowolenie z obecnej (a nie przyszłej!) dalekiej odległości trybun od murawy na Stadionie Śląskim. Trafnie całe zamieszanie skomentował dziennikarz TVN-u Tomasz Sianecki w jednym z głównych wydań „Faktów”: - Ja nie mam nic, Ty nie masz nic – razem zrobimy mistrzostwa.

Dzisiaj mówi się dużo o tym, że to nie ma znaczenia, bo Chorzów i Kraków znajdują się w ostatecznym projekcie i zostaną zgłoszone do UEFA. Ale pamiętajmy, że tylko jako lokalizacje rezerwowe. UEFA już wcześniej otwarcie mówiła, że impreza ma się odbyć na 8 stadionach. Większa liczba, według przedstawicieli europejskiej centrali, nie wchodzi w grę. Poza tym okazuje się, że to nie nasz sztab ostatecznie wybierze stadiony, a UEFA.


Jak to liczono?



Pochylmy się chwilę nad merytoryczną stroną przedsięwzięcia. Decydujące Ciągle tylko wirtualny stadion w Gdańsku / wizualizacja z materiałów prasowych sztabu Euro 2012 / Fot. znaczenie miał stan(!) stadionów i infrastruktury, baza noclegowa oraz transport. W tych kategoriach przyznawano punkty od 12 do 2 według zasady 1. miejsce – 12 pkt,

2. – 10 pkt,

3. – 8 pkt,

4 – 6 pkt,

5 – 4 pkt,

6 – 2 pkt.

Pod uwagę brano również plan promocji imprezy, doświadczenie w organizacji imprez masowych, oraz atrakcyjność kulturową i zaangażowanie władz miasta. W tych kategoriach przyznawano od 6 do 1 punktu według kolejności analogicznej do powyższej. Dodatkowy punkt można było zdobyć za przekazanie w terminie pełnej dokumentacji (uzyskały Poznań, Wrocław i Kraków). W moim odczuciu największe wątpliwości budzi najważniejsza rubryka – stadion i inne kluczowe obiekty w mieście. Najwyżej oceniono Poznań i Gdańsk, a stawkę zamknęły Kraków i Chorzów.


W komunikacie czytamy o ocenie stanu stadionu, tymczasem oceniano wirtualne projekty. 10 punktów dla Gdańska za piękny projekt to gruba przesada. Uznano, że sam projekt jest dużo lepszy od Stadionu Śląskiego. Szkopuł w tym, że to w Chorzowie od zawsze gra reprezentacja, że to jest symbol i ikona polskiego sportu.


To tutaj Polska walczyła z największymi. To tutaj kibice przeżywali najpiękniejsze momenty w historii polskiej piłki. To największy obiekt w naszym kraju i powinien zostać doceniony. Poza tym trudno nie zgodzić się z opinią Antoniego Piechniczka, który na antenie RMF FM powiedział, że „odrzucenie kandydatury Stadionu Śląskiego, to tak jakby Anglicy nie wybrali Wembley, czy Brazylijczycy Maracany!”. Wydaje się, że ważne powinno być to doświadczenie. Najwięcej jednak kontrowersji wzbudziła oferta turystyczna. Gdańsk – 5, Kraków – 4 ! Czy to nie paranoja? Gdańską plażę uznano za atrakcyjniejszą od Grodu Kraka. Krakowianom nie pomógł fakt, że ich miasto jest na czwartej pozycji na liście najczęściej odwiedzanych miast Europy Centralnej, północno-wschodniej i Rosji. Próżno na tej liście szukać Gdańska...



Wydaje mi się jednak, że przedstawiciele Chorzowa, czy ogólniej Śląska nie zrobili wszystkiego co mogli. Ludzie odpowiedzialni za przedstawienie projektu nie stanęli w odpowiednim czasie na wysokości zadania. Nie zaangażowano się i nie przygotowano do złożenia konkretnej i konkurencyjnej oferty. Od początku zakładano, że na Śląsku mistrzostwa zagościć muszą i basta! Nie brano pod uwagę innej możliwości. A można było tego uniknąć. Dopiero po „wyroku” i oburzeniu mieszkańców władze przystąpiły do działania. Naprędce zorganizowano w Urzędzie Marszałkowskim spotkanie, na którym podjęto decyzje mające na celu uatrakcyjnienie oferty. Postanowiono m.in. zaangażować profesjonalną firmę, która zadba o reklamę i promocję miasta. Dlaczego to wszystko zaczęto robić tak późno? I to jest druga strona medalu. Nie tak dawno Stadion Śląski po raz kolejny zapisał się złotymi głoskami w historii polskiej piłki (zwycięstwo z Portugalią 2:1),. Nie zmienia to faktu, że fani piłki mieszkający w tej największej aglomeracji w kraju muszą obejść się smakiem. I nie zmienia tego fakt, że stolicą polskiej piłki niezmiennie od dziesięcioleci pozostaje Śląsk! I na pewno nie zmieni się to do roku 2012!


"Nie jesteśmy prowincją Hiszpanii"




Warto by się zastanowić jakie korzyści płyną z organizacji takiego przedsięwzięcia. Na pewno to sprawa prestiżowa. Przy okazji można by rozwiązać wiele problemów, nie tylko tych sportowych. Zaczynając od tych najważniejszych – zapewnić zatrudnienie ok. 20 tys. osób (szacunki „Rzeczpospolitej”). Olbrzymie dochody wynikające z organizacji turnieju, sprzedaży biletów, reklam, transmisji telewizyjnych są po prostu nie do przecenienia. Nie można zapomnieć o rozwoju przemysłu turystycznego, który zawsze takiej imprezie towarzyszy. Z piłkarskiego punktu widzenia zyskałaby nasza ligowa rzeczywistość, bo stadionów jak nie było tak nie ma. A politycznie przypomnielibyśmy niektórym, że Polska też w Europie leży. Podobną korzyść podkreślali Portugalczycy, którzy cieszyli się iż dzięki imprezie jaką organizowali osiągnęli konkretny zysk. - Już nikt w Europie i USA nie zapyta czy jesteśmy jedną z prowincji Hiszpanii. A to dla Portugalczyków rzecz bezcenna - zauważał prezes tamtejszej federacji piłkarskiej Gilberto Madail w oficjalnych komunikatach związku.

 

Kwestia życzeniowa



Cud - tak większość próbowała wytłumaczyć zaskakujący fakt jakim okazał się awans polsko-ukraińskiej oferty do finałowego etapu zmagań o możliwość organizacji Mistrzostw Europy w 2012 r. Nie używałbym tak wielkiego słowa, bo przecież na tym etapie, o awansie do ostatniej fazy zmagań nie decydowała ani liczba gotowych obiektów sportowych, ani też infrastruktura.


Głównym elementem jaki decydował o powodzeniu tego przedsięwzięcia na tym etapie, była zdolność przekonania decydujących o wszystkim osób, że turniej należy się nam, a co za tym idzie, konkretna i zwarta propozycja organizacji turnieju. A więc nie same stadiony, a tylko chęć ich budowy, nie gotowa infrastruktura, a chęć jej poprawienia, nie posiadanie środków finansowych, a zapewnienie, że takowe się znajdą. I to paradoksalnie mogło być elementem, który zadecydował o tym, że w ścisłym finale się znaleźliśmy, a kto wie, może zadecyduje i o naszym końcowym triumfie? Oby.



Bo idea jaka przyświeca UEFA przy doborze gospodarza turnieju jest prosta - przede wszystkim rozwój piłki nożnej. Tak było w przypadku wyboru Portugalii jako gospodarza Euro 2004. A więc najlepiej organizować je tam, gdzie nie ma za wiele, by futbol się rozwinął, by powstawały nowe stadiony. Patrząc na finałowe oferty nasza najlepiej pasuje do tej idei. Ciężko stwierdzić czy powinniśmy się z tego powodu ci Fot. Marek Iwaniszyn / Fot. eszyć czy też wstydzić. Ale czy piłkarska unia uwierzy w to, że jesteśmy w stanie zrealizować wszystkie projekty? Czy zdążymy na czas? Czy organizacja tak wielkiego przedsięwzięcia nie przerośnie krajów, które tego typu zawodów nigdy nie organizowały? Czy to nie za duże ryzyko? Obawa jak się wydaje nie jest bezpodstawna, ponieważ towarzyszyła nam ostatnio i przed turniejem w Portugalii, i przed ostatnimi Igrzyskami Olimpijskimi w Turynie, kiedy to stadiony - w czasie walki o medale - pachniały jeszcze świeżo położoną farbą.



 

Gdzie leży Chorzów?



W czasie składania projektów przez naszą stronę doszło kilkakrotnie do kuriozalnych sytuacji. Byliśmy zaskakiwani przez prasę kompromitującymi szczegółami. Jak choćby związany z Chorzowem, a raczej z jego położeniem. Otóż na mapie, która została przesłana wraz z resztą dokumentów do UEFA Stadion Narodowy i Chorzów zaznaczony jest w …północno-zachodniej Polsce, zamiast na Śląsku! Choć oczywiście takiego błędu gremium decyzyjne zauważyć nie musiało. Bo i niby skąd mogli wiedzieć gdzie leży Stadion Narodowy? Zdrowy rozsądek podpowiada, że Ministerstwo Edukacji Narodowej i Sportu wie gdzie takowe miasto się znajduje, więc podejrzewam, że bez patrzenia na mapę uwierzyli w nasz projekt. Ale abstrahując od tego przykładu należy przyznać, że oferta – mimo tak katastrofalnych i co tu dużo mówić kompromitujących błędów – była dobrze przygotowana. Na tym etapie liczy się chęć organizacji turnieju, poparcie społeczne oraz samorządowe i rządowe. Chęć i poparcie społeczne jest olbrzymie. Gorzej z działaniami władz lokalnych, samorządowych oraz centralnych. Duże nadzieje wiązaliśmy z rządem Kazimierza Marcinkiewicza, który zapowiadał, że weźmie aktywny udział w walce o organizacje tej wielkiej piłkarskiej imprezy. Zapewniał o tym w swoim expose, co było wydarzeniem bezprecedensowym. Po raz pierwszy zdarzyło mi się słyszeć z ust premiera polskiego rządu tak szerokie i otwarte zapewnienia dotyczące sportu. Warto pamiętać, że całe tamto przemówienie premiera było mało konkretne. Co tylko podnosiło rangę tych obietnic, a jak było z obietnicami każdy pamięta. Nic się nie zdarzyło. Wszystko pozostało jedynie w sferze życzeń. Szkoda.

 

Miał być polski Berlusconi



Nie ukrywam, że był to dla mnie olbrzymi zawód. Szczerze liczyłem, że w końcu rodzi się w Polsce polityk i partia, która wzorem Silvio Berlusconiego zaczyna sięgać do uczuć kibiców. W Polsce do tej pory jeszcze nikt nie zrozumiał, że sukces Berlusconiego, to przede wszystkim skoncentrowanie swojej politycznej działalności wokół sportu. Że odwołanie się do tego szerokiego elektoratu, jakim są piłkarscy kibice, było - i pewnie nadal pozostanie - znakomitym zagraniem. Tak zrobił Berlusconi zakładając w 1993 r. partię FORZA Italia (Naprzód, Italio!), odwołując się tym samym do znanego okrzyku piłkarskich kibiców. Zawołanie to było do tamtej pory zarezerwowane tylko i wyłącznie dla fanów calcio. Oprócz tego w kampanii odwoływał się często do symboli związanych z piłką. Swoich współpracowników nazywał "azzurri", czyli tak jak mówi się o reprezentantach Italii. Startując z kampanią używał zwrotów typu "Postanowiłem wkroczyć na boisko". Zbudował wokół siebie korzystną atmosferę, która zainteresowała kibiców. Jaki tego był skutek? Rok później Berlusconi stał już na czele rzą du. Oczywiście wiele zależało w tym wypadku od mentalności Włochów.


Nam daleko jeszcze do takiego fanatycznego wielbienia futbolu. U nas piłka nie jest tym, czym dla Włochów calcio. Więc i zaplanowana w ten sposób kampania mogłaby rodzić się w wielkich bólach. Ale nie ma wątpliwości - Poparcie dla Euro 2012 w Polsce jest olbrzymie. Na wirtualnym stadionie zasiadło już ponad 115 tys. kibiców / screen z www.wirtualnystadion.pl - Marek Iwaniszyn / Fot. kibice to u nas również największy elektorat do zagarnięcia. To łakomy kąsek zarówno dla tych z lewej jak i tych prawej.


***


Oczywiście zanim zacznie się czerpać zyski z tytułu organizacji turnieju trzeba sporo zainwestować. Z wyliczeń „Rzeczpospolitej” wynika, że koszty przygotowań pochłoną 15 mld zł, a w tle pojawia się straszenie wyższymi podatkami i zwiększeniem dziury budżetowej. Pojawia się więc pytanie czy stać nas na taki wydatek? Oraz czy w kraju zmagającym się z olbrzymimi problemami społecznymi można inwestować aż tak wielkie pieniądze w sport? Specjaliści zgodnie przyznają, że dla gospodarki w dłuższej perspektywie taki turniej jest strzałem w dziesiątkę. Poza tym ewentualne przyznanie nam organizacji tego turnieju zagwarantowałoby nam udział w finałach, a to jeszcze nigdy nam się nie udało. Być może uda się awansować do Euro 2008. Ale pewności co do tego nie ma. Euro 2012 to ciągle tylko sfera marzeń. Ale czyż marzenia nie są piękne? I czy czasem się nie spełniają?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

ojjoj...toś mnie wychwalił;]
Ale Marcinie nie przejmuj się - chodzą po świecie słuchy, że Polska kandydatura ma 80 procent szans...a ponoć Listkiewiczowi zaproponowała już UEFA posadę koordynatora Euro 2012...przypadek? ;]
Pozdrawiam!

Komentarz został ukrytyrozwiń

nominacja do tekstu tygodnia

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marek !!!!!!!!!!!!!WOW!!!!!!!!!!!!!!!!!! To nie jest jeden z najlepszych twoich tekstów lecz jeden z najlepszych tekstów o EURO w całym necie !!!!!! Dałbym 5 plusów jakbym mógł.
Szkoda, że ostatnie wydarzenia na ukrainie nam sprawy pokomplikowały. uważam ze dziadki z UEFA moga sie przestraszyć

Komentarz został ukrytyrozwiń

Świetny materiał - najbardziej zgadzam się z tym fragmentem dotyczącym Chorzowa i Stadionu Śląskiego! Plusik +

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 03.04.2007 21:05

1. Przy aferach w Polsce włoskie afery są śmieszne.
2. Porównywać należy nie tylko infrastrukturę sportową (której w Polsce praktycznie nie ma, a na Ukrainie są 2-3 stadiony spełniające standardy europejskie.
3. Liczy się infrastruktura drogowa, bazaholetowa itd (wszystko o czym napisał Marek). Z tym w Polsce też krucho i przy Włoszech wypadamy wręcz śmiesznie.
4. RPA nie miało stadionów, ale całą resztę infrastruktury ma bez zarzutu. W Polsce właściwie nie ma nic, do 2012 trzeba zbudować nie tylko stadiony.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Michale...skoro wypominamy Włochom afery, Węgrom i Chorwatom brak zainteresowania [z czym się jednak nie zgodzę] to zobaczmy co jest u nas. A raczej na Ukrainie. Kraj na krawędzi wojny domowej. Boję się, że ostatnie wydarzenia mogą mieć wpływ na ostateczną decyzję.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oczywiście plus - wspaniały artykuł, choć chciałbym podkreślić, że organizator MŚ 2010 Republika Południowej Afryki również nie mogła się poszczycić wspaniałymi stadionami, drogami czy lotniskami... Wszystko jest możliwe. W dodatku Włosi mają aferę za aferą, a Węgry i Chorwacja brak zainteresowania dyscypliną...

Komentarz został ukrytyrozwiń

bardzo dobry tekst! duzy plus!

Komentarz został ukrytyrozwiń

rewelacja, czytałem już jak wisiało w moderacji. Super tekst (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.