
Od materiału “Obywatele IV Świata” zaczęła się bardziej krytyczna analiza polityczno-społeczna. Można było na niej usłyszeć oburzenie rządami prawicowych populistów z PiS, LPR, czy Samoobrony.
Nowy krążek kontestuje w zasadzie cały układ ekonomiczno-polityczny, dając nawet wskazówkę w postaci mentalnej rewolucji społeczeństwa, gdzie zmiany powinno się zaczynać od siebie. Każdy w nas potrzebuje wewnętrznej przemiany, by radykalne posunięcia nie spełzły na kolejnych utopijnych demokratyczno-autorytarnych rządach.
Na przygotowywanej od 2006 roku płycie znajduje się 13 utworów w charakterystycznej dla zespołu eklektycznej stylistyce, pomieszanej z orientalnym etno, jungle, drum ‘n bass, hip hop, punk oraz funk. Obecna jest także kultura orientu, elementy bałkańskie, słowiańskie czy dalekowschodnie. Jest w czym wybierać i smakować.
Najbardziej do gustu przypadł mi utwór
“Każdego dnia”, gdzie Masala w bezpardonowy sposób wytyka społeczeństwu przestępstwo jakim jest odwracanie oczów od wszelkiego zła. W zasadzie pogoń za prywatnym interesem, konkurencja i krótkowzroczność, jest w tym przypadku przekleństwem dla rozwoju demokracji i zdrowego społeczeństwa.
Drugim świetnym kawałkiem jest
“Rewolucja w Nas”. Tutaj przekaz także jest bardzo radykalny i stanowczy. Nie ma mowy o ewolucji i kosmetycznej naprawie świata, lecz jego 360 stopniowej rekonfiguracji w postaci rewolucji społecznej. Masala stawia puentę nad moralnością społeczną:
“My potrzebujemy rewolucji, bo za mało jest ludzi w ludziach”. Ciekawa jest także ironiczna wypowiedz prostego człowieka, który w dość zabawny sposób pyta swojego słuchacza:
"Pan wie co to jest rewolucja? Jak ja Panu łeb utnę, albo Pan mnie! Jest pomieszanie humoru z poważnym przekazem."Tytułowy kawałek
“Cały ten świat”, który otwiera album, daje od razu mocnego kopa w tyłek. Zawarta jest w nim konkluzja odrzucenia wartości świata podziałów, konformizmu, wiary w świat złudnych, materialnych wartości.
Dobrymi jeszcze utworami, które trzymają jeszcze poziom to
“Czego chcieć więcej”, “Cruel Vibrations” oraz
“Inner Chains”. Reszta nie zachwyciła mnie na tyle, abym mógł na dłużej zawiesić ucho.