Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

3258 miejsce

Masz nudną pracę? Zatrudnij się w sekcie

- Wiesz dlaczego teraz tak ciężko pracuję? Żeby za dwa lata leżeć na wyspach Bahama i sączyć drinka z parasolką – mówiąc to, asystentka menadżera w firmie Save Max uśmiechnęła się do mnie po raz setny tego dnia. A było dopiero południe. Pranie mózgu rodem z sekty miało się dopiero zacząć.

 / Fot. Screen ze strony Save MaxSave Max Poland, która rozpoczęła swoją działalność w Polsce w roku 2003, jest częścią międzynarodowej organizacji Save Max International. Firma teoretycznie zajmuje się marketingiem bezpośrednim, reklamą i sprzedażą. W praktyce jednak…

2 stycznia 2008 r., po miesiącu poszukiwania pracy dzwoni telefon. Moja rozmówczyni zaprasza mnie na rozmowę kwalifikacyjną w centrum Krakowa jeszcze tego samego dnia.

Siedzibę niełatwo jest znaleźć – na kamienicy umieszczonych jest kilka szyldów, jednak żaden z nich nie należy do firmy Save Max. Dopiero lista lokatorów na domofonie zdradza, że jestem na miejscu. Wreszcie poznaję logo firmy – znajduje się na drzwiach od biura.

Otwieram drzwi i uderza we mnie głośna muzyka. Sekretariat to olbrzymi pokój z dwoma biurkami (tylko jedno jest zagospodarowane), wieżą i telewizorem plazmowym w centrum. Przy jednej ze ścian ustawiono długi rząd krzeseł, przy drugiej sporych rozmiarów czerwony, skórzany narożnik. Wieje pustką i chłodem, jakby biuro powstało naprędce, w ciągu kilku godzin.

Dostaję do wypełnienia ankietę, która wymaga podania tych samych informacji, które już wcześniej podałam w życiorysie. Po kilkunastu minutach oczekiwania zjawia się pani menadżer i zaprasza mnie na rozmowę do swojego biura. Ono także świeci pustkami (wielkie biurko, wielki fotel, na biurku tylko długopis).

Padają pytania o dyspozycyjność (praca od poniedziałku do piątku w godzinach od 8-17)
i o doświadczenie zawodowe (jedno z założeń firmy to „nie doświadczenie i praktykę uważamy za najważniejsze, lecz chęć, ambicje, osobowość i charakter człowieka”).
Następnie pani menadżer informuje mnie, że praca w Save Max nie jest pracą dla każdego, a tylko dla wybranych, dla tych najlepszych. Roztacza piękne wizje szybkiego awansu dla osób, które osiągają najlepsze wyniki, opowiada o ogromnych zarobkach.

Wychodząc z biura nie wiem, czy zostałam przyjęta. Tego samego wieczoru dzwoni jednak telefon. Sekretarka z firmy Save Max w zawrotnym tempie informuje mnie, że przeszłam do kolejnego etapu rekrutacji i jutro o godzinie 8.00 mam stawić się w siedzibie firmy. Odbędę swój dzień próbny. Koniec rozmowy. Nie zdążyłam zadać ani jednego pytania.

O 8 rano muzyka w biurze gra jeszcze głośniej niż dnia poprzedniego. Pani menadżer,
z przyklejonym na stałe uśmiechem, gratuluje mi ponownej wizyty w firmie, podkreślając, że niewielu się to udaje. Szybciutko przydziela mi „trenerkę”, z którą spędzę cały dzień. Już we dwie schodzimy do małej kawiarni, gdzie pada mnóstwo pytań – dlaczego chcę pracować w Save Max, dlaczego powinni wybrać właśnie mnie, czym zajmowałam się do tej pory i jakie zarobki mnie interesują. Odpowiadam, ale staram się również czegoś dowiedzieć – czym dokładnie zajmuje się firma, na jakim stanowisku będę pracować, na jakie zarobki mogę liczyć. Otrzymuję jedynie wymijające odpowiedzi.

Po tej sympatycznej pogawędce ruszamy do pracy w terenie. Mamy odwiedzać siedziby firm
i informować je, że mogą zmienić operatora telefonicznego na tańszego, lepszego i polskiego. Same superlatywy.
- O mamusiu! Jak tu u pana przytulnie! Mogę tu zamieszkać? A teraz do rzeczy! Przyszłam osłodzić panu życie i obniżyć pana rachunki telefoniczne o 30 proc.! – tak, w ten właśnie sposób wygląda powitanie pracownika firmy Save Max z potencjalnym klientem. Potem okazuje się, że właściwie to nie jest już istotne, by nagabywać tylko klientów firmowych – moja „trenerka” atakuje entuzjastycznym ice break’iem (przełamywanie lodów) prawie każdą napotkaną osobę. Oszołomieni tym występem ludzie nierzadko podpisują umowy bez żadnego zaznajomienia się z nimi.

Po całym dniu notorycznego naciągania klientów udaję się z „trenerką” na kolejną rozmowę. Znowu pada masa pytań, tym razem już bardziej osobistych – czym zajmują się moi rodzice, czy mój partner ma wpływ na moje decyzje, czy szybko się zniechęcam, czym zajmuję się w wolnym czasie. Po godzinie udajemy się ponownie do siedziby firmy, gdzie czeka na mnie… test. Test z wiadomości, które zdobyłam podczas całego dnia pracy.

A po teście kolejna entuzjastyczna reakcja pani menadżer – zostałam przyjęta i jutro mam stawić się w pracy o godzinie 7.30.

Wieczorem dochodzi do mnie, że przecież nadal nie mam pojęcia o zakresie swojego czasu pracy, o zarobkach, ubezpieczeniu, stanowisku. Jedyne co wiem, to to, że Save Max będzie mocno inwestował w mój rozwój, a na szkolenia będę jeździć do Londynu, Las Vegas i Oslo.

Od 6 rano dnia następnego układam sobie w głowie pytania, na które muszę jak najszybciej uzyskać odpowiedź. Niestety i tym razem nie mam możliwości, by je zadać. O 7.30 muzyka w biurze podkręcona jest maksymalnie. Lider grupy rozpoczyna konkurs między pracownikami. Przegrani mają przynieść do biura jakąś zdobycz – np. ukradkiem wyniesiony od klienta długopis. Kolejny punkt poranka to ćwiczenia fizyczne przy wtórze wyjących głośników i okrzyków JUICE! JUICE! JUICE! (skrót od: Join us in creating excitement – Dołącz do nas w twórczym podnieceniu). Dzieje się dużo. I szybko. Prawie nie zauważam, gdy znów jestem w terenie z trenerką i za własne pieniądze kupuję bilety, by dojechać do wyznaczonego w tym dniu terenu działania.

Firma Save Max Poland szczyci się swoimi osiągnięciami w marketingu bezpośrednim, choć tak naprawdę jest to akwizycja, i to w najgorszym wydaniu.
Luksusowe ubrania, opowieści o kolosalnych zarobkach, szybkim i łatwo zdobytym bogactwie, sztucznie wytwarzana atmosfera szczęścia i niby od niechcenia rzucane nazwy zagranicznych miast – to wszystko ma przyciągnąć młodych ludzi, którzy – jeśli w to uwierzą – coraz bardziej będą wkręcani w trybiki tej machiny.
Nie można tu też liczyć na umowę o pracę – zamiast tego po miesiącu, dwóch, pracy na czarno, podpisze się umowę-zlecenie (często bez widniejącej na niej pieczątki firmowej).

Na pewno podczas starań o stanowisko zostanie się poinformowanym, że pracując na najniższym szczeblu firmy – jako reprezentant – zarobi się około 2-4 tys. zł miesięcznie, co jest wierutną bzdurą. Za każdą podpisaną umowę dostaje się bowiem około 9 zł. Nie można też liczyć na żadną podstawę finansową – nawet w wysokości minimalnego wynagrodzenia krajowego (kwota około 800 zł).

Wg teorii firmy zawrotną karierę można zrobić w okresie od pół roku do trzech lat. Po kolei awansując ze stanowiska reprezentanta na stanowisko lidera (ma te same obowiązki, ale prócz tego werbuje jeszcze nowych pracowników), potem na stanowisko asystenta menadżera (ten ma już pieniędzy jak lodu, służbowe auto i komórkę), następnie na pozycję samego menadżera (który to ma teoretycznie 50 proc. udziału w zyskach firmy, co daje dochód około 5 tys. euro tygodniowo). Na końcu tej drabiny jest już tylko stanowisko wiceprezydenta. Dla niego życie to sielanka. To on właśnie siedzi na wyspach Bahama, a miliony codziennie spływają na jego konto. Luksusowe jachty, samochody, najdroższe hotele i restauracje. Żyć, nie umierać.

Piękne obietnice warto jednak skonfrontować z trzynastogodzinnym dniem pracy, kiedy biega się ciągle po wyznaczonym terenie, samemu płaci za wszelkie przejazdy i samodzielnie wyszukuje klientów.

Kilkunastogodzinny tryb pracy nie pozwala na zaangażowanie się w absolutnie nic więcej. Warto więc zastanowić się, czy odsunięcie się od osób najbliższych – gdy zechce tego firma, a co stanie się prędzej czy później – nie jest zbyt dużym poświęceniem.

Jedyne, czego można być pewnym pracując w firmie Save Max Poland, to że zapewni ona wytworne pranie mózgu. Codziennie. Od poniedziałku do piątku. Od 7 rano do późnych godzin wieczornych.

Opinie o Save Max Poland:
Artykuł z "Dziennika Zachodniego"
Forum "Gazety Wyborczej"
Grupy dyskusyjne Money.pl
Wirtualna Warszawa - forum

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (22):

Sortuj komentarze:

Grzesiek
  • Grzesiek
  • 02.01.2012 12:20

witam! Artykuł jest świetny. wiem bo też zatrudniłem się w tzw"handlu bezpośrednim". cały przebieg rekrutacyjny to jak by opis mojej sprawy, sztuczne szczęscie, opis biór pracujących w nim ludzi. okrzyk JUICE bedę pamiętał do końca życia chociaż pracowałem tam tylko dzień. jedyne z czym sie nie zgodzę to kwestia zarobków bo do pracy trafiłem dzieki znakomitym zarobkom współloka tora, o który w ciagu tygodnia przynosił 1100zł wynagrodzenia wypłacanego co sobota do ręki. W moim przypadku stawka za sprzedana produkt wynosila 6 zł a tzw "dzwonek" czyli dzienna norma to 25 sztuk. kolega jako ten cały
"trener" miał jeszcze za każdą sprzedaną sztukę podopiecznego złotówkę. Powiem wam że jeżeli ktoś umie naciągać ludzi sprzedawać ten chłam i przedewszystkim dobrze się czuje po naciągnięciu takiej osoby a szuka pracy na wakacje to niech spróbuje. ja nie umiałem sie z tym jakoś pogodzić bo poprostu czułem się jak świnia!

Komentarz został ukrytyrozwiń
Synkowy
  • Synkowy
  • 22.11.2011 20:02

To co pisze synek jest świetnym obrazem tego jak traktuje się w tej firmie osobę której coś się nie podoba. Jest się w stosunku od takiej osoby agresywny, mówi się na niego 'negat', powołuje się na to, że każdy handlowiec na początku ma słabe warunki. Początkujący handlowiec w normalnej firmie może śmiało liczyć na podstawę miesięczną przy umowie o pracę, telefon służbowy który jest oczywistością, komputer, porządne szkolenie. W normalnej pracy dobry sprzedawca pracuje kilka godzin dziennie (8 godz. to absolutne maksimum). Tutaj wszyscy jarują jak woły. Aha, rzeczywiście dużo osób zaczyna od pracy w tej firmie ale nikt nie traktuje tej pracy jako początek i rozwój swej kariery ale jako wstyd w życiorysie, że dał się wrobić we współpracę z tego typu firmą.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Synek
  • Synek
  • 04.11.2011 21:15

haha nie moge, smiac mi sie chce z tych ludzi którzy tak narzekaja na te firmy.
Jeśli Ci sie nie podoba, to nie pracuj tam !! Żyjesz?? To Daj Życ Innym!! i nie wpychaj japy tam gdzie nie potrzeba.
Jeśli ktos chce zostac Handlowcem to musi od czegos zaczac, połowa osób które sie tu wypisuja(nie wszyscy) pewnie odrazu chcieli by dostac własny samochód, tel. służbowy, laptop i jeszcze najlepiej adresy firm które by wpisały w GPSa i pojechały tam aby tylko dokonac formalnosci umownych i pienięznych hehe żal mi was zjeby potraficie tylko narzekac, pierdolone negaty.

Komentarz został ukrytyrozwiń
anal telford
  • anal telford
  • 24.08.2011 23:07

http://cobragrouppl.blogspot.com/ pod tym adresem możecie znaleźć wiele informacji o podobnych przekrętach

Komentarz został ukrytyrozwiń
Jarosław
  • Jarosław
  • 28.07.2011 01:31

Ludzie, co wam te firmy zrobiły, że tak ich nie lubicie. Pewnie zaraz zostanę okrzyknięty jakimś wyłudzaczem po praniu mózgu ale pracuję w podobnej firmie już 3 miesiąc. W firmie zrzeszonej pod Cobra Group a właściwie Appco w Katowicach. Problemu z terenem nie mamy ( w końcu środek wielkiej aglomeracji) praca jest prosta łatwa i przyjemna. Nie zamieniłbym jej na żadną inną. Po prostu jedni się do tej pracy nadają inni nie. System awansu w tej pracy jest jak najbardziej realny przekonałem się o tym na własnej skórze, ludzie są mili i uprzejmi i odpowiadają wprost na każde zadane pytanie czy to o kwestii umowy czy wynagrodzenia. Może Autor ma jakieś kiepskie doświadczenia w pracy w podobnej firmie. Z opisu wynika że firmy ( i ta w/w i ta w której ja pracuję) funkcjonują podobnie. Najlepiej to przyjść samemu zapomnieć i o tych negatywnych i o tych superlatywnych opiniach wyczytanych na forum i się przekonać samemu. Tak jak wspomniałem na początku jedni się nadają inni nie i nie należy się sugerować opiniami innych. To własne doświadczenia budują naszą osobowość. Proszę nie zniechęcajcie się ani też nie napalajcie zbytnio na tego typu firmy po przeczytaniu jednej negatywnej/ pozytywnej opinii na ich temat. Uff... ale się rozpisałem. Powodzenia i pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń
dd
  • dd
  • 29.06.2011 22:37

DOKLADNIE TAK JAK POPRZEDNICY UWAZAM ZE TO OSZUSCI W ZABRZU JELENIEJ GORZE CZY SZCZECINIE TEZ DZIALA TA FIRMA UWAZAJCIE!!

Komentarz został ukrytyrozwiń
ML
  • ML
  • 16.06.2011 19:02

DOKŁADNIE TAK JAK W ARTYKULE FUNKACJONUJE RÓWNIEŻ "FIRMA" D.S.GROUP -SŁONECZNA ULICA W WARSZAWIE. PATRZCIE TYLKO: http://interwencja.interia.pl/news?inf=1520809

Komentarz został ukrytyrozwiń
Joanna Mróz
  • Joanna Mróz
  • 07.06.2011 22:06

czyta prawda w każdym calu

Komentarz został ukrytyrozwiń
Sandra
  • Sandra
  • 30.05.2011 14:35

Pacowałam w takiej firmie, na szczęście nie trafiłam w teren, ale do biura. To prawda banda handlowców od 7 do 9 rano wrzeszczy, śpiewa i uważa się za bóg wie co, mają gadane, ale ich wiedza w innych zakresach jest bardzo ograniczona. Generalnie praca nie była zła, ale jeśli obiecują Ci podwyżkę, nie licz na nią. Będą Ci wmawiać,że jeśli masz ją dostać to opracuj system, wnieś coś do firmy, że "Prezes' mógł też zarobić. Jeśli chodzi o realia biur. Pracowałam w siedzibie takiej firmy u samego "Prazesa". Handlowiec,który uzyskuje wyniki i awansuje otwiera biuro. Prezes pomaga mu daje na to kase, którą oczywiście musi zwrócić, wszystko pięknie ale...no właśnie ale....są to młodzi ludzie którzy mają nie wiadomo co w główkach, nie zdają sobie sprawy że prowadzenie własnej działalności to sumienność i odpowiedzialność. Trzeba wszystkiego pilnować, a w tym ludzi. Pracowałam pół roku i przez ten czas otworzyły się 3 biura i po 2 mies. zamknęły ponieważ osoby takie nie płaciły rachunków, nie pottrafiły zatrudniać ludzi i wogle pilnować tego. W efekcie zostały z długami, które muszą pospłacać Prezesowi. Dla osby która patrzy na to z boku bądź ma z tym pierwszy raz do czynienia będzie się to wydawało śmieszne i nie dorzeczne, ale taki Prezes zarabia nie mało!!!Jeśli ma pod sobą 10 biur tzn wypromował takiego managera i pomógł mu otworzyć biuro, dostaje od niego umowy Netii gdzie on bierze 40%, a reszte dostaje manager (który myśli że ma z tego 80%), który z tej kwoty daje 50% dla handlowca i koło się zamyka. Jeśli taki manager wypromuje osobę to Prezes i manager pomagają mu itd. Więc patrząc z perspektywy takiego Prezesa to jest złoty interes, który siedząc powydzierając się troszkę na managerów dostaję nie małą sumkę na konto. Praca w biurze nie była zła ale w terenie??Jeśli czyta to jakiś Ph niech się zastanowi, bo dostaje psie pieniądze za cały dzien pracy (jeśli podpisze jakąś umowę), gdzie Prezes ma wszystko. Jeśli otworzysz biuro i nie ejsteś świadom obowiązków,które na Ciebie czekają, to zostawiesz w młodym wieku z długami. To nie jest takie piękne jak Ci wszyscy mówią. Hm najgorsze jest to że często Ph dopuszczająs się fałszerstw, np fałszują podpisy na umowach, wmawiają niestworzone rzeczy ludziom. Ja właśnie zajmowałam sie weryfikacją umów, które podpisywały wszystkie biura, i to co się dzieje to jest masakra. Są biura na które nie mogę powiedzieć złego słowa, klient zawsze był świadom, z kim podpisał umowę i jak to wszystko będzie wyglądało, ale strzeżcie się się biura w woj.mazowieckim, u którego na porządku dziennym jest fałszowanie umów.

Komentarz został ukrytyrozwiń
angelika
  • angelika
  • 01.05.2011 18:24

hej Właśnie przyjęłam się do takiej pracy okrzyki JUICE od rana kupa ludzi bez wykształcenia a bardzo zmotywowanych na sukces.Mam prawie 30 lat i nie wiedziałam, że oni maja po 20 kilka a wyglądają tak staro, to przez pracę od8 do 22 .Biuro to totalna ruina ,wieje pustką,obskurna rudera.Opis zadań i stopnie awansu takie same.Uciekam z tamtą po pierwszej wypłacie .

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.