Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

33764 miejsce

Matczynej mowy się nie zapomina...

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2007-10-12 13:32

Mówiąc o emigracji Polaków do Niemiec, myślimy na ogół o tej współczesnej, z okresu ostatnich 20 -30 lat, przede wszystkim z burzliwej dekady lat 80-tych. Niewielu z nas wie, że pierwsi polscy emigranci pojawili się w Zagłebiu Ruhry około roku 1870.

Strona tytulowa "Dziennika Berlinskiego", 1907 / Fot. z  archiwum biblioteki uniwersyteckiej w GiessenPodczas pierwszego, powszechnego spisu ludności, przeprowadzonego w 1861r. na terenie Prus, statystycy wspomnieli o szesnastu Polakach, zamieszkałych w prowincjach Nadrenii i Westfalii. W 1870 r. rozpoczął się masowy exodus ludności polskiej w kierunku szybko rozwijającego się okręgu przemysłowego między Ruhrą i Emscher. Ocenia się, że bezpośrednio przed wybuchem I wojny światowej, na terenie dzisiejszego Zagłębia Ruhry, żyło ok. pół miliona Polaków. Mieszkali głównie w należących do zakładów pracy domach. Z czasem doszło do powstania dzielnic, zamieszkałych wyłącznie przez Polaków. W wielu kopalniach i zakładach przemysłowych nasi rodacy stanowili ponad połowę zatrudnionych.

Wreszcie wakacje! Mamy rok 1981, skończyłem właśnie drugą klasę liceum. Z dwójką kolegów wybieramy się do Krakowa. Mamy nawet bezpośredni pociąg z Rybnika! To tylko 120 kilometrów, jednak czekają nas prawie cztery godziny jazdy. W Katowicach wchodzi do naszego przedziału starsze małżeństwo. Rozmawiają po angielsku...

Ci tzw. "Ruhrpolen" (polscy Westfalczycy), jak ich określają niemieccy sąsiedzi, spotykają się ze wszechobecną dyskryminacją. Urzędy cesarskie traktują wszystko nie-niemieckie z ogromną podejrzliwością, starając się o wprowadzenie zakazu używania języka polskiego. Polacy usiłują się bronić. Powstają liczne organizacje, zajmujące się ochroną ich praw, tworzą się zrzeszenia sportowe i religijne. W roku 1899 dochodzi w Herne do strajku polskich robotników, który przechodzi do historii jako "Herner Polenrevolte" (herneński bunt Polaków). Walka strajkowa rozwija się i po kilku dniach obejmuje sąsiednie Gelsenkirchen. Strajkujący liczą na poparcie robotników niemieckich, jednak ci nie angażują się w walkę ich kolegów. Po niespełna dwóch tygodniach protest zostaje krwawo stłumiony przez wojsko i policję, jednak twardy, polski kark nie ugina się pod tym brzemieniem. W 1902 r. powstaje Zjednoczenie Zawodowe Polskie, działalność rozpoczynają polskie wydawnictwa prasowe, mnożą się patriotyczne zrzeszenia. W 1913 r. istnieje na terenie Cesarstwa Niemieckiego 1471 polskich organizacji. 26 polskojęzycznych gazet drukuje dziennie ponad 80 tys. egzemplarzy.

Dwie godziny angielskiego w tygodniu to jednak coś! Jestem w stanie zrozumieć wiele z tego, co mówią. Ciekawość siedemnastolatka zwycięża jego niesmialość i pytam: - What country are you from?

Szyby kopalniane / Fot. Glückauf, 1905"Ruhrpolen" byli często wykorzystywani przez niemieckich polityków jako przykład udanej integracji obcokrajowców. W latach 70-tych ubiegłego wieku, w jednym z przemówień kanclerza Helmuta Schmidta, mogliśmy usłyszeć: "Udało nam się z polskimi Westfalczykami - uda nam się również z gastarbeiterami". Legenda? Większość Polaków opuściła Niemcy po I wojnie światowej i odzyskaniu przez Polskę niepodległości.W Republice Weimarskiej żyło ich zaledwie ok. 150 tys. Po przejęciu władzy przez Adolfa Hitlera zostali zmuszeni do zniemczenia nazwisk i przyjęcia obywatelstwa niemieckiego. Funkcjonariusze polskich organizacji byli od 1933 r. prześladowani; nierzadko padali ofiarą morderstw. Po II wojnie światowej w Zagłębiu Ruhry żyła niewielka, polskojęzyczna grupa ludności - dzisiaj ślady Westfalczyków odkrywamy jedynie w archiwach uniwersyteckich bibliotek...

Starszy pan odpowiada, używając, ku mojemu zaskoczeniu, śpiewnej, kresowej polszczyzny:
- Jesteśmy z Kanady. Żona nie zna polskiego, dlatego mówimy po angielsku. Moja ciekawość wzrasta, nasuwa się tysiące pytań. Ośmiela mnie domniemany wyraz sympatii w oczach moich rozmówców. - Z Kanady? Jak to się stało, że pan tam mieszka?


Abstrahując od wielu polskich robotników przymusowych, którzy po wojnie zdecydowali się na pozostanie w alianckiej strefie okupacyjnej jako tzw. "displaced persons", możemy przenieść się do lat 80-tych XX wieku, opuszczając 35 lat, w których emigracja stanowiła zjawisko marginalne, istotne jedynie dla naukowych opracowań historycznych. Emigrantów z tego okresu możemy podzielić na dwie grupy. Pierwsza z nich - ok. 300 tys. osób - to emigranci polityczni, ubiegający się w Niemczech o azyl, w związku ze stanem wojennym i jego reperkusjami. Druga - ponad milion Polaków - to tzw. przesiedleńcy, legitymujący się niemieckimi korzeniami. Czy naprawdę? Przed dwudziestu laty wystarczyło znaleźć na strychu Soldatenbuch (książeczkę wojskową) dziadka - Slązaka lub Mazura, powołanego do Wehrmachtu, by w majestacie niemieckiego prawa stać się Niemcem. Na jednej ze stron dokumentu, zauważyliśmy ręcznie napisane "polish, to release from prison" oraz pieczątkę komendanta brytyjskiego obozu jenieckiego? Cóż za problem? Wyrwać kartkę, Niemcy i tak nie mają tego w statystykach... Nie jest zamiarem autora negowanie istnienia niemieckiej mniejszości narodowej w Polsce, jednak wyjeżdzający w tamtych latach, będący, lub czujący się Niemcami, stanowili zaledwie kilka procent emigracji, której podłoże znajdziemy w ekonomii...

Opowieść starszego pana mnie fascynuje. Sowieci, Iran, Monte Cassino, Piedimonte...Mikołajczyk i Bierut, Stalin i Churchill. Odebranie młodemu porucznikowi obywatelstwa polskiego, wymuszony wyjazd do Kanady. Z szacunku dla żony przechodzi na angielski, jeśli jakiegoś zwrotu nie rozumiem, proszę o tłumaczenie.

Przenieśmy się do Świecka lub Olszyny i cofnijmy się o kilkanaście lat. Typowy obrazek sprzed 10 - 15 lat to wysiadający z błyszczących lakierem samochodów Polacy, mieszkający na lewym brzegu Odry, ubrani w nieodzowne, ortalionowe dresy firmy Adidas, dzierżący w dłoniach równie nieodzowne, skórzane saszetki, kryjące karty kredytowe oraz te, służące do pobierania pieniędzy z bankomatów. Najbardziej popularną potrawą w przygranicznych barach są pyzy z mięsem - kilka kartoflanych klusek z mięsnym nadzieniem. Popyt jest duży, każdy podróżujący do Polski potrafi powiedzieć pani za barem: "Dwa razy pyzy z mięsem, proszę!" Przy stole, między sobą, rozmawiają po polsku, cicho, cichutko. Ich kilkuletnie dzieci rozrabiają ile wlezie. Jak przystało na porządnych rodziców, starają się doprowadzić swoje pociechy do porządku... po niemiecku... niemczyzną, która u każdego poprawnie posługującego się tym językiem, wywołuje rumieniec na twarzy...


- Chciałem wrócić do Polski. Wielu z nas chciało, niezależnie od sytuacji politycznej. Mój pech polegał na tym, że na początku 1945 r. zostałem awansowany do stopnia oficerskiego. Oficerowie byli zdeklarowanymi wrogami ludu, więc nie pozwolono mi na to. Wyjechałem do Kanady i nie żałuję tego. Rodzina może być namiastką Ojczyzny, nawet jeśli na ogół używa się angielskiego - słucham, i słucham, i słucham....

Na efekty nie trzeba było długo czekać. Synowie i córki emigrantów z lat 80-tych posługują się głównie językiem niemieckim. Większość z nich rozumie po polsku, jednak sklecenie najprostszego zdania w tym języku przerasta ich możliwości. Oddajmy głos niemieckim socjologom, zajmującym się życiem obcokrajowców w Niemczech. Według nich, Polacy stanowią grupę narodowościową starającą się "nicht auffallen", czyli "nie zwracać na siebie uwagi". Dążą do integracji za wszelką cenę, nawet za cenę wyrzeczenia się własnych korzeni. Nagrodą za to mają byc kupione na raty samochody i urlopy na Jamajce... Czy tak istotna dla współczesnych, pogierkowska emigracja, pójdzie również w zapomnienie? Jeśli tak, to powody będą zupełnie inne, niż miało to miejsce w przypadku naszych, polskich Westfalczyków...

- Jak to możliwe, że po tylu latach pobytu w Kanadzie, tak świetnie mówi pan po polsku? - pytam
Pobłażliwy uśmiech i odpowiedź: - Młody człowieku, matczynej mowy się nie zapomina...


Bibliografia:
W. Brepohl - Der Aufbau des Ruhrvolks, Berlin 1948
Mark Terkessidis - Migranten, EVA, Berlin 2000
Praca zbiorowa - Schimanski, Kuzorra i inni, wydawnictwo Adam Marszałek, Warszawa 2006

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

Dziękuję, Marku, za podesłanie mi tego artykułu. :))) Po przeczytaniu mam nad czym myśleć. Pozdrawiam!

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 25.10.2007 18:53

Dziekuje wszystkim :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dopiero znalazłam ten tekst - cudo! (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Fajny tekst, a co do pamiętania polskiego, to dla mnie najwspanialszym przykładem zawsze będzie Marta Eggert (żona Jana Kiepury, Węgierka).
Polskiego nauczyła się już jako dorosła kobieta, dla Kiepury. Jakiś czas temu przyjechała do Polski. Kilkadziesiąt lat po wyjeździe z naszego kraju i wiele lat po śmierci męża-Polaka mówiła nadal doskonałą polszczyzną. Mieszkając w Stanach już wtedy przez większość życia, nie miała żadnych amerykańskich naleciałości (w odróżnieniu od niektórych ludzi, mieszkających tam ledwie od pół roku ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Piękny tekst o pamięci, korzeniach, tęsknocie, historii i ludziach, którzy chcą i mogą być sobą...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus za pomysł, temat, jego ujęcie i warsztat.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.