Facebook Google+ Twitter

Matka i pracownica, czyli kobieta po polsku

  • Źródło: Dziennik Bałtycki
  • Data dodania: 2006-11-26 08:55

Młode, zdolne. Częściej, niż mężczyźni kończą studia (dyplom wyższej uczelni zdobywa 56 proc. kobiet i 44 proc. mężczyzn). Ambitne. Chcą zdobywać świat.

Otrzeźwienie przychodzi, gdy zaczynają szukać swojej pierwszej pracy. Propozycje dla kolegów - nierzadko z gorszymi stopniami w indeksach - są jakby trochę lepsze. Potencjalni pracodawcy nie zadają mężczyznom pytań o planowaną liczbę dzieci. Kobietom - tak, dołączając do tego pytanie - kiedy? A już zatrudnienie kobiety w w ciąży traktowane jest przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych jako czyn co najmniej podejrzany, mający na celu wyłudzenie korzyści z ubezpieczenia.
I tak młode Polki miotają się od ściany do ściany - między becikowym i deklaracjami kolejnych rządów o polityce prorodzinnej, a szarą rzeczywistością.

Adrianna docelowo chce wyjechać

- Fikcja! - tak Adriana Miler, 33-letnia gdynianka, mama 3-miesięcznego Natana mówi o polityce prorodzinnej rządu. - To wszystko ruchy pozorne.
Adriana, absolwentka pedagogiki, właścicielka dyplomów dokumentujących ukończenie licznych kursów - od kursu masażu aż po wypełnianie wniosków unijnych - zatrudniona była do tej pory m.in. w biurze, lokalnym radio, firmie produkującej jedzenie dla zwierząt i biurze nieruchomości. Pracowała też za granicą.
Ostatnie miejsce pracy: recepcja w nowoczesnej prywatnej klinice dentystycznej. Do jej obowiązków należało umawianie wizyt, przygotowywanie dokumentacji do księgowości, ewidencja faktur, działanie marketingowe, pisanie wniosków o dotacje unijne, praca w sterylizatorni i sprzątanie.
- Przyjęli mnie w październiku na pół etatu z propozycją, w razie rozwoju firmy, przejścia od stycznia br. na pełny etat z pensją 1400 zł netto - mówi Adriana. - Firma się rozwinęła i umowę podpisałam.

W momencie podpisania umowy Ada już wiedziała, że jest w ciąży. Jednak dopiero pod koniec stycznia przedstawiła szefom zaświadczenie lekarskie.
- Miałam wcześniejsze złe doświadczenia, obawiałam się, że nie uda mi się utrzymać ciąży - stwierdza krótko. - Od Wielkanocy, by uratować dziecko musiałam przejść na zwolnienie lekarskie. Do firmy natychmiast przyszli kontrolerzy z ZUS. Uznano, że nie było powodu, by kobieta w ciąży dostała pełen etat, więc przez ostatnich siedem miesięcy dostawałam po niespełna 300 złotych. Gdyby nie rodzina, umarlibyśmy z synkiem z głodu...
Adriana odwołała się od decyzji ZUS do sądu. Pierwsza rozprawa się odbyła, na następną trzeba będzie czekać być może do stycznia. Ewa Pancer, rzecznik ZUS twierdzi, że przyczyną jest niedostarczenie przez pracodawcę Ady do sądu dokumentów, potwierdzających jej zatrudnienie.
- Umowa o pracę kończy się w styczniu - twierdzi gdynianka. - Pracodawca nie chce, bym wróciła, pewnie przez mojego synka.

Ada jest prawie pewna, że w końcu zabierze Natana i wyjedzie do Anglii.
- Nie wiem dokładnie, jak wygląda tam polityka prorodzinna - mówi. - Ale wiem, że będę mogła się tam utrzymać.
Niedawno media podały informację, że w związku z coraz potężniejszą emigracją zarobkową pracodawcy zmieniają front. Na rynku pojawiły się firmy, które poszukują młodych, chcących założyć rodziny, kobiet. Argumentacja: panie z dziećmi nie uciekną z kraju i będą wiernie służyć swojej firmie.
Potraktowałam tę informację jak żart - twierdzi Ada. - Może to też być zbiór pobożnych życzeń, bardzo odległych od szarej rzeczywistości.

Trochę optymizmu, czyli pani dyrektor

Krystyna nie pasuje do czarnego obrazu stłamszonej i rozdartej Matki Polki. Nie mówi, że jest jej łatwo, ale udaje się jej połączyć bycie mamą, żoną i dyrektorem. Młodym dyrektorem.
Ma 29 lat, dwuletnią córkę Zosię i kieruje kilkusetosobowym działem w dużej pomorskiej firmie.
- Studiowałam w Gdańsku zarządzanie i już na drugim roku podjęłam pracę w obecnej firmie - wspomina. - Na początku na umowę - zlecenie, w 2001 r. zostałam zastępcą kierownika działu, wyjechałam z Gdańska.
Wyszła szczęśliwie za mąż, zaszła w ciążę. W piątym miesiącu lekarze stwierdzili, że jeśli chce urodzić dziecko, powinna leżeć w domu z nogami do góry.

- Miałam 9-miesięczną przerwę w pracy - mówi. - Po niej postanowiłam wrócić do Gdańska z dzieckiem, chociaż komplikowało to moją sytuację rodzinną. Mąż prowadzi własną firmę w innym województwie i nie mógł tu przyjechać. Staliśmy się więc takim weekendowym małżeństwem.
Krystyna robi to, co lubi. Pracuje 8 godzin dziennie, choć czasem bierze trochę roboty do domu. Zosią przed południem zajmuje się opiekunka, po południu mama, w sobotę i niedzielę - wspólnie rodzice. W sytuacjach awaryjnych pomaga wspaniała przyjaciółka z lat studenckich, a obecnie najbliższa sąsiadka.
Wśród najbliższych siedmiu współpracowników pani dyrektor aż sześć to kobiety. Dwie wróciły ostatnio z urlopów macierzyńskich. One też dają sobie radę.
- Więcej dzieci? - powtarza pytanie Krystyna. - Oczywiście, że chciałabym mieć nawet trójkę. Wcześniej jednak musi się ustabilizować moja sytuacja rodzinna. Mam nadzieję, że stanie się tak w ciągu najbliższego roku, może dwóch.

Z rodziną w nazwie

Krystyna jest wyjątkiem - bo nadal rzadko zdarza się, że młoda kobieta, tuż po studiach i - brzydko mówiąc - w wieku rozrodczym, dostaje propozycję satysfakcjonującej pracy na odpowiedzialnym stanowisku, a jej firma przeczekuje nawet długoterminowe zwolnienia. Częściej zdarza się tak, jak w przypadku Moniki Zembrzyskiej, która nawet nie ma odwagi zajść w ciążę, bo pracodawca - spora i dobrze usadowiona na rynku firma usługowa - nie toleruje zwolnień na anginę czy grypę dziecka.
-

Wychowaniem malucha mógłby zająć się mój mąż, i tak pracuje głównie w domu, przy komputerze - mówi Monika. - Ale to ja musiałabym urodzić, a tego mój szef raczej nie tolerowałby. Z pensji męża nie wyżyjemy, a nade mną wisi bat, jestem zatrudniona na umowę - zlecenie, a nie na etat. Mam ponad trzydzieści lat, chcę mieć dzieci, ale też chcę mieć pracę. Na razie jedno wyklucza drugie, nie wiem, jak długo.
A z drugiej strony Krystyna nie jest wyjątkiem - jeśli rozpatrywać jej chęci do posiadania większej rodziny. Co druga Polka deklaruje, że chce mieć dwoje dzieci, a co trzecia marzy o trójce lub czwórce.

Między teorią a praktyką

To jednak tylko teoria. Ostatnio w Polsce rodzi się mniej ludzi, niż umiera.
Słowo „rodzina” należy do najchętniej odmienianych przez naszych polityków. To dla jej dobra uchwalono słynne becikowe i podwyższono do tysiąca zł dodatek z tytułu narodzin dziecka dla najuboższych rodzin. O dwa tygodnie wydłużono urlopy macierzyńskie. Od przyszłego roku rodzice będą mogli odpisywać od podatku po 120 zł na każde dziecko.
Mimo listy udogodnień prorodzinnych Marta, studentka ostatniego roku UG, nie zmienia decyzji.
- Na razie żadnych dzieci - mówi. - Kto mnie utrzyma z dzieckiem? Chłopak, który też szuka pracy? Moi rodzice? Becikowe, które rozpłynie się w miesiąc? Muszę znaleźć pracę i ją utrzymać.
A jest na co pracować. W ubiegłym roku tygodnik „Wprost” obliczył, że na utrzymanie dziecka do 18 roku życia rodzice wydają nawet pół miliona złotych.
Badania przeprowadzone przed dwoma laty na zlecenie Fundacji Rodzić po Ludzku pokazały, że właśnie lęk prazed utratą pracy jest pierwszym powodem powstrzymującym Polki przed decyzją o urodzeniu dziecka.

Marta wspomina praktykę w jednej z trójmiejskich firm.
- Przyszłam rano do pracy, wpadłam do małego pokoju, gdzie można zaparzyć kawę, a tam widzę zapłakaną starszą koleżankę - mówi. - Okazało się, że właśnie zadzwonili do niej z przedszkola, że musi odebrać synka z gorączką. A dziewczyna dosłownie kilka dni wcześniej wróciła ze zwolnienia na chorą córkę. Stała więc w tej kanciapie i płakała rzewnymi łzami, co też na to powie szef.
Marta twierdzi, że się po prostu zdenerwowała.
:- Zapytałam kobietę, czy jej mąż w tej chwili także wypłakuje się prezesowi w mankiet. Spojrzała na mnie, jak na wariatkę, a potem zaczęłyśmy się histerycznie śmiać.

Urlop dla tatusia

Przykład Niemiec świadczy, że sama pomoc socjalna nie zmieni nastawienia kobiet do macierzyństwa. Jeśli przedszkola w niemieckich miastach czynne są do godziny 13, to kobieta, która musi o tej porze odebrać dziecko, nie ma szans na znalezienie dobrej pracy. Zamiast uzależnić się od partnera, woli postawić na rozwój kariery.
Zupełnie inaczej rozwiązano ten problem we Francji, gdzie coraz więcej rdzennych mieszkanek (a to jest ważne w różnokulturowej i różnorasowej Europie) decyduje się na dziecko.
Cóż takiego wymyślili Francuzi? Oprócz zachęt finansowych, becikowego, płatnych urlopów macierzyńskich i wychowawczych (półrocznych, a jeśli kobieta szybko zdecyduje się na kolejne dziecko, to nawet do ukończenia przez nie trzech lat), zaczęto tam dopłacać do żłobków i przedszkoli oraz - uwaga - prywatnych opiekunek.
Z kolei w Szwecji postawiono na równouprawnienie. Rodzice mają prawo do 480 dni urlopu rodzicielskiego na każde dziecko (w tym dla taty mają to być co najmniej dwa miesiące), rozważa się też wprowadzenie specjalnych ulg podatkowych dla rodzin, w których tatusiowie jeszcze więcej czasu chcą spędzić w domach z pociechami.

Ile kosztuje praca kobiety domowej?

Jak mówi prof. Henryk Domański, socjolog z Polskiej Akademii Nauk, Polska jest jedynym krajem w Europie Środkowej, w którym po zmianach ustrojowych znacząco wzrosły nierówności między kobietami i mężczyznami.
Widać to najwyraźniej na rynku pracy - zarabiają mniej niż mężczyźni, rzadziej obejmują wysokie stanowiska, mają mniejsze perspektywy kariery. A te, które nie pracują zawodowo, pozostają wyłącznie na utrzymaniu męża.
Od kilku lat próbuje to zmienić Fundacja "Zadbać o świat", założona m.in. przez terapeutę Wojciecha Eichelbergera i Annę Mieszczanek, prowadzącą Ośrodek Mediacji Rodzinnych prowadzi kampanię "Praca domowa kobiet - jak ją wynagradzać" pod hasłem ZROBIONE - ZAPŁACONE.

"Kiedy piszemy w tej sprawie do polityków, używamy tych samych mądrych słów, które padają na międzynarodowych konferencjach. Mówimy, że trzeba doprowadzić do równego traktowania pracy produkcyjnej i reprodukcyjnej" - wyjaśniała powód tej akcji Anna Mieszczanek. "Dać kobietom wykonującym pracę domową prawo do emerytury, zapłacić za nie składkę, pomyśleć o stałym wynagrodzeniu. Zadbać o odpisy podatkowe dla kobiet pracujących na etacie domowym i pozadomowym, może zwiększyć dla takich kobiet kwotę wolną od opodatkowania".
Gdyby kobiety za pracę w domu otrzymywały wynagrodzenie, zarabiałyby ponad 2 tysiące złotych miesięcznie! Prawie tyle samo, ile wynosi obecnie średnia płaca krajowa. Jak wyliczono tę sumę? Przyjęto, że kobiety codziennie pracują w domu średnio 5,5 godziny (w mieście) lub 6,5 godziny (na wsi), a w soboty i święta znacznie więcej. Wynagrodzenie za wykonywanie poszczególnych czynności ustalono według stawki za godzinę pracy w zawodach, którym odpowiadają zajęcia domowe. I tak godzina sprzątania warta jest 12 zł, opieki nad dzieckiem - 8 zł, mycia okien - 40 zł, korepetycji - 25 zł itd. Według obliczeń Beaty Mikut z SGGW w 2000 roku wartość prac domowych wykonywanych przez kobiety wynosiła ok. 2100 zł miesięcznie. Dziś kwota ta zbliżałaby się do 2500 zł.

Warto wiedzieć

• W tygodniu kobiety poświęcają na prace domowe i opiekę nad dziećmi 45 godzin więcej niż mężczyźni.
• Mężczyźni tygodniowo pracują zarobkowo średnio 9 godzin i 27 minut więcej niż kobiety (dane z 2002 r).
• Połowa kobiet do 24. roku życia prace domowe takie jak sprzątanie, gotowanie i pranie uważa za swój obowiązek.
• Co dziesiąta kobieta nawet nie prosi męża o pomoc.

Tak wygląda podział prac domowych w rodzinie:

• pranie robi 95 proc. kobiet, 1 proc. mężczyzn;
• obiad przygotowuje 90 proc. kobiet, 3 proc. mężczyzn;
•codzienne zakupy robi 74 proc. kobiet, 18 proc. mężczyzn;
• śniadania przygotowuje 73 proc. kobiet, 9 proc. mężczyzn;
• opłaty reguluje 65 proc. kobiet, 31 proc. mężczyzn;
• śmieci wyrzuca 44 proc. kobiet, 29 proc. mężczyzn;
• drobne naprawy wykonuje 7 proc. kobiet, 82 proc. mężczyzn;
• mieszkanie odnawia 12 proc. kobiet, 78 proc. mężczyzn;
• dywany trzepie 29 proc. kobiet, 52 proc. mężczyzn.
Dane statystyczne z książki Anny Titkow, Danuty Duch-Krzystoszek, Bogusławy Budrowskiej pt. "Nieodpłatna praca kobiet".

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Heh, chcieli równość mają równość :). Mężczyżni robia połowe tego, kobiety drugą połowe innego. Fajny artykuł, szczególnie mi się podoba ostatni punkt i pranie :D. Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.