Facebook Google+ Twitter

„Matura” z Mrożka

Znowu zakwitły kasztany, absolwenci szkół średnich zdają matury, a w głowach niektórych dziennikarzy po raz kolejny zakwitł pomysł, żeby powiedzieć, jak szkodliwy jest egzamin maturalny z języka polskiego.

W tym roku do frontalnej rozprawy z maturą z języka polskiego przystąpił „Dziennik”, czego introdukcją był tekst zamieszczony w tej gazecie na temat „niecnych praktyk” uczniów i nauczycieli, dokonywanych wokół matury ustnej. Punktem kulminacyjnym zaś owej rozprawy stał się eksperyment, na który to zdobył się ”Dziennik”, polegający na podsunięciu do sprawdzenia niczego nieświadomej nauczycielce z jednej z warszawskich szkół dwóch „wypracowań maturalnych”. Zostały one napisane przez Antoniego Liberę i Marcina Króla, w związku z tegorocznymi tematami na maturze pisemnej z języka polskiego. I co się okazało w wyniku przeprowadzenia tegoż eksperymentu? Ano to, że jeden z tych dwóch „maturzystów” maturę zdał słabo, a drugi egzaminu nie zdał. Wynik nie pozostawił dla eksperymentatorów oraz tych, którzy w eksperymencie uczestniczyli, cienia wątpliwości co do tego, że matura z polskiego jest „be”, że wyniki, jakie zdobyto za prace, „obnażają system edukacji i egzaminowania młodych ludzi, który wymusza na nich myślenie według prostych schematów, zniechęca do intelektualnej odwagi i kreatywności” (ach, te schematy na temat myślenia o schematach).

Dlaczego wyniki te „obnażają” tego doprawdy nie wiem, bo chyba nie dlatego, że obaj autorzy prac napisali bardzo krótkie teksty, a jeden z nich w swoim tekście stwierdził, że w zasadzie interpretowanie wiersza K. Przerwy – Tetmajera nie jest możliwe, ponieważ na to nie pozwalają „wielosłowość i mętny charakter tej poezji”. Zestawienie „Ody do młodości” A. Mickiewicza z wierszem „Któż nam powróci…” K. Przerwy-Tetmajera jednemu z „maturzystów” wydało się czynem nieodpowiedzialnym „ze względu na olbrzymią różnicę w poziomie literackim tych utworów”. Kiedy rozważam te słowa, to coś przekornie podpowiada mi, iż być może wyrażone przez Marcina Króla przekonanie, że „Oda…” jest dziełem wybitnym, to przekonanie budzące wątpliwość.

Być może demaskacja bezwartościowości matury z języka polskiego dla „eksperymentatorów” dokonała się za sprawą niedocenienia przez osobę sprawdzającą takich wypowiedzeń jak: „Narratorem opowiadania Mrożka pt. „Lolo” jest szczur. Formalnie rzecz biorąc, jest to więc jego opowiadanie” albo: „Natomiast Szczur Narrator odczuwa niejasny lęk przed tym eksperymentem i przede wszystkim zwraca uwagę na to, że obaj zamknięci są w klatce. I zamiast o władzy nad światem marzy o ucieczce”? Ale chyba nie, chyba ta demaskacja nie wynikała z niekompetencji polonistki sprawdzającej prace, ponieważ nauczycielka uznała, że jedno jest pewne: „gdyby Maciej Król pisał starą maturę, zdałby śpiewająco. Napisał bowiem bardzo oryginalny esej”.

Gdzie jest pies pogrzebany, w czym tkwi zło matury z polskiego? Odpowiedź na to pytanie dla jej krytyków jest prosta: zło tkwi w „kluczu” i w umysłach tych, którzy ją przygotowują, tworzą zadania maturalne. Ich zdaniem tylko chory umysł mógłby wymyślić takie „potworności”, na które narażona jest nasza młodzież, mierząc się z zadaniami maturalnymi z języka polskiego. Dla nich zadania maturalne cuchną Pimką, klasycznym belfrem, są jak stare ubrania, w których zagnieździły się mole niedorzeczności, głupoty, prostactwa; są wytworem wypocin ćwierćinteligentów (ach to dowartościowywanie samego siebie poprzez okazywanie pogardy dla innych). Dlaczego takie są? Krytycy matury z polskiego znają odpowiedź na to pytanie - ich zdaniem rozwiązanie zadań wymaga „wstrzelenia się w klucz”, zmusza do schematycznego patrzenia na sztukę, na świat.

Nauczycielka, oceniając prace napisane przez Marcina Króla i Antoniego Liberę, nie miała wątpliwości, że ma do czynienia z wyjątkowymi wypowiedziami, ale na wyrażenie tej oceny rzekomo nie pozwolił jej „klucz”. Z tego, co powiedziała, można wysnuć wniosek, że „klucz” zmusił ją do zachowania się wbrew samej sobie - do niskiego ocenienia wyjątkowo wartościowych wypracowań. W takiej sytuacji wniosek nasuwa się sam: „klucz”, według którego oceniane się prace maturalne z języka polskiego, to narzędzie „belfra”, którym uśmierca się i będzie się uśmiercać niejedną wybitną osobowość, które niejednemu młodemu człowiekowi podetnie skrzydła i sprawi, że nie zostanie on, dajmy na to, znakomitym pisarzem.

Z tego powodu walka z formą obecnej matury jest dla krytyków matury z polskiego wyrazem nie tylko humanistycznej, ale i humanitarnej postawy. Szkoda, że w istocie rzeczy jest tak naprawdę wyrazem niekompetencji, nierzetelności, braku odpowiedzialności za słowo i braku szacunku dla ludzi, którzy całkowicie poświęcają się pracy nauczycielskiej – Antoni Libera w rozmowie z dziennikarką „Dziennika” nie zawahał się zwrócić do polonistów, nawiązując do opowiadania S. Mrożka i jednocześnie słów pewnego polityka: „Lolo, nie idź ta drogą!”. Szkoda, że krytycy matury z polskiego, nie wiedzą, o czym mówią. Ich słowa świadczą, że nie mają żadnej wiedzy na temat charakteru tego egzaminu, nie wiedzą nic o jego formie. Coś im się majaczy, mają jakieś mgliste wyobrażenie na jego temat i na tej podstawie dają sobie prawo, by gromić jak z ambony.

A jaka jest prawda? Polonistka sprawdzająca prace Antoniego Libery i Marcina Króla nie sprawdziła ich wypowiedzi według „klucza”, którym posłużą się egzaminatorzy, ponieważ ten „klucz”, w takiej formie, w jakiej go wykorzystała, nie istnieje. Sprawdziła je po prostu według sobie tylko wiadomych zasad. Świadczy o tym chociażby jej twierdzenie, że A. Libera zdał słabo maturę z polskiego z tego powodu, że „nie umieścił wymaganych przez klucz informacji, takich jak terminologia teoretyczno-literacka” i że „był zbyt oszczędny w słowach, a zarazem zbyt pełny znaczeń, by wyczerpać wszystkie informacje, jakie wymaga klucz” (logika tego sformułowania jest nie lada wyzwaniem dla kogoś, kto chciałby je zrozumieć). Z całą pewnością mogę powiedzieć, że tego rodzaju kryteriów nie ma jednak w przyjętym modelu oceniania prac dotyczących opowiadania S. Mrożka. Podobnie jak nie ma w modelu oceniania prac, pisanych w związku z utworami A. Mickiewicza i K. Przerwy – Tetmajera, kryteriów dotyczących słów-kluczy takich jak „młodość”, „koncepcja lotu”, „indywidualizm romantyczny”.

Cała ta sytuacja świadczy o tym, że najwyraźniej demaskatorzy „krzywdzącej matury” pomylili przykłady wypracowań umieszczone na stronie Centralnej Komisji Egzaminacyjnej z modelami odpowiedzi, którymi posługują się egzaminatorzy sprawdzający prace maturalne. Przykłady prac maturalnych, które są na stronie internetowej CKE, w żadnym wypadku nie są „kluczami” ani wzorcową „wykładnią”, nie zawierają jedynie słusznej analizy i interpretacji tekstów, które pojawiły się w zadaniach maturalnych (a tak uważają krytycy egzaminu). Modele oceniania prac, które stosuje się w czasie sprawdzania, mają charakter otwarty, dają możliwość różnego ujmowania tekstów literackich, żeby o tym przekonać się, wystarczy zajrzeć do „Informatora maturalnego. Język polski od 2008 roku”, ale na taki wysiłek nie stać było tych, którzy o obecnym egzaminie maturalnym wyrażają się negatywnie. Modele te pozwalają na rozwiązywanie problemów zawartych w tematach maturalnych na różne sposoby, dopuszczają różne interpretacje tekstów. Protestujący przeciwko przyjętej formie matury z polskiego w dodatku nie wiedzą, że na wynik egzaminu składają się wyniki z części I i części II arkusza maturalnego.

Mówienie, że ktoś nie zdał egzaminu, bo zdobył tylko 18 punktów za wypracowanie, jest wyrazem ignorancji, takim samym jak twierdzenie, że prace, które liczą mniej niż 250 słów, nie są sprawdzane („profesor Marcin Król sromotnie oblał egzamin. Jego praca miała jedną, ale całkowicie ją dyskwalifikującą wadę – była o 16 słów za krótka. Takiego eseju nawet się nie sprawdza”). Wystarczy zadać sobie trud i przejrzeć dane statystyczne, żeby uzmysłowić, że maturę z języka polskiego zdaje każdego roku ponad 90 proc. maturzystów i, że jest wśród nich wielu, którzy zdobywają maksymalną liczbę punktów możliwych do zdobycia. A zatem są wśród maturzystów jednak ci, wbrew temu, co sądzą autorzy „eksperymentu”, którzy nie zostali skrzywdzeni przez „klucz”.

Piszę o tym wszystkim nie po to, by natrząsać się z innych, ale by zwrócić uwagę na problem natury ogólnej, na jakość naszej dyskusji publicznej. Opiera się ona często na półprawdach, na niczym nieuzasadnionych przypuszczeniach. Często nie ma ona nic wspólnego z rzeczywistością. Ubrana jest, niestety, niejednokrotnie w łachmany nierzetelności. Nie opiera się na formie dialogu, w którym okazuje się szacunek stronie przeciwnej i wspólnie poszukuje prawdy, dobrych rozwiązań. Tak nie jest, chociaż być powinno. W naszej publicznych rozmowach zazwyczaj panuje „duch walki”, a nie szukania porozumienia oraz doskonalszych rozwiązań. Padają często w nich słowa zawierające ogromny ładunek agresji, niechęci, słowa obraźliwe, prześmiewcze, nawet niekiedy wulgarne.

Wydaje się, że nasze społeczeństwo nabiera biegunowego charakteru, a my coraz częściej zaczynamy rozmawiać ze sobą językiem nienawiści. Niekiedy zaczynam się zastanawiać, przyglądając się temu, co dzieje się w naszej rzeczywistości, czy oby nie zatracamy powoli jako społeczeństwo umiejętności rozmawiania, czy oby rozumiemy jeszcze sens sformułowania „wymiana poglądów”. Coraz częściej dialog społeczny sprowadza się jedynie do wyrażania protestów pełnych kpiny, szyderstwa, słów obraźliwych A dramatem zupełnym staje się sytuacja, w której tego rodzaju zachowania udzielają się osobom, które są autorytetami i powinny działać pro publico bono.

Niestety, także coraz rzadziej kierujemy się poczuciem odpowiedzialności za innych. Nie ważymy słów, myśli. Czytając to, co pojawiło się na łamach „Dziennika” w związku z maturą z polskiego, można sobie wyobrazić, co mogą teraz myśleć tegoroczni maturzyści, którzy dowiedzieli się właśnie, że wybitny profesor matury, którą oni zdawali, nie zdał, a znakomity pisarz maturę tę zdał słabo. Oni nie muszą przecież wiedzieć, ze przedstawiona im „prawda” z prawdą nie ma nic wspólnego.

Niezwykle znacząca jest reakcja ludzi nauki, osób związanych z edukacją, oświatą na „maturalne publikacje” w „Dzienniku”. Jest ona wyrazistym dowodem na kryzys elit intelektualnych, które powinny cechować rozwaga, namysł, powściągliwość w ferowaniu sądów, dążenie do obiektywnego, pogłębionego przedstawiania rzeczywistości, budowanie i utrwalanie więzi społecznych chociażby w związku z historią, narodową tradycją, zarazem chronienie i kształtowanie wartości moralnych. Po budzących zgorszenie doniesieniach na temat tego, „co się wyrabia” czasie sprawdzania arkuszy maturalnych, grupa naukowców zaapelowała do ministra edukacji o zmianę systemu oceniania matur z języka polskiego.

Autorzy listu napisali, że "przez ostatnie dwa lata w liceum uczy się młodzież schematycznego myślenia, tak by było ono zgodne z regułami, z tak zwanym kluczem, według którego oceniane są później matury. Nie jest to nauka polskiego, lecz nauka oportunistycznego dostosowywania się do spodziewanych wymagań. Tak przygotowana młodzież dostaje się na studia wyższe, gdzie utrwala złe przyzwyczajenia, czyli stara się dostosować swoje myślenie i swoje prace do domniemanych oczekiwań nauczyciela akademickiego, zamiast działać i myśleć samodzielnie. Na wyższych uczelniach nie stosuje się jednak takich schematów, więc młode pokolenia odnajdują się znacznie gorzej w otaczającej je rzeczywistości". No cóż, gratuluję naszym naukowcom i autorytetom socjologicznej, politycznej, psychologicznej, moralnej przenikliwości. Dzięki nim zrozumieliśmy, co jest przyczyną naszych bolączek, dlaczego nasza współczesność jest taka, a nie inna. W końcu okazało się, że przyczyną wszelkiego zła jest źle dobrany klucz, który służy do oceniania matury z polskiego. Jednocześnie otworzyła się przed nami tym samym nowa szansa na polepszenie życia społecznego: powinniśmy zabrać się do szukania nowego klucza, abyśmy mogli w końcu otworzyć drzwi prowadzące do szczęśliwej przyszłości.

Kilka tekstów dziennikarskich sprawiło, że oto mamy ferment myśli (a raczej sfermentowane myśli), że oto usłyszeliśmy „poważny głos” opinii publicznej. Sądzę, że porządek zdarzeń, o którym mówię: najpierw publikacja w gazecie niesprawdzonych wiadomości, a potem żywa reakcja naszych elit w związku z tymi wiadomościami, nie wystawia owym elitom dobrego świadectwa; w jakimś stopniu pozwala uzmysłowić, że pewne obszary życia społecznego są dla nich niczym terra incognita i że w jakimś stopniu wyrzekają się należnej im roli w społeczeństwie, roli przewodnika społecznego i obywatelskiego.

Wydaje się, że autorzy listu chcą nas przekonać, że niska kultura języka młodych ludzi wynika z istnienia klucza, że tajemniczy klucz, o którym mówią, nie pozwala uczniom rozwijać ojczystego języka czy też nie zachęca do jego rozwijania. Czy rzeczywiście jest to możliwe? Czy popełnianym błędom językowym w pracach maturalnych winny jest klucz? Te błędy wynikają po prostu z czyichś nieumiejętności. Czy kryteria oceniania chociażby języka zmuszają zdających do posługiwania się jak najprostszym, najuboższym językiem? Czy jest tak, że praca im uboższa pod względem leksykalnym, tym jest lepsza? Czy rzeczywiście jest tak, że kryteria oceniania kompozycji ograniczają zdającego w wyborze formy jego wypowiedzi? Jeżeli istnieją jakieś ograniczenia w tym względzie, to wynikają one z charakteru zadania – czasami trzeba posłużyć się rozprawką, czasami charakterystyką postaci, a wzbogacając wypowiedź dygresjami, nawiązaniami kontekstowymi, można posłużyć się formą eseju. Gdzież tu zniewolenie? Poprzez analogię do tego, co mówią krytycy przyjętej formy egzaminu maturalnego z polskiego, można byłoby powiedzieć, że pisarze, naukowcy, przyjmując określoną formy swoich wypowiedzi, rezygnują ze swojej wolności tworzenia. Takie myślenie ociera się o niedorzeczność. Podobnie jak zarzucanie formie obecnej matury tego, że wymaga porządku myśli i przedstawiania określonych treści, dbania o walory poznawcze prezentowane w związku z tematem.

Autorzy wspomnianego listu chyba tak naprawdę nie wiedzą, jakie elementy składają się na oceną pracy maturalnej. Zapominają, że pisanie, tworzenie, jest zazwyczaj aktem porządkowania, przemieniania chaosu w ład. Czy rzeczywiście takie działanie ma wymiar schematu? Czy stawianie maturzystom takich wymagań jak: wyrażanie się pięknym, komunikatywnym językiem, dostosowanie stylu wypowiedzi do sytuacji komunikacyjnej, funkcjonalne dobieranie środków językowych dbanie o logikę wywodu, przestrzeganie reguł interpunkcyjnych, ortograficznych, analizowanie i interpretowanie tekstów w kontekście zawartej w nich problematyki to działanie prowadzące do „schematycznego myślenia” i wyczerpujące znamiona czynu karygodnego takiego jak „oportunistyczne dostosowywanie się do spodziewanych wymagań”.

Mam wrażenie, ze autorzy listu w iście Rejtanowskim geście krzyczą: "Schematom mówimy stanowcze nie! Ojcze nasz Gombrowiczu, widzisz i nie grzmisz! Mistrzu groteski, atomizacji, robienia kupy, rozbijania wszelkich form, wspomóż nas w potępianiu wszystkiego, a zwłaszcza zdziadziałych niekompetentnych polonistów ze szkół średnich, tych wstrzymywaczy, opóźniaczy rozwoju młodych ludzi, tych co to uczą tylko "pod test", którzy to nasze dzieci chcą zniewolić formą. Zbrodnią niesłychaną jest, żeby musiały teksty analizować, interpretować, to odbiera im wolność dzielenia się swoimi wrażeniami; Lepiej niech mają tylko wrażenia, lepiej niech nie myślą, niech nie zastanawiają się, przecież każdy ma prawo do plecenia tego, co mu ślina na język przyniesie, dlaczego odbierać ludziom prawo do plecenia czegokolwiek (czyt. bycia otwartym i oryginalnym). Kto to widział, żeby utwór literacki próbować odczytywać w kontekście zawartych w nim motywów, symboli, zastosowanych środków!... Przecież tak jak w naszym dzisiejszym świecie prawie wszystko jest możliwe, tak w odbiorze sztuki też prawie wszystko jest możliwe, więc żadnych ram, żadnych kryteriów oceniania, oprócz kryterium „zdrowego rozsądku”. Z listu dowiadujemy się na szczęście, że sytuacja do końca nie jest dramatyczna, bo ostatecznie studenci na początku studiowania zupełnie nieprzygotowani do samodzielnego myślenia wcześniej czy później tego myślenia dzięki nauczycielom akademickim się uczą.

Czy nie jest? Tego do końca nie jestem pewny, choćby dlatego, podczas rekrutacji na studia tylko niewiele uczelni uwzględnia wyniki z egzaminu maturalnego z języka polskiego. Tym samym tak naprawdę nie interesują się one kompetencjami językowymi młodych ludzi, nie dają sygnału, że język ojczysty jest bardzo ważny, a umiejętność posługiwania się nim, jest umiejętnością podstawową.

Smutne jest to, że krytyka egzaminu maturalnego z języka polskiego, nie opiera się na rzetelnej argumentacji, lecz założeniach, przypuszczeniach, które można jedynie przyjąć na wiarę. Znamienne jest to, że każdego roku w okresie matur próbuje się wmówić młodym ludziom, że zdawany przez nich egzamin maturalny nie jest egzaminem, który należy brać poważnie, że nie jest miarodajny i uczciwie przeprowadzamy. Znamienne jest także to, że tego rodzaju opinie dotyczą tylko języka polskiego... No cóż nie ma się czemu dziwić, przecież żyjemy w kraju, w którym wstyd jest nie znać języka angielskiego, a że nie zna się języka ojczystego... tego się nie musimy wstydzić, przecież nie jesteśmy niczemu winni, to "oni" nas skrzywdzili i ten ich bezmyślny "klucz".

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Mam nadzieję, że link się pojawił.

http://www.cke.edu.pl/images/stories/08_wyn/spr_humanist_a.pdf

Komentarz został ukrytyrozwiń

http://www.cke.edu.pl/images/stories/08_wyn/spr_humanist_a.pdf od strony 16. o 15 tysięcy znaków za dużo.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wielki puls za treść.
Niestety 15 tysięcy znaków (nie licząc spacji) bez śródtytułów czyta się bardzo źle. Tego mi tylko brakuje. I może chociaż jakiegoś zdjęcia ilustracyjnego...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja także się zgadzam....ale myślę, ze to w pewnym sensie walka z wiatrakami, ponieważ ludzie nie są skłonni przyznawac sie do swojej niewiedzy i utkwienia w schemacie, mimo pozorów wyzwolenia jeśli istnieje szansa umniejszenia rangi i wartości egzaminom....Niestety "wyzwoleni" stanowią wiekszość.....:)Szkoda tylko że inteligencja utwierdza ich w tym przekonaniu....hmmmm...a moze to chęc bycia cool? Przecież Libera i Król sa teraz idolami maturzystów...wyzwolonych od schematów..heheh:)
Serdecznie pozdrawiam Pana Profesora i bardzo się ciesze, ze natrafiłam na ten tekst:))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Cieszę się bardzo, że mamy takie same opinie. Dziękuję za wsparcie:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Heh, nie wiedziałem, że uzasadnienie do plusa jest zapisywanie jako osobny komentarz :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zgadzam się w zupełności.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Brawo. Wielki plus ode mnie. Zgadzam się w 100 %

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.