Facebook Google+ Twitter

Maturzysta utknął w korkach

  • Źródło: Dziennik Łódzki
  • Data dodania: 2007-11-22 10:38

Ponad 80 procent maturzystów nie ufa publicznej oświacie. Może to stwierdzić każdy, kto spróbuje w łódzkich ogólniakach znaleźć ucznia, który nie bierze korepetycji przygotowujących do wiosennych egzaminów. Łatwiej wyszukać klasę, gdzie każdy daje zarobić prywatnym szkołom i nauczycielom dorabiającym po godzinach.

- Każdy tutaj bierze korepetycje albo płaci za kurs - mówi Agata Wiśniewska, przewodnicząca klasy IIIc w IX Liceum Ogólnokształcącym w Łodzi. Sama dostała od mamy 800 zł na kurs angielskiego, bo nie przykłada się do lekcji w szkole. Klasowym rekordzistą jest Michał Brzozowski. Po 600 zł wydał na angielski, ale także na historię i język polski.

- Zależy mi na dobrym powtórzeniu materiału z trzech lat i chcę mieć pewność, że zrobiłem wszystko, co było możliwe, aby jak najlepiej zdać egzaminy - deklaruje uczeń. Z kursu historii zrezygnowała Paulina Żuchowicz, bo poziom okazał się żenujący, ale nadal uczęszcza do tej samej prywatnej szkoły na angielski.

U nauczycielki z liceum w Pabianicach uczy się tego przedmiotu Marta Możdżej. Kasia Wasielewska płaci 760 zł za trzy godziny w tygodniu. Kurs w prywatnej szkole potrwa do marca. Zapisała się też na biologię za 640 zł.

- Wszystko przez reformę oświaty. Gimnazjum cofnęło nas w rozwoju! Do poziomu mojego ogólniaka nie mam zastrzeżeń, ale brakuje czasu, aby nadrobić zaległości - twierdzi dziewczyna.

Jeżeli reforma miała jakikolwiek wpływ na popularność korepetycji, to tylko dlatego, że matury nie oceniają już nauczyciele, którzy znają egzaminowanego z własnej szkoły. Tak sądzi Janina Skibicka, dyrektor Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej w Łodzi.

- Wcześniej oceniający mógł skojarzyć, że pracę napisał błyskotliwy uczeń, który w dniu najważniejszego sprawdzianu nie był w formie. Z tego powodu nauczyciel mógł się zawahać przed obniżeniem stopnia. Dzisiejszy system jest bardziej bezwzględny, w dodatku matura decyduje o przyjęciu na studia, i to budzi strach rodziców - mówi szefowa OKE.

- Zapracowani nie mają czasu doglądać, czy dziecko sumiennie odrabia zadania. Uspokajają sumienia posyłając pociechy na kursy i do korepetytorów - dodaje Skibicka.

Dyrektor dziewiątki apeluje do uczniów, by nie wydawali niepotrzebnie pieniądzy.- Przecież możecie dokształcać się za darmo na zajęciach pozalekcyjnych - argumentuje.

Z takiej formy edukacji korzysta Wojciech Dauksza, maturzysta z IV LO w Lodzi. - Nie zamierzam wspierać prywaciarzy, zobaczę, na kogo wyjdę korzystając wyłącznie z usług zapewnianych przez państwo, bo jestem ideowcem - mówi uczeń.

Jego kolega Mikołaj Duda jest jednak sceptyczny. - Nie ideowcem, tylko leniem. Po szkole biegnę na kurs historii za 600 zł, bo poziom tego przedmiotu w czwórce do najwyższych nie należy. Mama stwierdziła, że skoro wszyscy chodzą, to i ja powinienem- dodaje Mikołaj.

Podobnej presji uległ Marcin Grabowski. Uczeń czwórki płaci matematyczce z III LO 35 zł za godzinę korepetycji. Wierzy, że zapewni mu to indeks ekonomii Uniwersytetu Łódzkiego. Z usług innej matematyczki z trójki korzysta Wojciech Sienny. - Płacę tylko 15 złotych za godzinę, ale to koleżanka mamy - tłumaczy maturzysta.

Dyrektor innego łódzkiego ogólniaka, który nie chciał się wypowiadać pod nazwiskiem radzi, by uczniowie korzystali z usług nauczycieli, a nie np. pracowników wyższych uczelni. - Najlepiej, jeśli korepetycji udzielają osoby, które później same oceniają matury. Bo jaki sens ma powierzanie losu dziecka przypadkowemu asystentowi uczelni wyższej? A takich korepetytorów nie brakuje. Ich działalność miała sens, gdy o przyjęciu na studia decydował wewnętrzny egzamin szkoły wyższej - tłumaczy dyrektor.
(Maciej Kałach)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.