Facebook Google+ Twitter

Max Payne w kinach? Lepiej zagrajcie w grę

Spodziewałem się prawdziwej kinowej bomby, ale niestety ekranizację kultowej serii gier o Maxie Payne'ie można porównać najwyżej do wybuchu mokrego kapiszona.

Plakat promujący film / Fot. materiały dystrybutoraNa początek zaznaczam. Jestem fanem serii gier o przygodach Maxa Payne'a. Wirtualnym maniakiem, jak to zostało elegancko określone w jednej z recenzji, którą niedawno czytałem.

Nad grami o przygodach policjanta z Nowego Jorku przesiedziałem wiele długich godzin. Zakończyło się to dla mnie garbem, powracającymi bólami kręgosłupa i pogorszeniem wzroku o jakies pół dioptrii. Nie żałuję jednak ani minuty spędzonej przed monitorem. Seria o przygodach nowojorskiego gliniarza serwuje odbiorcy niezwykły klimat, dużą dawkę czarnego humoru, wartką akcję. Nikt nikogo nie oszukuje, że chodzi w tym wszystkim o głębokie przesłanie, refleksję i zadumę nad trudnym losem człowieka na przełomie tysiącleci. "Max Payne" i "The Fall of Max Payne" to tylko rozrywka, choć na pewno nie przeznaczona dla dzieci.

Lepiej zagrać w grę...

Film "Max Payne" trafił na polskie ekrany 24 października. W obrazie śledzimy historię niemal identyczną z tą, z pierwszej części gry. Payne (Wahlberg) jest nowojorskim policjantem. Kiedyś w wydziale zabójstw, obecnie pracuje w archiwum na jednym z posterunków. Przeniósł się tam po brutalnym napadzie na własny dom, w którym zginęła jego żona i córka. Za dnia kataloguje dokumenty, w nocy szuka zemsty na winnych jego tragedii. Podczas kolejnej z wypraw Max spotka Nataschę (Kurylenko). Krótka znajomość i jej konsekwencje, nadadzą polowaniu Payne'a nowej dynamiki...

Spodziewałem się prawdziwej kinowej bomby, ale niestety ekranizację kultowej serii gier o Maxie Payne'ie można porównać najwyżej do wybuchu mokrego kapiszona. Film jest po prostu słaby. Reżyser nie mógł najwyraźniej zdecydować się, która konwencję wybrać - film akcji czy dramat psychologiczny. Przez to otrzymujemy dwugodzinną dłużyznę. Za mało dynamiczną jak na film akcji i nazbyt powierzchowną, jak na obraz zgłębiający tajemnice psychiki bohaterów.

Kiepskim wyborem było też obsadzenie Wahlberga, w roli tytułowego gliniarza. To nie jest Max Payne, policjant skopany przez życie. Wahlberg ma nazbyt delikatną i chłopiecą buzię. Przez to przez cały film wygląda jak naburmuszony nastolatek, któremu rodzice nie pozwolili wyjść na imprezkę w piątek wieczór.

Przed totalna klapą film ratują dwie panie - Olga Kurylenko i Nelly Furtado. Ta druga, zaliczyła swój filmowy debiut i przyznaję otwarcie - jestem zachwycony tym jak pięknie waliła w gębę Wahlberga/Payne'a.

Fanom serii odradzam wizytę w kinie. Osobom, które nie zetknęły się jeszcze z przygodami Maxa Payne'a polecam zaś gry. Są o wiele ciekawsze i bardziej wciągające niż film John Moore'a.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.