Facebook Google+ Twitter

Mayweather vs. De La Hoya. Czyli taniec gwiazd ringu

Zwykle w ringu spotykają się dwaj pięściarze aby walczyć o zwycięstwo i pieniądze. 5 maja w Las Vegas zmierzą się dwie gwiazdy, które będą walczyć o coś znacznie cenniejszego.

Walka De La Hoya - Mayweather ma szansę stać się najbardziej dochodową walką w historii boksu. Stanie się tak jeżeli pęknie granica 2 milionów wykupień pay-per-view (dosłownie: "zapłać za oglądanie"), czyli więcej niż podczas walki Lennoxa Lewisa z Mike'em Tysonem w roku 2000 (dochody z 1,9 miliona PPV wyniosły wtedy 108 milionów dolarów).

Skąd takie zainteresowanie akurat tym pojedynkiem, i dlaczego wzbudza on takie emocje? Zarówno De La Hoya, jak i Mayweather Jr to megagwiazdy ringu, lecz megagwiazdy znajdujące się w dwóch odmiennych punktach kariery. Golden Boy (przydomek Oscara) to mistrz olimpijski z Barcelony oraz mistrz świata w 6 kategoriach wagowych (absolutny rekord). Walki z jego udziałem zgromadziły blisko pół miliarda dolarów zysku. Uroda latynoskiego kochanka oraz chłopięcy urok (mimo 34 lat na karku) to oprócz bokserskich umiejętności, wielkie atuty Oscara.

W bokserskim świecie, gdzie większość mężczyzn z licznymi bliznami i zmasakrowanymi nosami przypomina zatwardziałych kryminalistów po kilku wyrokach, De La Hoya przypomina holywoodzkiego gwiazdora. Zawsze uśmiechnięty i ubrany z klasą, zdobył serca ludzi opowiadając o swoim biednym dzieciństwie we wschodnim Los Angeles, oraz jak jest dumny ze swojego meksykańskiego pochodzenia. Lecz gwiazda Latynosa błyszczy coraz słabiej...

Kariera De La Hoyi to nie tylko wielkie wygrane, ale i druzgocące porażki (z Bernardem Hopkinsem z 2004 roku, gdy po ciosie w wątrobę nie miał siły wstać) oraz kontrowersyjne decyzje sędziów (wielu ekspertów bokserskich uważa, że niejednokrotnie De La Hoya zawdzięczał zwycięstwa decyzjom punktujących arbitrów). Zarzuca mu się, że nigdy nie pokonał wielkiego boksera, który byłby w szczytowej formie i największym rozkwicie umiejętności. Kwestionowano najbardziej jego wygrane z legendami ringu: Jesusem Cesarem Chavezem i Pernellem Whitakerem, którzy podczas walk z Oscarem byli jedynie cieniami swojej własnej chwały. Także kontrowersyjne zwycięstwa nad Ike'm Quartey'em (o pieszczotliwym ringowym przydomku "Bazooka") oraz Niemcem Felixem Sturmem, spowodowały spadek jego popularności (mimo polepszenia bokserskich statystyk).

Dla walki z Mayweatherem, De La Hoya zrezygnował z bokserskiej emerytury (w ostatnim czasie więcej czasu zajmowało mu stanie na czele własnej stajni bokserskiej Golden Boy Promotions), by potwierdzić całemu światu, że jest on wielkim pięściarzem, który swoją sławę wywalczył w ringu a nie szczerząc kły do kamery.

A co na to Mayweather? 30-letni Amerykanin z Grand Rapids jest obecnie na bokserskim szczycie. Króluje on we wszystkich najważniejszych rankingach P4P, czyli bez podziału na kategorie wagowe. Swoich przeciwników nie tylko obija jakby byli treningowymi workami, ale wręcz ich ośmiesza. Mayweather dominuje w ringu i bryluje na salonach. Na swoim koncie ma m.in. zwycięstwa nad znakomitymi Diego Corralesem i Jose Luisem Castillo, pięściarzami którzy są absolutną światową czołówką. Pokonał on również (tak samo jak De La Hoya wiele lat wcześniej) Arturo Gattiego, w walce w której wielki wojownik Gatti ringu wyglądał jak bezradne dziecko. Dla ambitnego Mayweathera to za mało. Chce pokonać De La Hoyę, będącego obok Mike'a Tysona najpopularniejszym pięściarzem na świecie. Gdyby mu się udało, byłby na prostej drodze do bokserskiej nieśmiertelności, obok Muhammada Aliego, Roberto Durana czy Marvina Haglera.

Nie sposób więc ocenić kto kogo bardziej potrzebuje, czy to De La Hoya Mayweathera bądź też na odwrót. Oscar musi wygrać, by przywrócić swojej gwieździe blask ze szczerego złota, "Pretty Boy" Mayweather zaś chce zamknąć usta krytykom uważającym go za "jedynie" bardzo dobrego pięściarza. Mało prawdopodobne wydają się deklaracje obu bokserów co do ich przyszłości po walce 5 maja. De La Hoya twierdzi, że po zwycięstwie nad Floydem osiągnie już wszystko co mógł w swojej bogatej karierze i odejdzie na zasłużoną emeryturę w blaskach fleszy i sławy.

Podobnego zdania jest Mayweather, który uważa, że na zawodowym ringu osiągnął już wszystko i nie ma już godnych przeciwników, a pokonanie Oscara będzie dla niego ostatnim przystankiem w drodze do panteonu największych sportowców. I tak niezależnie od wyniku sobotniej walki obaj chłopcy - zarówno ten "złoty" jak i ten "śliczny" będą emerytami.
Aż do kolejnej kasowej walki De La Hoya vs. Mayweather II...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

dziad
  • dziad
  • 19.02.2011 17:35

a komu ten boks jest potrzebny

Komentarz został ukrytyrozwiń

oczywisty plus

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.