Facebook Google+ Twitter

Me Myself and I: W Polsce są świetne zespoły. Nie ma rynku muzycznego [WYWIAD]

Można ich było usłyszeć 5 lipca w Złotowie podczas corocznej imprezy Euro Eco Meeting. O złotowskiej widowni, swojej muzyce i planach na przyszłość z członkami zespołu Me Myself and I rozmawiała Dominika Prais.

 / Fot. Ja Fryta, CC 2.0Jak się grało dla złotowskiej publiczności?
Michał Majeran: Fajnie było!

Magdalena Pasierska: W ogóle uważamy, że powinniśmy grać więcej festiwali plenerowych, powiatowo-gminnych. Tam są ludzie, którzy nas słyszeli i chcą się z nami spotkać.

Czy publiczność rzeczywiście ma dla Was tak duże znaczenie? Na scenie zdajecie się w ogóle nie zwracać na nią uwagi, wchodzić w pewien rodzaj transu.
Michał Majeran: Tak, to, co wykonujemy można by nazwać spektaklem. Staramy się jak najlepiej to przedstawić od strony funkcjonalnej, używając narzędzi niezbędnych do wykonania utworów. Koncert traktujemy jednak przede wszystkim jako przeżycie wewnętrzne. Ludzie widzą nasze własne przeżywanie tej muzyki, emocje.

O swoich słuchaczach mówicie na razie bardzo ogólnikowo. Czy istnieje określony typ odbiorcy, dla którego przeznaczacie swoją muzykę. Mam wrażenie, że to raczej elitarne grono.
Magdalena Pasierska: Nasza muzyka absolutnie nie jest adresowana dla elitarnego słuchacza. Kierujemy ją do tych wszystkich, którzy chcą jej słuchać. Do mnie dzisiaj podeszła dziewczyna i powiedziała mi, że marzyła o tym dniu, żeby się z nami spotkać. I to jest chyba najlepsze potwierdzenie tego, że ta muzyka jest dla wszystkich.

Michał Majeran: My w ogóle nie określamy słuchacza. Nie warto się ograniczać. Zespoły często wymyślają sobie, że będą grały taką muzykę, która trafi do konkretnego rodzaju odbiorcy. Wykorzystują fakt, że młodzi ludzie mają potrzebę przynależności do danej grupy czy subkultury. Ale to nieszczere działanie, oparte na zasadzie: gdzie się mogę najlepiej sprzedać. I tak naginają swoje utwory do odbiorcy, a to jest moim zdaniem duży błąd artystyczny. Nie ty masz się podporządkowywać słuchaczowi, ale to on powinien cię słuchać i zdecydować czy mu się podoba.

Często podkreślacie, że tworzycie własną, polską muzykę. Czym się inspirujecie?
Karol „Gizmo” Giżewski: Wszystkie kategorie życia są prawdziwą inspiracją.

Magdalena Pasierska: Zgadzam się z Karolem. Ale mam też taką dygresję, ściśle muzyczną. Byłam ostatnio na festiwalu w Holandii, gdzie uświadomiłam sobie, jaka na świecie jest niesamowita muzyka. W Polsce długo brakowało mi natchnienia. Teraz wróciłam z trzydziestoma, czterdziestoma nowymi zespołami, których będę słuchać i które na pewno mnie zainspirują. Często zresztą przemycamy do swoich utworów obce wpływy i myślę, że to słychać.

Nawet dla przeciętnego słuchacza?
Michał Majeran: Jasne! Jeśli wykorzystujemy np. chorały gregoriańskie, ludzie to wyczuwają. Nawet jeżeli nie potrafią tego nazwać, to nasuwają im się trafne skojarzenia.

Magdalena Pasierska: Dla przykładu w „Monkey Song” stworzyliśmy coś na kształt etnoprzestrzeni i to naturalne, że słuchaczom od razu przychodzą na myśl różnego rodzaju bale, etniczne śpiewanie. To są bardzo wyraźne wpływy gatunkowe.

Porozmawiajmy teraz nieco o Waszej karierze, która nabrała prędkości po występie w „Mam Talent” w 2010 r. Czy to był główny powód wzięcia udziału w programie?
Magdalena Pasierska: Tak. Od tego czasu staliśmy się rozpoznawalni i o to nam chodziło. Chcieliśmy po prostu powiedzieć ludziom: cześć, w Polsce jest taka muza, jak macie ochotę to możecie nas słuchać. Ludzie są zaskoczeni, że nas wcześniej nie znali.

Czytaj więcej -->

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Ooo, same sławy w Złotowie!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.