Kilka ostatnich tygodni życie nasze kręciło się wokół trzech wydarzeń najistotniejszych – igrzysk zimowych w Vancouver, prawyborów PO czyli kluczowego: Komorowski czy Sikorski oraz wydania kontrowersyjnej książki "Kapuściński non-fiction".
Książka, jak wiadomo, przedstawia Ryszarda Kapuścińskiego w innym niż zazwyczaj to robiono świetle. Porusza kwestie jego życia do tej pory nie wyjaśniane lub zręcznie omijane. I znów na łamach prasy rozpoczęła się poważniejsza niż w przypadku Justyny dyskusja. Artur Domosławski oskarżony o zachowanie nieetyczne, broni się tym, że Mistrz pozostaje Mistrzem, ale każdy, również Kapuściński, jest tylko człowiekiem. Jedni Domosławskiemu mają za złe publikację książki w obecnej formie, inni chwalą go za przedstawienie prawdy, która autorowi "Cesarza"
nie ujmuje nic z dorobku dziennikarskiego i pisarskiego, a jedynie uczłowiecza. Niektórzy nawet wykazują jak ważne jest nadanie rysów ludzkich nieskazitelnym do tej pory w naszej kulturze autorytetom. Trudno odmówić im części racji. Jednak trudno również nie próbować choćby zrozumieć Alicji Kapuścińskiej, żony reportera, która uważa, że tego typu biografie powinny ukazywać się znacznie później, a nie za życia najbliższej rodziny. Myślę, że zwłaszcza w przypadku, gdy biografia zawiera informacje o znajomościach z innymi kobietami.
Na tle tej debaty rozgrywa się jednak sprawa dla nas, Polaków, najistotniejsza. Prawybory w szeregach PO. Młody, przebojowy, wykształcony na Zachodzie, swobodnie poruszający się w kontaktach zagranicznych. To nasz Radek. Jednak brakuje mu stateczności symbolizowanej przez odpowiedniej wielkości brzuszek, jak to powiedział jeden z członków PO. Ten brzuszek ma natomiast drugi kandydat. Z przeszłością pełną patriotyzmu. Ułożony, ustatkowany, przykładny mąż i ojciec. Bronisław Komorowski nigdy niczego nie palnie, jak to się czasem Radkowi zdarzało. Nawet nie wypada powiedzieć o nim po imieniu, zdrobniale.
Nieustannie czytam coraz to nowe analizy, a gdyby Sikorski, a gdyby Komorowski. Profile obu kandydatów zostały przeanalizowane ze wszystkich możliwych stron. Chyba w celu dogłębnej prezentacji kandydata. Bo, jak słusznie zauważyła Janina Paradowska w jednym ze swoich artykułów na łamach "Polityki", prawybory zdają się obecnie przyćmiewać właściwe wybory prezydenckie. Choć może wcale nie jest to takie bezpodstawne, patrząc na sondaże. W końcu jest duża szansa, że wyłoniony w prawyborach kandydat zostanie prezydentem Polski.
Przygasa pomału blask Justyny Kowalczyk, bo już media nie tak bardzo się nią interesują. Przywiozła trzy medale. Dziękujemy. O czym tu więcej pisać? Podejrzewam, że temat biografii Ryszarda Kapuścińskiego jeszcze przez chwilę będzie żył, lecz wkrótce umrze z braku możliwości ciekawego ujęcia tematu. Z Bronisławem Komorowskim i Radosławem Sikorskim to już zupełnie inna bajka. Oni będą ożywali z każdym swoim krokiem. Jeszcze przez około miesiąc będzie się mówiło o każdym ich poczynaniu, gdzie to nie pojechali, czego tam nie powiedzieli. Aż do dnia wyłonienia kandydata. Wtedy około tygodnia jeden będzie błyszczał, drugi będzie mówił jak się z takim wyborem czuje i czego życzy temu drugiemu, wybranemu. I jeszcze Polsce. A potem już tylko ten błyszczący błyszczeć będzie. A jak długo, zobaczymy.
Ale dopiero to, co przeczytamy lub usłyszymy w mediach będzie liczyło się naprawdę. Jakkolwiek by ta prawda nie wyglądała.