Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

67955 miejsce

Media orzekły: ostatnio najważniejsze

Kilka ostatnich tygodni życie nasze kręciło się wokół trzech wydarzeń najistotniejszych – igrzysk zimowych w Vancouver, prawyborów PO czyli kluczowego: Komorowski czy Sikorski oraz wydania kontrowersyjnej książki "Kapuściński non-fiction".

Wszystko, czego nam potrzeba. Sport - najważniejszy, gdy idzie o medale i pewnych (lub prawie pewnych) do nich pretendentów. Polityka - ostatnio zaskakująca, na nowe tory skierowana decyzją premiera Tuska - bez choćby ciekawostek w tej dziedzinie umierasz towarzysko. I na szczęście, wbrew wszystkim złym prognozom, odrobina kultury. Jeszcze społeczeństwo nasze wobec książek wydawanych obojętne nie pozostaje. A i wie, o kim piszą.

Justyna Kowalczyk trzymała nas do końca w niepewności. Krążyła niespokojnie wokół miejsca, które należało się właśnie jej, czyli pierwszego. Ale aby dodać smaku całej sytuacji dopiero w ostatnim biegu dała rodakom tę przyjemność oglądania jej na podium najwyżej ze wszystkich. W międzyczasie media obiegła informacja (cytowana wypowiedź Justyny), że jej rywalki tak dobrze biegają, ponieważ są astmatyczkami. Oczywiście, nie sam fakt choroby, lecz sterydy stosowane w jej leczeniu spowodowały szum oburzenia w szeroko rozumianej polskiej prasie. Jednak bardzo szybko eksperci ustalili, że owe sterydy jedynie mogą olimpijki osłabić, co z kolei wywołało reakcję innych specjalistów, którzy orzekli, że zdiagnozowanie astmy jest furtką do brania jeszcze innych substancji. Ostatecznie, nie wiemy, jeśli się nie znamy. Lub wiemy to, co akurat dane medium nam zaserwowało.

Nie dane mi było oglądać na żywo Justyny Kowalczyk w biegu łączonym. Chcąc jednak sprawdzić wynik, zajrzałam na jeden z portali internetowych. Przeczytałam tam wypowiedź Justyny, w której nasza olimpijka stwierdza, że zaczęła płakać po przekroczeniu linii mety, ponieważ obawiała się dyskwalifikacji. Jednak już następnego dnia pierwsza strona jednego z bardziej poczytnych dzienników poinformowała czytelników, że Justyna, kiedy okazało się, że wyświetlono jej nazwisko na 4. miejscu, zaczęła płakać. Ten, kto wnikliwie nie oglądał biegu, być może nadal nie wie. Lub, co gorsza, do tej pory prowadzi zażarte spory z sąsiadem, któremu w rękę wpadła akurat inna niż jemu gazeta.

Zaczęła się publicystyka sportowa. A czy Justyna ma problemy z nadmiernym przerostem ambicji? A czy ładnie to tak mówić źle na swoje rywalki? I to, nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności, tuż po ich zwycięstwie. Z drugiej strony to "Justyna! Nasza Justyna!". Niewiele takich mamy, więc narzekać i krytykować za bardzo nie można. Nareszcie jednak Justyna Kowalczyk powróciła do Polski i uczucia wobec niej znów nabrały intensywności. Bo jest już z nami, rodakami. A powróciła w czasie, gdy na ziemiach polskich odbywała się burzliwa dyskusja natury moralnej i dżentelmeńska walka o wygraną w prawyborach PO.

Książka Artura Domosławskiego, ostatecznie dopuszczona do druku, rozeszła się momentalnie. Nic dziwnego, skoro już od kilku tygodni trwała jej intensywna reklama we wszystkich mediach. Zwolennicy kupili, co jest oczywiste. Przeciwnicy kupili, bo muszą wiedzieć czemu są przeciwni. Ci bez zdania, zaciekawieni kupili. A przynajmniej spora część z nich. Ale zwolennicy czego?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.