”Melancholia” to nie jest film dla ludzi pragnących myśleć podczas oglądania. ”Melancholia” to obraz dla tych, którzy pragną coś przeżyć. Temat filmu, o tyle, nie jest odkrywczy, że dotyka katastroficznej wizji końca świata, a ta przynajmniej od kilkudziesięciu lat pojawia się regularnie w kolejnych odsłonach filmowych. W tym przypadku zagłada także jest nieoczekiwana, choć nieodwołalna. Reżyser nie skupia się jednak na samym temacie przemijania i postawieniu człowieka przed faktem końca istnienia. Film to próba analizy relacji pomiędzy dwiema osobami: człowieka normalnego z chorym, bez szczególnego wnikania w strukturę choroby czy zjawisko tzw. normalności.
Konstrukcja ”Melancholii” jest czarno-biała. Scenariusz przypomina szachownicę warcabów, na której bohaterowie są od początku całkowicie określeni; mają nadane i jedyne właściwości, których nie zmienią od początku do końca. Na planszy ”Melancholii” zmienia się tylko jedno. Zmieniają się okoliczności. Ci, którzy w normalnym życiu zachowują się normalnie, przestawieni do nienormalnych warunków, giną. Podobnie jak chorzy, którzy w normalnym świecie nie potrafią egzystować na żadnym z poziomów, teraz nagle odnajdują się w warunkach końca świata. I być może właśnie ten kontrast jest najwartościowszym elementem filmu.
Scenariusz ”Melancholii” może w dużej mierze przypominać filmowe idee Kubricka. Podobieństwa są szczególnie widoczne w drugiej części, kiedy zagłada świata staje się nadrzędnym tematem filmu. Reżyser z dużym zainteresowaniem przygląda się własnemu dziełu i jakby sam przeżywa stworzony przez siebie scenariusz, zapominając nieco o reżyserowaniu. Tytułowa Melancholia, ukryta planeta, zbliżająca się do ziemi fascynuje, przeraża, ciekawi, ale przecież niszczy. Mimo próby zachowania relacji ludzi, jako najważniejszych w przedstawionej historii, reżyser ulega magii swojej idei i pod koniec filmu, człowiek znika z pierwszego planu lub może nie tyle znika, co zostaje pochłonięty przez nadciągającą, magnetyzującą zagładę.
Film ogląda się bardzo dobrze, choć z pewnością warto zauważyć, że nie jest to dzieło dla każdego. Obejrzenie ”Melancholii” wymaga od widza cierpliwości, wewnętrznego otwarcia i przede wszystkim odrzucenia stereotypowych historii o końcach świata w kinematografii. Film jest zrobiony bardzo realistycznie i w podobny sposób jak wszystkie poprzednie filmy Larsa von Triera; jest roztrzęsiona kamera, na pozór przypadkowe ujęcia, urwane sceny, niedoprecyzowane zachowanie bohaterów. Podobnie jednak, jak w poprzednich filmach, nie ma to wpływu na jakość całego filmu, którego odbiór jest pozytywny. Warto zauważyć, że reżyser, mniej lub bardziej świadomie kontynuuje ukryte rozważania na temat kobiet i ich szczególnego związania z obiektami w kosmosie.
W „Antychryście” takim obiektem był księżyc, tutaj tytułowa Melancholia. Oglądając film warto uważniej śledzić zainteresowanie reżysera tematem kobiet w ogóle, sposobem ukazania ich wrażliwości, a także zewnętrzną postawą silnie skontrastowaną z zachowaniem mężczyzn.
W natłoku filmów o końcu świata, Lars von Trier stworzył magnetyzujący obraz, który mniej chyba jest filmem, a bardziej trójwymiarową pocztówką z archaicznego kalejdoskopu. Dwie zatrzymane sceny, dwie siostry, dwie planety, dwa podejścia do świata i jego końca. Aby docenić taką formułę przedstawienia tematu szczególnie polecam obejrzeć „Szczęśliwe zakończenie” Arnauda Larrieu. Te dwa filmy, opowiadają w istocie tą samą historię, ale ich całkowicie odmienna forma może tylko zainspirować do kolejnych rozważań.
Do Wiadomości24 możesz dodać własny tekst, wideo lub zdjęcia. Tylko tu przeczyta Cię milion.