Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

10863 miejsce

Memento Mori - wspomnienie o Andrzeju Młynarskim

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2007-03-14 21:53

W życiu dziennikarza wszystko dzieje się szybko. Właściwie od tego zależy jego byt. Musisz szybko reagować na wydarzenia, szybko realizować temat, szybko go publikować... Szybko, szybko, szybko, szybko. Wszystko szybko.

Wszyscy dookoła chodzą na randki, do parku, na dyskoteki, żenią się. Ty jesteś gdzieś w terenie, albo zaszyty w redakcji. Czasami nachodzi cię pytanie, po co to wszystko? Dla społeczeństwa? "Dobra ogółu"? Z takiego założenia wychodził Andrzej Młynarski.

Mając 16 lat marzyłem o prawdziwym dziennikarstwie. Poszedłem do redakcji radomszczańskiego oddziału "Dziennika Łódzkiego", którego dyrektorem był wówczas właśnie Andrzej Młynarski. Popatrzył, zapytał do jakiej szkoły chodzę. Opowiedziałem mu krótko, że kocham dziennikarstwo, że lubię pisać i chciałbym zostać dziennikarzem. Zaniosłem CV, kilka swoich niedoskonałych tekstów. Andrzej kazał czekać. Czekałem kilka tygodni, tracąc nadzieję z każdym dniem. Ale pewnego dnia oddzwonił.
- Jesteśmy zainteresowani współpracą - powiedział.
To był dla mnie jeden z najszczęśliwszych dni w życiu.

Ostatni felieton ŚP. Andrzeja Młynarskiego dotyczył m.in. strajków, postaw obywatelskich i niebezpiecznej pracy górników. Tekst został opublikowany w tygodniku Na początku miał do mnie dystans. - Ciekawe, kto cię przysłał - żartował.

Potem przyszła pora na ciężką pracę. Bieganie po mieście, realizowanie materiału, wszystko na czas. Chodziłem codziennie do szkoły, więc było mi wyjątkowo ciężko. Andrzej był wyrozumiały. Każdą, nawet najdrobniejszą rzecz starał się wytłumaczyć. Tłumaczył jak pisać, żeby czytelnik wszystko zrozumiał, jak odróżnić prawdę od fałszu, jak pokazać "drugie dno" spraw. Nie był moim pracodawcą, był najlepszym nauczycielem. Pierwszym, prawdziwym nauczycielem.

Sam nie bał się pisać prawdy. Był atakowany ze wszystkich stron, a mimo to zawsze stawiał na swoim. Potrafił obronić swój punkt widzenia, rację i prawdę. Nie włączał się w dyskusje, bo wiedział, że nie warto. Po prostu pisał następny artykuł... Pamiętam, że zawsze ostrożnie podchodził do ludzi. Doskonale zdawał sobie sprawę, że ten, kto dziś się do ciebie uśmiecha, może być Judaszem. I często się to sprawdzało.

Mimo chorego serca był oddany pracy. Pracował wiele godzin, nieźle kierował całym zespołem redakcyjnym. Nie zapomnę mojego zdziwienia, kiedy w listopadzie, w okresie sukcesu "Dziennika Łódzkiego" Andrzej odszedł z redakcji. Potem okazało się, że wygrał konkurs na rzecznika prasowego urzędu miasta. Chciał chyba trochę odpocząć od ciężkich, dziennikarskich obowiązków. Ale jako urzędnik też był dziennikarzem. Udostępniał to, co wcześniej było "tajemnicą". Znał doskonale samorząd. Miał wizję otwartego urzędu dla mieszkańców. Bez tajemnic.

W piątek, 9 marca dodawał informacje na miejską stronę, wysyłał dziennikarzom zawiadomienie o konferencji prasowej, którą miał poprowadzić w poniedziałek. W niedzielę, 11 marca zmarł.

Zawsze pozostanie w mojej pamięci jako dziennikarz z obywatelskiego powołania, wartościowy człowiek, a przede jako nauczyciel.

"A przecież nie cały umieram,
To co we mnie niezniszczalne trwa"
Jan Paweł II

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.