Facebook Google+ Twitter

Mentalny, niekoniecznie szkolny, mundurek

Ubraniowa uniformizacja ma być częścią budowania wielkiego, szkolnego ładu. Myśląc jednak o konsekwencjach tego pomysłu, uświadomiłem sobie, że celem tej idei nie jest standaryzacja uczniowskiego ciała, lecz wprowadzenie mentalnego rygoru.

Zaczynam się martwić. To eufemizm. Trudno się do tego przyznać, ale chyba wchodzę w stan wielkiego przerażenia. Być może za mój marny duchowy stan odpowiedzialny jest wiek i doświadczenie. Nie zawsze najlepsze. Kiedy się miało nieszczęście urodzić w pierwszej połowie XX wieku, tuż po drugiej wojnie światowej, to, rzecz jasna, wiele się pamięta. Powiedzmy otwarcie – zdecydowanie zbyt dużo. Wprawdzie, w tej pamięci nie pojawiają się jeszcze, na szczęście, ogromne polityczne zombi, zaprowadzające porządek w skrajnie zdezorganizowanym ludzkim świecie, ale nie można tego wykluczyć.

Miałem cichą nadzieję, że jesień mego socjologicznego życia przeżyję w ciszy i spokoju, obserwując radośnie, jak rozwija się polska demokracja. Co więcej przypuszczałem, że dziesiątki lat braku wolności, ideologiczny terror i odwołująca się do idiotycznej doktryny legitymizacja władzy, należą już, bezpowrotnie, do przeszłości. Niestety, marzenie spełniają się rzadko i najczęściej we śnie. Polityczna rzeczywistość po raz kolejny odbiera resztki optymizmu.

Z rozmaitych miejsc jeszcze niedojrzałego, polskiego systemu demokratycznego nadchodzą wieści nie tylko smutne, ale czasami wręcz przerażające. Państwo polskie, już wystarczająco silne, chce być jeszcze silniejsze. Co gorsza, jego przywódcy wierzą, że sprawiedliwość społeczna, dobro i szczęście ogólne, może być odgórnie zadekretowane. Innymi słowy, za wszelką cenę, i czasami wbrew oczekiwaniom znacznej części polskiego społeczeństwa, próbują ustawami, przepisami, rozporządzeniami, dekretami i okólnikami zapewnić zagubionym i nieszczęśliwym, podobno, obywatelom stan ogólnej szczęśliwości.

Przykro to mówić, szczególnie po negatywnych doświadczeniach ponad czterdziestu latach trwania w systemie prawie doskonałym, ale wyraźnie widać, że znowu ONI wiedzą lepiej, co jest ludziom potrzebne. Mało tego, sądzę, iż za swoje działania, zgodne z niejasno definiowanym interesem narodowym, oczekują wdzięczności, a nie krytyki i społecznych protestów. Za tak wyrażaną społeczną niewdzięczność odpowiedzialny jest „układ” i wielki spisek mediów.

Przecież wszystko powinno być jasne. Zbłąkane, ludzkie stado potrzebuje przewodnika, (broń Boże wodza), który więcej wie, dalej widzi i lepiej przewiduje zagrożenia, jawiące się niejasno w przyszłości. Ale w wdzięczności za te niezwykłe, profetyczne cechy oczekuje dyscypliny i właściwie bezgranicznej wiary w siebie. I w konsekwencji, zamiast zbiorowej mądrości negocjowanej w nieustającej publicznej dyskusji, proponuje się społeczeństwu cierpliwe wsłuchiwanie się w głos wielkiego przywódcy. Pięćdziesiąt razy w Sejmie jego pozbawieni podmiotowości wasale przerywali odwieczny głos mądrości, który, nie wiadomo po co, zmaterializował się nagle w niepozornym ciele.

Nie powiem teraz nic oryginalnego, ale do niedawna sądziłem, iż demokracja to niekończący się dialog wszystkich grup społecznych, które są świadome własnych interesów i poddają je ocenie innych. I na pewno demokracja nie polega na takim budowaniu politycznej sceny, na której bez końca trwa wielki monolog, bezgranicznie wierzącego w swoją dziejową misję, politycznego wodza. Bierne i na kolanach odbywające się słuchanie, nie tylko odzwyczaja od mówienia, ale przede wszystkim od myślenia.

I teraz czas na wyznanie. Biorąc pod uwagę sugestie redakcji oraz żywo reagując na liczne publikacje w opiniotwórczych dziennikach („Rzeczpospolita”, „Gazeta Wyborcza”, „Dziennik”) chciałem wyszydzić pomysł ministra Giertycha dotyczący wprowadzenia do szkół mundurków. Podobno ubraniowa uniformizacja ma być częścią budowania wielkiego, szkolnego ładu. Myśląc jednak o konsekwencjach tego pomysłu, uświadomiłem sobie, że celem tej wielkiej idei nie jest standaryzacja uczniowskiego ciała, lecz także wprowadzenie mentalnego rygoru.

Jego przesłanie jest niezwykle czytelne. Należy uczyć młode pokolenie, że nie ma prawa, w publicznej przestrzeni, do ekspresji indywidualności. Koniec z prowokacyjnymi, odkrytymi dziewczęcymi pępkami na lekcjach tak fatalnie zdawanej biologii. Koniec z „erotyzacją szkoły”. Nadchodzi czas wielkiej uniformizacji. Najpierw poddamy jej, w imię społecznej równości, wyzywające ciała. Potem nadejdzie czas mundurków mentalnych.
A za kilka lat osiągniemy wreszcie ideał. Jeden (no dwóch) mówi, a reszta go z podziwem i otwartymi ze zdumienia ustami słucha.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

W zasadzie jestem za wprowadzeniem mundurków (marynarek), które byłyby charakterystyczne dla danej placówki oświatowej. Argumenty także są całkiem dobre - zahamowanie nieskrępowanej rewii mody (szczególnie w szkołach publicznych, gdzie nie wszystkich stać na modne ciuchy) i zakrycie golizny (nie to, że jestem jej przeciwnikiem, bo nie jestem absolutnie i w całej rozciągłości, ale nie ma na to miejsca w szkole), możliwość odróżnienia ucznia danej szkoły od potencjalnego intruza (choć Polak potrafi i w sumie mogłby ukraść od kogoś taką marynarkę i dostać się do budynku), swego rodzaju prestiż dla szkoły i ucznia (dziecię w podstawówce/gimnazium/liceum mogłoby się poczuć nieco ważniejsze, może postanowiłoby osiągnąć coś więcej niż wdrapanie się na podwórkowy trzepak czy obalenie "kraty piwa"). Przecież w wielu krajach istnieje sporo takich szkół i niekoniecznie są one prywatne. Oczywiście zgadzam się z przedmówcą, że imbecyla się nie zmieni poprzez zmianę wizerunku, ale tu nie chodzi zachowanie a o wygląd.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 01.09.2006 09:38

Żeby szkoła przestała być salonem mody i targowiskiem próżności potrzeba by wprowadzić również urawniłowkę w kwestii butów, zegarków, plecaków, biżuterii, piórników, fryzur, fur, którymi uczniowie jeżdżą lub ich rodzice podwożą i wielu inych gadżetów. Są szkoły, w których mundurki noszone są z dumą jako element tradycji szkoły, podkreślający jej prestiż: vide np. łódzka jedynka. Odgórne narzucanie tego typu rozwiązań nieuchronnie kojarzy mi się jednak z tłamszeniem indywidualizmu, co może być i bywa pierwszym krokiem do tłamszenia niezależności myślenia, swobody ekspresji i argumentacji; które wśród ludzi cywilizowanych nie prowadzi do anarchii i lekceważenia norm i zasad, tylko wolnej wymiany myśli, przekonań i poglądów. Troglodyci ładujący nauczycielowi kosz na głowę nie staną się homo sapiens jak ich ubrać w uniformy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

A według mnie jest to dobry pomysł. Szkoła nie powinna być salonem mody, gdzie młodzież prowokuje swoim ostentacyjnym ubiorem jak i zachowaniem, czym z jednej strony wzbudza zazdrość, a z drugiej poklask podobnych sobie rówieśników. Dzisiaj "lepsi" są ci w drogich ciuchach, cudnie wymalowani i z różnego typu gadżetami w rękach. Styl oraz sposób bycia stają się najważniejszymi tematami na korytarzowych salonach, natomiast "szara" reszta obserwuje wszystko z boku i popada z tego powodu w niedorzeczne kompleksy. A spójrzcie na inne kraje. Czy tam mundurki są źle odbierane? W Japonii stały się niemal symbolem kultu(wyobraża sobie ktoś japońską uczennice w normalnej odzieży?). I wcale nie jestem zwolennikiem pomysłodawcy, bo osobiście polityka rządu jak i samego pana Giertycha wcale mi się nie podoba, ale żeby od razu doszukiwać się w każdym pomyśle jakichś spisków czy konszachtów? Eufemizm? Nie wydaję mi się. Sam projekt uważam, że jest świetny; w końcu mundurki nadają szkole pewnego dostojeństwa i powagi, czego przecież tak brakuje.
Item, twierdźcie, co tylko chcecie, ja jednak nie widzę miejsca dla czasu mundurków mentalnych. A może jestem po prostu krótkowidzem?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.