Facebook Google+ Twitter

Męska podróż przez bezdroża

  • Tomasz J
  • Data dodania: 2009-11-11 19:22

"Taksim" Andrzeja Stasiuka to prawdziwa powieść drogi. Razem z bohaterami stasiukowej prozy sprzedajemy skórzane kurtki, przemierzamy bezdroża Europy Środkowo-Wschodniej, pijemy przepalankę. Przy ciągłym akompaniamencie opowieści.

Andrzej Stasiuk "Taksim" / Fot. czarne.com.plTe opowieści, traktujące o handlowych perypetiach polskiego przedsiębiorcy późnych lat socjalizmu, zwykle snuje Władek. W nieśmiertelnym pasiastym polo, sfatygowanej marynarce i w dresowych spodniach zaprasowanych na wieczny kant. Władek jest handlowcem - sprzedaje wszystko to, co tylko można sprzedać w zapomnianych wioskach południowej Polski, Słowacji, Węgier. Jego słuchaczem, kierowcą i zarazem wspólnikiem jest Paweł, który jednocześnie wprowadza czytelnika w arkana powieści. W przeciwieństwie do swojego towarzysza niewiele się odzywa, pozostawiając sobie raczej słuchanie i rozmyślanie. Władka poznał, gdy osiedlił się w małym, sennym miasteczku na południu Polski, dokąd uciekł przed gangsterami, których szczerze się obawiał - był świadkiem zabójstwa swojego przyjaciela.

Dwójkę głównych bohaterów Stasiuk zarysował wyraźnie. Akcentując różnice i uwypuklając dzielące ich kontrasty. Wygadany i obrotny Władek kontra małomówny Paweł. Będący w ciągłym ruchu urodzony handlowiec i jeżdżący w dużej mierze dla zabicia czasu kierowca. Jeden z głową pełną pomysłów na nowe interesy, drugi pogodzony z losem, pragnący przede wszystkim spokoju. Łączy ich wspólnota drogi i prowadzenia swoistego interesu. Tłuką się zdezelowanym Fiatem Ducato setki kilometrów po to, by na kolejnym zakurzonym placu targowym w zapomnianej mieścinie gdzieś na Słowacji czy Węgrzech, sprzedać miejscowym trochę "szmat". Czasem to bluzki ze złotą nitką, czasem "zachodnie" koszulki, czasem skórzane płaszcze. Jednym słowem badziewie.

Tak naprawdę dla obu wspólny handel ma zupełnie inne znaczenie. Władek potrzebuje ciągłego przemieszczania się, ruchu, działania. Potrzebuje potwierdzenia, że to co robi ma sens. Z jego ciągłych opowieści o rozmaitych perypetiach, które przydarzały mu się dwadzieścia, trzydzieści lat temu, bije jedno przesłanie - kiedyś było lepiej. Mając towar na targu było się kimś. Wokoło nie było niczego, ten kto potrafił zorganizować partię spodni, czy używanych marynarek, cieszył się należnym splendorem, wynagradzającym trudy zdobywania asortymentu. Dziś o to trudno. Wszystko jest łatwo dostępne, ludzi stać na każdą zachciankę. Najczęściej kosztem jej jakości, co wszak nie psuje radości z zakupu kolejnych rzeczy. Staliśmy się idącym na łatwiznę społeczeństwem tandety, taniej konsumpcji i badziewia.

Dla Pawła ruch także jest ważny, nie jest jednak osią, wokół której wszystko się kręci. Dzięki temu, że ma Władka, nie siedzi w domu, ma zajęcie, inaczej mija mu czas. Handel nie przynosi im wielkich pieniędzy (najczęściej generuje same straty), za to pozwala żyć.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.