Facebook Google+ Twitter

Metallica - "Death Magnetic". Muzyczna wściekłość

  • Tomasz J
  • Data dodania: 2008-09-13 15:54

Najnowszy album Metalliki to remedium na zszargane nerwy wszystkich fanów zespołu. Po słabym i nudnym "St. Anger" kwartet powraca w świetnym stylu.

Metallica - "Death Magnetic" / Fot. metallica.comOddajmy panom sprawiedliwość. Wydany w 2003 roku "St. Anger" dokumentuje w jak fatalnym stanie Metallica wówczas się znajdowała. Odejście basisty Jasona Newsteda (po czternastoletniej współpracy), nałóg alkoholowy wokalisty i gitarzysty Jamesa Hetfielda, kryzys twórczy, zwątpienie - biorąc pod uwagę te problemy, już samo nagranie płyty było sukcesem. Muzycznie był to jednak album słaby, kompozycje były za długie i niewiele w nich się działo; całości dopełniała fatalna produkcja. Po wydaniu płyty zespół ruszył w trasę (już z nowym basistą, Robertem Trujillo) podczas której także nie zachwycał.

Wydawało się, że Metallica najlepsze lata ma już definitywnie za sobą. Stąd, gdy pojawiły się wieści o nowym albumie, można było mieć spore obawy. Wiadomo było, że zespół zrezygnował z usług producenta, Boba Rocka, który związany był z kapelą od piętnastu lat. Jego miejsce zajął Rick Rubin, człowiek odpowiedzialny m. in. za brzmienie płyt Slayera i Red Hot Chili Peppers. Wątpliwości wzrosły, gdy w serwisie YouTube pojawiły się dwa nowe utwory ("The New Song", "The Other New Song") - delikatnie mówiąc, nie dające nadziei na jakiś przełom. W miarę upływu czasu w sieci pojawiało się coraz więcej przecieków ze studia, gdzie Metallica nagrywała nową płytę; zespół sam udostępniał fragmenty nowych kawałków, podsycając ciekawość fanów. Zainteresowanie było ogromne, oczekiwania chyba jeszcze większe (warto tu wspomnieć o polskim serwisie deathmagnetic.pl, który szczegółowo opisywał wszystko, co tylko dotyczyło nowego albumu zespołu). W końcu nadszedł dlugo oczekiwany dzień - 12 września (niektórzy czekali krócej...) "Death Magnetic" trafił do sklepów.

Napiszę bez ogródek - jest cholernie dobrze! Tak brzmiącej Metalliki nie słyszeliśmy od lat. Wściekłe, szarpane riffy, motoryczna, ciekawa i dobrze brzmiąca (w końcu!) perkusja, dudniący z mocą w dole bas. Wszystko zestawione w dobrych proporcjach - czuć rękę Ricka Rubina. Kompozycje? Zróżnicowane - mamy szybkie i agresywne kawałki ("My Apocalypse", "That Was Just Your Life"), jest i miejsce dla form spokojniejszych ("The Day That Never Comes", "The Unforgiven III").

Już rozpoczynający płytę "That Was Just Your Life" pokazuje, że to nie przelewki. Po wybrzmieniu intro, w którym słyszymy bicie serca i dysonansowe partie gitar, po uszach uderza nowoczesny, niemal numetalowy riff (kojarzy mi się trochę z Acid Drinkers), do którego dołącza za chwilę cały zespół. Skandowane zwrotki, sporo zmian tonacji, mnogość tematów - panowie najwyraźniej przypomnieli sobie, jak potrafią zagrać! Wrażenie robią zagrane unisono partie gitarowe, które przywodzą na myśl dokonania Iron Maiden, czy nawet Thin Lizzy.

Dalej jest nie mniej ciekawie. Często pojawiają się nowoczesne riffy ("The End of The Line", czy kojarzący się ze Skunk Anansie "Broken, Beat & Scared"), zaś gdy trzeba, mamy i zagrywki bardziej tradycyjne ("My Apocalypse"). Zespół powrócił do urozmaiconych aranżacji, utwory są wieloczęściowe i zróżnicowane. Co ciekawe - osiągnięto to bez większych efektów studyjnych; okazuje się, że wystarczy zagrać nieco delikatniej i ściszyć trochę instrumenty, by uzyskać dobre efekty. Sporo jest solówek - tym razem sięgnięto więc do sprawdzonych patentów.

Na szczególną uwagę zasługują dwa utwory. Prawdziwym majstersztykiem jest "All Nightmare Long", z wolno rozwijającym się wstępem, nagłymi zmianami tempa, melorecytacją, mnogością riffów i świetnym, chwytliwym refrenem. Jeśli ten kawałek ma wyznaczać kierunek rozwoju zespołu, ja nie mam nic przeciwko. Drugim, godnym szczególnego zainteresowania utworem, jest "The Unvorgiven III", który na pierwszy rzut oka (ucha?) z poprzednimi częściami niewiele ma wspólnego. Uważni słuchacze zauważą jednak charakterystyczne progresje akordów. Utwór jest wielopoziomowy, dzieje się w nim bardzo dużo; aranżację urozmaicają dźwięki symfoniczne, zaś moment, w którym wchodzi solo - rewelacja!

Co ciekawe, na albumie nie zamieszczono kompozycji które swego czasu śmigały po You Tube. Rozwiązanie zagadki przychodzi po kilku przesłuchaniach - riffy z "The New Song" można usłyszeć w kilku utworach na płycie; kawałek posłużył więc jako swoista baza wypadowa do dalszych muzycznych poszukiwań. Z kolei "The Other New Song" z założenia nie był przeznaczony na album (na całe szczęście, to akurat słaba kompozycja).

Czy jest zatem tak świetnie pod każdym względem? Nie. "Death Magnetic" ma kilka minusów, z których największym (moim zdaniem) jest forma solówek. Kirk Hammett dostał tu wolną rękę, co po pozbawionym partii solowych albumie "St. Anger", było posunięciem słusznym. Z tym, że mam wrażenie, że gitarzysta nieco się zagubił i zatracił umiejętność konstruowania dobrego, ciekawego i kipiącego emocjami solo. Jedynie w singlowym "The Day That Never Comes" oraz "The Unvorgiven III" solówki gitarowe wydają się być przemyślane. Poza tym, choć dodają kolorytu kompozycjom, to robią wrażenie zagranych bez większego pomysłu, ot parę szybszych przebiegów po gryfie... Nie przekonują też wszystkie kompozycje; obok opisanych wyżej świetnych utworów, znalazły się na "Death Magnetic" momenty słabsze (druga część w "The Day That Never Comes", średni instrumentalny "Suicide & Redemption").

Narzekać jednak nie można. Metallica nowym albumem potwierdziła, że problemy ma już za sobą i że miano jednego z największych współczesnych zespołów nie jest dane jej na wyrost. Czekam teraz na koncert - nowy materiał na żywo musi wypadać znakomicie. Koniec i bomba, a kto czytał... niech biegnie do sklepu po "Death Magnetic". Naprawdę warto!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Dzieciaku hehehe

Komentarz został ukrytyrozwiń

hmmm zdaniem moim kiepska perkusja, brzmienie pozostawia wiele do życzenia... słuchawszy np. ...And Justice For All... poprostu brzmi nijako na owym albumie.
zakupiłem Death Magnetic 12.09.2008 i nie słysze na nim wielkich rewelacji, i nie wiem skąd płynie ten wasz zachwyt, wiadomo ze nie da się cały czas grać tworzyćna jednym poziomie ale bez przesady, nie widzę zbytniej różnicu miedzy St.Anger a "tym czymś"co sie zwie niby odrodzeniem MOJEGO UKOCHANEGO ZESPOŁU:(
szkoda że chłopaki nie zachowali formy melodyjnej z wcześniejszych albumów, co było by dobrym posunięciem, i niezgadzam się z autorem postu , bo np. dla mnie solóweczki są całkiem całkiem.
tutaj właśnie polega różnica,że każdy ma inne gusta, i niekażdy polubić musi to co autor posta.
dotkliwą żeczą dla mnie, jest również zmiana głosu James'a, niestey nie brzmi on jak niegdyś, ale takie są efekty upływu czasu i dobrze o tym wiem...
na zakończenie dodam, aby Met tak naprawde powróciła z rynsztoku w jakim ( moje i wyłącznie moje zdanie)się znajduje muisiała by zacząć powracać do strego brzmienia, a nie starać się wydawać, pisać i brzmieć jak to nazwał autor zespół "numetalowy",którym to nie jest i niechciałbym aby takowym się stała...

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Tomek, piszesz trochę sztywno:D"

Nie wiem czy sztywno, czy też nie (chyba nie mnie to oceniać). Ale myślę, że nie każdy tekst musi opierać się na luzie, słownej ekwilibrystyce i być pisany z przymrużeniem oka.

"W każdym razie, wiele się dowiedziałam, ba, czuję się zachęcona do kupna, toteż dzięki :)"

Proszę :) I zgodzę się co do okładki!

Marika - coś z tymi artystami na rzeczy jest. Ale to materiał na osobny tekst :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie znam, nie słucham, nie piszesz sztywno:P

Komentarz został ukrytyrozwiń

jak to dobrze zatem, że nie jestem artystką heheh

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie miałam jeszcze przyjemności(?) dzierżenia w rękach a przede wszystkim umieszczenia w odtwarzaczu "Death Magnetic", jednak recenzja ta przekonała mnie, że warto z podobnymi działaniami się pospieszyć ;-)

Cieszę się, że Metallica powróciła. Naprawdę powróciła. Bo "St. Anger" to jakiś przykry epizod w życiu członków zespołu. Ale cóż, nie ma chyba artysty/zespołu, który przez całą karierę trzyma wysoki poziom i nie zdarza mu się albumowa wpadka. Ech, jakież to ludzkie ;-)

Klara - niestety, im większy artysta tym bardziej jedzie po równi pochyłej ;-) Coś w tym jest. Smutne to jakieś takie, ale prawdziwe, cholera.

Tomek, plus zasłużony, oczywiście! :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tomek, piszesz trochę sztywno:D to nie moja ulubiona forma ekspresji, ale za to uwagi na temat recenzowanej muzyki załączasz profesjonalne, co rekompensuje formę. Z mojego punktu widzenia oczywiście, innym może pasować, i pewnie pasuje.
W każdym razie, wiele się dowiedziałam, ba, czuję się zachęcona do kupna, toteż dzięki :)

a okładka, okładka jest ciekawa, wg mnie pozostawia duże pole do intepretacji:))

plus.

i co do tych nałogów panów w rurkach, tak się zastanawiam, czy każdy artysta musi nie być rozsądnym i autodestrukcyjnym?:D

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ Zgadzam się w zupełności! Od Wczoraj jestem szczęśliwym posiadaczem Death Magnetic :) Czekam na koncert w Polsce lub gdzieś w okolicy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.