Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

16895 miejsce

Metallica do śmietnika?

Czy Metallica może jeszcze przyspieszyć krążenie krwi u fana ciężkiego brzmienia? Przypominając jej historię można zauważyć, że dziś jest to już inna kapela. Warto więc zastanowić się, czy czasem inaczej nie znaczy gorzej.

James Hetfield. / Fot. AKPAW latach 80. byli znani jako prekursorzy nurtu muzycznego zwanego thrashem (w fachowym określeniu było to połączenie punka z metalem). Razem z takimi zespołami jak Anthrax, Exodus, Slayer czy Testament tworzyli grupę przedstawicieli amerykańskiego szybkiego grania. Ich pierwsza płyta zatytułowana „Kill’em All” (wydana w 1983 roku) narobiła dużego zamieszania na rynku, bowiem muzycy grupy umieli połączyć agresywną melodię z inteligentnymi tekstami.

Metallica swoje powstanie zawdzięcza legendarnym zespołom takim jak Motörhead czy Black Sabbath oraz fascynacjom formacjami Misfits i Diamond Head. One wywarły wpływ na młodego Larsa Ulricha, Duńczyka, który stał się fundamentem i motorem thrashowej ekipy z Kalifornii. Jego ojciec, znany wtedy tenisista, chciał zaszczepić synowi miłość do rakiety, lecz młodzian postanowił (po wizycie na koncercie Deep Purple), że będzie grać na perkusji, tak jak jego ówczesny idol – Ian Paice. Również James Hetfield, późniejszy gitarzysta frontman i wokalista Metalliki, podzielał zainteresowania swojego kolegi. Połączyli siły i w roku 1981, w Los Angeles założyli zespół.

W latach 80. byli najbardziej rozpoznawalną kapelą z Ameryki grającą trash. Owszem, jak wspomniałem na początku, był Testament, Anthrax czy Exodus i przede wszystkim dziki Slayer, którego płyta „Reign In Blood” została uznana za najbardziej bezkompromisowe dzieło (ma zaledwie 28 minut) w tamtym czasie, ale w przypadku Metalliki ważna była ich werwa i inteligentne podejście do poruszanych tematów. Już wtedy było wiadomo, że nie interesuje ich tylko bezmyślna kakofonia dźwięków.

Gdy ustabilizował się skład grupy zaczęły powstawać płyty. Pierwsza („Kill’em All” z roku 1983), co prawda nie przyniosła im wielkich przebojów (jeśli tak można mówić o utworach grup thrashowych), ale zawierała pełne energii nagrania. Na niej grał już nowy nabytek Metalliki – Kirk Hammett, gitarzysta pozyskany od konkurencji, bowiem szarpał struny w Exodusie. Wcześniej na pozycji basisty nastąpiła wymiana Rona McGovney’a na Cliffa Burtona. A człowiek, którego zastąpił Kirk, obraził się i założył własną grupę, która już niedługo zawita do Polski – Megadeth. Był to Dave Mustaine.

Późniejsze krążki dosłownie rzucały na kolana. Doskonałe, wydawane po sobie „Ride the lighting” (1984), „Master of Puppets” (1986) i „…And Justice for All” (1988) potwierdzały tylko, że Metallica zostawia w tyle konkurencyjne zespoły i tworzy swoistą metallikomanię. Ten ostatni longplay przyniósł im pierwszy w karierze wideoklip i hit w jednym – utwór „One”, który umiejętnie łączył elementy ballady z typowo ostrym, drapieżnym i bezkompromisowym motywem muzycznym, który dominuje w drugiej części kompozycji. Wystąpili wtedy w Polsce. W 1987 roku dali dwa występy w wypełnionym po brzegi katowickim Spodku (potem były jeszcze koncerty w roku 1991, 1998, 1999 i 2005). Przyjechaliby nawet wcześniej, lecz plany przerwał tragiczny wypadek, któremu ulegli na śliskiej drodze do Kopenhagi. Zginął wtedy Cliff, a pozostali muzycy wahali się, czy jest sens kontynuować grę. Przekonała ich dopiero matka zmarłego. Na jego miejsce przyjęli Jasona Newsteda, byłego członka Flotsam and Jetsam.

Jednak w latach 90. nastąpił kryzys, który wywołał zachwianie poziomu artystycznego płyt wydawanych przez grupę. Początkowo wszystko szło zgodnie z planem – w 1991 roku ujrzał światło dzienne album, dzięki któremu Metallica zyskała rzesze nowych fanów. Nazywał się po prostu „Metallica” (zwany również jako „Czarny album”) i przyniósł przynajmniej trzy wielkie przeboje – „Enter Sandman”, „Wherever I May Roam” i „Nothing Else Matters”. Jednak propozycje muzyczne grupy kierowały się bardziej ku heavy metalowi niż staremu, dobremu thrashowi.

Lecz prawdziwy szok dla fanów przyniosła końcówka lat 90., kiedy to zostały wydane płyty „Load” (1996), „Re-Load” (1997) i koncertowy album nagrany z orkiestrą symfoniczną – „S&M” (1999). Metallica odbiegła od znanej konwencji. Sami muzycy zaproponowali zupełnie nowy image – ścięli włosy, zrzucili "metalowe" szaty, ale, co najgorsze, stracili moc. Uszła z nich para, pogubili się i na świecie grupę zaczęto postrzegać jako „metal dla przedszkolaków”, bowiem większość młodych fanów cięższego brzmienia zaczynała swoją przygodę właśnie od nich. Również w tym okresie stracili pozycję w czołówce thrashowej ligi, ich miejsce zajęły pochodzące z Niemiec kapele takie jak Sodom, Destruction czy Kreator (nazywane Wielką Trójką Thrashu), które z powodzeniem proponowały zdecydowane, czasem ortodoksyjne płyty już od połowy lat 80.

Ostatnia płyta, która weszła w posiadanie fanów, wywołała niemałą burzę wśród sympatyków zespołu, jak i krytyków na całym świecie. „St. Anger” (2003) – bo tak nazywa się to dzieło, w niczym nie przypomina starych dokonań kapeli. Jednak muzycy przystępowali do jego nagrywania jako zupełnie inni ludzie – przed sesją nie mogli nawet na siebie patrzeć, rozstali się z Jasonem, a Hetfield wrócił z leczenia alkoholowego. Ale większości fanów te problemy nie obchodziły. Chcieli po prostu słuchać starej, dobrej Metalliki, mieć na półce coś, co przypominałoby im chociażby album „Metallica”. Jednak nie dość, że na płycie bębny Larsa mają dziwny pogłos przypominający uderzenia w puszkę, to płyta pozbawiona jest… solówek gitarowych!

Przed nami kolejny krążek zespołu. Nawet nie znamy jego dokładnej daty wydania, a już na forach internetowych aż ciasno od komentarzy na jego temat. Trudno się dziwić – ostatni dał nam powody do frustracji. Sami muzycy też nie pomagają nam w tym, czy nabyć go, czy nie, bo mówią, że będzie on zupełnie inny od „Świętego gniewu”. Jak to rozumieć – przecież to samo mówili w wywiadach przed rokiem 2003.

Co się na nim znajdzie? O tym przekonamy się w tym roku. Na kolejnym koncercie grupy w Polsce (28 maja tego roku w Chorzowie) można spodziewać się próbki nowych kompozycji. Jaka jest przyszłość Metalliki? W sumie nikt tego nie wie. Czy nowy album będzie dawać powody do krytyki i przysłowiowe wyrzucenie Metalliki do śmietnika? Trzeba uzbroić się w cierpliwość i wiarę w to, że Lars, James, Kirk i Robert (Trujillo, basista, który zastąpił Jasona Newsteda, a wcześniej grał w zespole Ozzy’ego Osbourne’a) nie zapomnieli, jak się gra ostro, melodyjnie, ale zarazem piekielnie inteligentnie.

Nie chciałbym, żeby nowy album zespołu ugruntował ich pozycję przede wszystkim w świadomości najmłodszych odbiorców, bo prawdziwą świetność grupy pamiętają jej najstarsi fani i to oni wiedzą lepiej od młodzieży, na co Metallikę naprawdę stać. Konkurencja nie śpi, a wydane niedawno płyty Exodusu czy Slayera zyskały pochlebne recenzje.

Ale cóż, można by rzec, posłuchamy – zobaczymy.

Dyskografia Metalliki (razem z płytami koncertowymi i z nagraniami innych wykonawców):
1. "Kill'em All" (1983)
2. "Ride The Lightning" (1984)
3. "Master Of Puppets" (1986)
4. "Garage Days Re-Revisited" (1987) [ płyta z nagraniami własnych wersji innych wykonawców]
5. "...And Justice For All" (1988)
6. "Metallica" (1991)
7. "Live Shit: Binge & Purge" (1993, reedycja tych płyt w 2002r.) [nagrania koncertowe]
8. "Load" (1996)
9. "Re-load" (1997)
10. "Garage Inc." (1998) [ płyty z nagraniami własnych wersji innych wykonawców]
11. "S&M" (1999) [nagrania koncertowe]
12. "St. Anger" (2003)
13. ??? (2008)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (35):

Sortuj komentarze:

To jeszcze ja. Ktoś tam wspominał o starych zespołach, czasach glam rocka, czasach AC/DC/ Thin Lizzy, itd. Gwarantuje, że jest dużo takich ludzi, sam jestem w takiej grupie. Jak często widuje metali w moim mieście? Codziennie;] To dwa.
Poza tym przesiaduje w knajpie stricte metalowej w Krk. i oglądając cosobotnie i piątkowe imprezy mówię śmiało : metal nie umarł;] Na ten przykład wczorajsze chóralne wykonywanie utworów takich jak: AC/DC "Thunderstruck", Bon Jovi "Livin in prayer", Sabaton "Attero Dominatus", wszelkich Ragów, Manowarów itd. Do tego wspólne machanie włosami i hulanie po stołach. Można.;]

Komentarz został ukrytyrozwiń

To, że powstała jako zespół trashowy, nie oznacza, że ma grać trasha do końca życia. To, że się zmieniła, nie oznacza jeszcze, że zmieniła się pod publikę; być może tak, ale równie dobrze artyści mogli się zmienić sami z siebie. "Chłopcy" o Memory remains nie mogli myśleć, ale z wiekiem jakoś ten utwór do nich przyszedł.
Mnie tak naprawdę nie obchodzi historia zespołu i to, co jest lepsze, a co gorsze: interesuje mnie tylko to, który utwór do mnie trafia. Pierwszy album do mnie nie trafi wcale, drugi - częściowo. Welcome home do dzisiaj pozostaje utworem, który wielbię na kolanach, Master of puppets też uwielbiam, ale jako albumy do słuchania wolę te nieco późniejsze (choć nie St. Anger) - jest tam więcej tekstów i melodii, które mnie przekonują.

Komentarz został ukrytyrozwiń

wiadomo, ale metallica powstawala jako zespol trashowy, chlopcy nawet nie mysleli o memory remains czy innych takich, jak to adam napisal, zostali ugrzecznieni, upupieni wrecz, krotki wlosy, brak stylu, po to tylko by stac sie produktem dla mas, master a load czy reload to nieba a ziemia i kazdy fan to wie, sa pewnie tacy ktorym podobaja sie pozniejsze albumy, ale oni o istnieni master pewnie nawet nie wiedza:(

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 31.01.2008 21:26

A kto ma oceniać zespół, jak nie jego słuchacze ? Dla kogo gra zespół ? Moim zdaniem to przede wszystkim fan ma prawo oceniać kapelę. A to, że pojawiają się różne, odmienne od siebie oceny, to przecież zupełnie normalne. Jeden lubi to, drugi tamto. Ktoś woli wczesną Metallicę, ktoś inny późniejszą. I ma do tego prawo, tak samo jak ma prawo do powiedzenia wszem i wobec, dlaczego właśnie tak uważa. Normalka, nie ma się o co spinać :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+), bo ciekawe, przejrzyste i wyczerpujące opracowanie.

Nie podoba mi się natomiast pobrzmiewające gdzieś w tle przekonanie, że Metallica jest coraz dalej od trashu i jest coraz gorsza, a ocenić mogą to tylko starzy fani.
Bo równie dobrze można stwierdzić, że to dobrze, iż Metallica od trashu odeszła, gdyż "Kill 'Em All" nie da się słuchać, a nowsze albumy (od "Metalliki" po "Re-Load") są znakomite.
Nadmieniam, że powyższa opinia nie jest moją opinią (poza stwierdzeniem o pierwszym albumie - włączyłem go raz w życiu). Po prostu razi mnie przekonanie, że fan lepiej od zespołu wie, jaka do zespołu pasuje muzyka.

Komentarz został ukrytyrozwiń

generalnie metal wprawia mnie w stan totalnego rozdrażnienia; w domu bywam biernym słuchaczem. We wczesnym dziecięctwie słuchałam Type O Negative, My Dying Bride. Teraz jestem wapniakiem - nie lubię, nie słucham, ale plus dla Ciebie za pasję, z jaką piszesz o swoich idolach.

Komentarz został ukrytyrozwiń

widman
a tam, warstwa muzyczna a osobowość to sprawy nie tak odległe wcale;]

Komentarz został ukrytyrozwiń

Haha, no tak, też prawda. To samo można powiedzieć o Lemmym. Racja. Chodziło mi o warstwę muzyczną, nie osobowość:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wid man

Ozzy nigdy nie jest kiepski;> bycie Ozzym wyklucza taką opcję;>

Komentarz został ukrytyrozwiń

O nie, Ozzy nowy jest raczej kiepski. Oczywiście, jeśli nie porównujemy z klasycznymi płytami jak "Blizzard Of Ozz", "Bark At The Moon" czy "Ultimate Sin". :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.