Facebook Google+ Twitter

Metallica. Wyrwani z objęć śmierci

W 2003 roku wielu myślało, że legenda thrash metalu jaką bezsprzecznie jest Metallica spadła z hukiem z piedestału i kompletnie rozbita nie będzie w stanie się już podnieść i wrócić na szczyt.

Kolekcjonerskie wydanie albumu - Death in a Coffin / Fot. materiały prasoweJednak po pięciu długich latach oczekiwania James, Lars, Kirk i Rob nagrali album „Death Magnetic” tym samym wyrywając się z objęć śmierci, wracając do świata żywych w stylu w jakim pamiętaliśmy ich z najlepszych lat.

Ten album to kwintesencja całej twórczości Metalliki. Jedni mogą uznać to za krok w tył, bo grupa spojrzała wstecz i czerpała inspirację z lat przeszłych, ale Hetfield i spółka nie poszli na łatwiznę. Nie skopiowali swojego poprzedniego dorobku wydając (jak wielu by chciało) Master of Puppets II, ale wybrali to co najlepsze z tamtego okresu ich działalności tworząc syntezę swojej twórczości. „Death Magnetic” to płyta pełna szybkich, ciętych riffów, długich utworów o złożonej strukturze wypełnionych szalonymi solówkami Hammetta.

Jak już wspomniałem, na tym albumie usłyszymy echa poprzednich dokonań zespołu. I tak singiel promujący płytę, balladowy „The Day That Never Comes” swoją konstrukcją przypomina legendarny "One" z czasów „...And Justrice For All”. Z kolei prosty i krótki (w porównaniu z pozostałymi kawałkami zawartymi na płycie) „My Apocalypse” podtrzymuje „metallikową” tradycję by płytę zamykał utwór krótki, szybki i agresywny. Mamy na tym albumie także potężnego instrumentalnego potwora (9:57) „Suicide & Redemption”, jakiego panowie nie nagrali od niemal dwudziestu lat i mimo, iż utwór z początku jest nieco niemrawy to dalsza cześć w pełni wynagradza cierpliwość słuchacza. Album ma też swoje wolniejsze momenty i oprócz wspomnianego wcześniej „The Day That Never Comes” jest nim także ciężki, wolny, z przejmującym tekstem, przypominający czasy „Load” utwór „The Unforgiven III” (tytuł nieco mylący bo nie ma on nic wspólnego z „The Unforgiven” i „The Unforgiven II”).

Album ten ma też swoje dwie perełki jakimi są bezsprzecznie „All Nightmare Long” i „The Judas Kiss”. Przy tych utworach nie można usiedzieć w spokoju bo nogi same rwą się do wybijania rytmu, a chwytliwe refreny zapewne będą głośno rozbrzmiewać śpiewane przez publiczność na koncertach. Po tych utworach widać wyraźnie, że panowie z Metalliki nie zapomnieli jak się komponuje mocne, thrashowe utwory.

Ta płyta to dowód na to, że Metallica nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa i mimo dużego minusa jakim jest słabe brzmienie, „Death Magnetic” pozwala mieć nadzieję, że następny ich album będzie w pełni oszlifowanym diamentem.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Witam
Jestem odmiennego zdania. Słuchając tej płyty mam wrażenie, że muzycy strasznie się męczyli tworząc ten album. Tak jakby nie mieli ochoty go nagrać, a na siłę go tworzyli. Płyta jest bardzo słaba. Szkoda ze tak zacna kapela, jaką jest Metallica rozmienia sie na drobne. Nową płytę oceniam w dziesięciopunktowej skali na 1. Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

dzięki i mam nadzieję, że płytka się spodoba:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przekonałeś mnie :) Od pewnego czasu zastanawiam sie nad kupnem tej płyty, już ją nawet w ręce miałam, ale bałam się, że się zawiodę... Po przeczytaniu Twojej recenzji, kupię napewno. A recenzja sama w sobie też bardzo mi się podoba. +

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.