Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

5763 miejsce

Mezuza - czerwiec na Ulicy Żydowskiej

Współautorzy: Adam Bartosz Natalia Ga

Kiedy pierwszy raz „na żywo” zobaczyłam modlących się chasydów, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że oglądam świat zatrzymany w starych zdjęciach. Ubrani w czarne płaszcze, z czarnymi kapeluszami, założonymi za uszy pejsami...

 / Fot. Kuba KaszubaW połowie czerwca zwykle nie ruszam się z Tarnowa. Nie tylko dlatego, że trzymają mnie obowiązki, ale również dlatego, że marzy mi się zobaczyć jeszcze raz miasto z czarno-białej fotografii.
Kiedy pierwszy raz „na żywo” zobaczyłam modlących się chasydów, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że oglądam świat zatrzymany w starych zdjęciach. Ubrani w czarne płaszcze, z czarnymi kapeluszami, założonymi za uszy kręconymi pejsami, w białych podkolanówkach; wokół przedramion owinięte mieli skórzane paski a na czole czarne pudełka (tefilin ze schowanym wewnątrz pergaminem z fragmentami z Biblii). Blisko dwudziestu żydów modliło się pod bimą, a nieopodal, na ulicy Żydowskiej, cygańskie dzieci goniły się i grały w piłkę.

Galicjaner Sztetl

W połowie czerwca Komitet Opieki nad Zabytkami Kultury Żydowskiej w Tarnowie wraz z Muzeum Okręgowym organizuje Galicjaner Sztetl, w języku jidysz – Miasteczko Galicyjskie. Są to Dni Pamięci Żydów Galicyjskich. Upamiętnienie Żydów zamordowanych w czasie II wojny światowej – przez spotkanie modlitewne w Buczynie, w Zbylitowskiej Górze i – upamiętnienie Żydów żyjących przed wojną w Tarnowie – w kilku koncertach żydowskich, które zwykle mają miejsce właśnie pod tarnowską bimą.
Pierwsze wspomnienie czarno-białej fotografii i ten ulotny zapach a może uczucie, które towarzyszy dawnym czasom: wspomnienie nieistniejącego domu prababci, zupy grzybowej którą przyrządzała, zapach palonego w piecach węgla i specyficzne ciepło dawnych kamienic; tak trudno przywrócić te dawne emocje. To był główny powód naszych działań na Ulicy Żydowskiej. Przywrócić wspomnienia, odtworzyć przedwojenny Tarnów, zrekonstruować zapachy, smaki i kolory. Oraz pokazać młodym tarnowianom jako mogło być przed wojną w naszym mieście.

Ulica Żydowska

W czerwcu 2015 roku zbiegły się dwa wydarzenia, wspomniane już Miasteczko Galicyjskie oraz Projekt Mezuza, podczas którego na różne sposoby mówiliśmy młodym o tolerancji, o żydowskiej historii miasta i o tym, jakiej różnorodności można doświadczyć, kiedy żyje się w społeczeństwie różnokulturowym. Szczególnym zaś miejscem i czasem był 13 dzień miesiąca, kiedy Ulica Żydowska (to także nazwa eventu) zatętniła rytmem lat 20. i 30. ubiegłego wieku. Przy ulicy pojawiły się sklepowe szyldy utrzymane w przedwojennej stylistyce: z reklamą, jaka mogła być wtedy; z napisami polskimi oraz żydowskimi: po hebrajsku i w jidysz: apteka, fryzjer, szewc, sklep z odzieżą. Niezły Cyrk, który na co dzień animuje dziecięce zabawy, przebrał się w stroje z epoki i pokazywał dzieciom przedwojenne zabawy. Chłopcy mogli toczyć kółko, tak jak bawili się ich dziadkowie i pradziadkowie, a dziewczynki grały w klasy czy chłopa. Niektórzy uczyli się żonglować, wszyscy przeciągali linę. Przechodnie, ci w słusznym wieku, przyglądali się i nie mieliśmy pewności czy w ich oczach błyszczy radość czy może łza wzruszenia.
W siedzibie Fundacji AntySchematy2, w której działają najwspanialsi w Tarnowie wolontariusze, można było wrócić do czasów szkolnych, usiąść w ławce i – nauczyć się pisać hebrajskimi literami własne imię. Żydowska szkoła, cheder, cieszyła się większym zainteresowaniem rodziców, ale Łukasz, wolontariusz, niezmordowanie zapisywał kolejne imiona, dni tygodnia, proste wyrażenia i wyczarowywał następne napisy.
W czerwcowym słońcu oglądaliśmy końcówkę prac przy tworzeniu przez Szymona Szelca muralu „na plecach” bimy, przy Placu Starej Synagogi, a chętni mogli pomóc artyście i wspólnie malować czarne i białe ptaki. Duzi i mali. Bo i ptaki są większe, mniejsze i całkiem ogromne. Jeden z pomocników uparcie prosił artystę, żeby namalował też dinozaura. Kilkakrotnie widziałam młode pary, w ślubnych strojach, które fotografują się już nie tylko przy urokliwej bimie, ale i na tle Ptaków Szymona Szelca.
 / Fot. Kuba KaszubaZabawa przy ulicy Żydowskiej trwała do godzin popołudniowych, kiedy po warsztatach muzycznych z zespołem Klezmafour na Plac Starej Synagogi dotarli tarnowscy młodzi muzycy i pełni zapału przygotowywali się do wspólnego z zespołem koncertu.
W końcu nadeszła oczekiwana chwila a Klezmafour pokazał tarnowianom, że muzyka żydowska to nie tylko szlagiery sprzed lat, które chętnie śpiewamy i pogrążamy się w melancholii. Chłopcy z Klezmafour roztańczyli widownię i to był chyba pierwszy koncert muzyki żydowskiej, podczas którego tańczyli i skakali zarówno młodzi, jak i starsi tarnowianie, od włodarzy miasta aż po „zwykłych”, mniej znanych mieszkańców, których na koncert przyciągnęły radosne dźwięki.
Może nie udało się odtworzyć tych pierwszych emocji, związanych z chasydami i czarno-białymi fotografiami, ale udało się coś zupełnie innego i mam wrażenie – lepszego. Zobaczyłam na własne oczy, że Żydzi, historia Tarnowa, przedwojenna atmosfera, cały kontekst dziejów, które bezpowrotnie mijają, a mijając zacierają zarówno to, co piękne, jak i to, co tragiczne – nie muszą prowadzić do tęsknoty, smutku, melancholii. Mogą wywoływać euforię. Historia przeminęła, ale to ona ukształtowała nas takimi, jakimi jesteśmy dzisiaj. Żydowskiego Tarnowa już nie ma, ale tak jak istnieją w mieście ślady żydowskiej historii, są również ludzie, którzy „pamiętają”. Jest młodzież, która chce wiedzieć, chce pamiętać. I potrafi dostrzegać wartość w różnorodności.


Projekt Mezuza
Komitet Opieki nad Zabytkami Kultury Żydowskiej w Tarnowie

Zobacz także:



Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.