Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

3406 miejsce

Mezuza - tu był tarnowski sztetl

Współautorzy: Adam Bartosz Natalia Ga

Być może Tarnów był jedynym miastem w Rzeczypospolitej, w którym w Radzie Miejskiej obywatele różnych narodowości i religii pracowali w harmonii. Przykład? Podział subwencji za lata 1930-31: pół na pół dla katolików i żydów.

Koncert pod bimą podczas Galicjaner Sztetl, Dni Pamięci Żydów Galicyjskich / Fot. Adam BartoszRealizując projekt Mezuza, który ma charakter edukacyjny, należy przypomnieć, jakim miastem był niegdyś Tarnów, kiedy zamieszkiwali je Żydzi stanowiący od końca XIX wieku niemal połowę populacji tego miasta.
Bo przecież żydowski Tarnów był potęgą gospodarczą. Niektóre przemysły czy gałęzie rzemiosła w całości zdominowane były przez Żydów. Także większość domów przy głównych ulicach miasta należała do nich. Blisko 90% domów przy ulicach: Wałowej, Bernardyńskiej, Brodzińskiego, Goldhammera, Nowej, Szpitalnej, Koszarowej, Szerokiej, Burku – to były domy żydowskie. Niemal w 100% żydowskie były ulice: Lwowska, Żydowska, Wekslarska. Żydzi byli właścicielami ponad 80% sklepów. Ich udział w przedsiębiorstwach kształtował się, zależnie od branży, od 50 do 90%. W takich dziedzinach, jak: kamasznictwo, przemysł szklarski, kuśnierski – chrześcijan nie było zupełnie.

Historia

Do I wojny światowej Tarnów był największym w monarchii austro-węgierskiej ośrodkiem produkcji kapeluszniczej, w całości zdominowanej przez wytwórców żydowskich. Pilśń na kapelusze wykonywały wytwórnie Meira Zylbersztajna, Hermana Klajna oraz firma Kinberg i Wajs. Tysiące ich wyrobów eksportowano do krajów bałkańskich. Jeszcze po wojnie w branży tej pracowało ponad 600 osób.
Żydowskim był cały tarnowski przemysł konfekcyjny, na który składało się w latach dwudziestych ponad 60 przedsiębiorstw. Dla jasności trzeba dodać, że były wśród nich zakładziki zatrudniające zaledwie kilka osób, w tym rodziny właścicieli. Pośród tych zakładów istniały 32 przedsiębiorstwa krawieckie, 5 konfekcji damskiej, 10 kapeluszniczych, 7 bieliźniarskich, 3 gorseciarskie.
Przemysł konfekcyjny, duma żydowskiego przemysłu w Tarnowie miał bogatą historię, u której początku stała Rajzla Rubin. W połowie dziewiętnastego wieku zajmowała się skupem starej odzieży, którą z czasem zaczęła sprowadzać z Budapesztu. Około 1860 r. sama zaczęła szyć spodnie i bluzy cajgowe, sprzedając je hurtowo. Zatrudniając licznych zięciów i synów, ta przedsiębiorcza kobieta w ciągu półwiecza działalności zorganizowała rozwinięty przemysł, zatrudniający przed 1939 r. setki ludzi.
Takie firmy jak Zelig Faust, Markus, Dawid Feld, A. L. Sztajner – docierały ze swoimi towarami po krańce monarchii austro-węgierskiej. Nowoczesna fabryka Szaula Brandsteattera przed I wojną światową była pierwszą firmą tarnowską na rynkach Serbii, Bułgarii i Turcji. Ten tarnowski przemysł podupadł w czasie kryzysu z początku lat trzydziestych. Liczba przedsiębiorstw w mieście zmalała, a większość firm zatrudniała już tylko po 2-4 osoby. Wtedy to zniknął zupełnie przemysł kapeluszniczy. Odbudowany w następnych latach, przemysł konfekcyjny zatrudniał przed wybuchem II wojny światowej ponad 3000 osób, nie licząc chałupników.

Bogactwo

Z Tarnowa i okolicznych miasteczek pochodziło wiele osób, które w dziedzinie nauki i kultury wyrośli ponad lokalny wymiar. Postacią mało znaną pośród chrześcijan, a raczej dziś zapomnianą był Mordechaj Dawid Brandstaetter, pisarz, poeta, zaliczany do grona ojców współczesnej literatury w języku hebrajskim. Jego utworzy przełożono za jego życia na angielski, rosyjski, niemiecki i jidisz. To jego wnukiem był Roman Brandstaetter, znany już jako polski poeta, krytyk i tłumacz.
Stąd wywodził się słynny we Wiedniu profesor anglistyki, tłumacz Szekspira Leon Kelner. Był autorem encyklopedii szekspirowskiej a z jego podręczników uczyli się studenci w całej Europie. Po jego śmierci imię Kelnera nadano jednej z ulic Wiednia. Józef Engel był znanym w świecie talmudystą. Za życia wydał 20 tomów interpretacji Pisma, pozostawił do wydania kolejne 90. Wybitnym historykiem był Ignacy (Icchak) Schipper, wykładowca judaistyki, historii gospodarczej, Cmentarz żydowski w Tarnowie z pomnikiem - kolumną ze zburzonej Synagogi Nowej / Fot. Adam Bartoszautor wielu do dziś uznawanych dzieł książkowych i setek artykułów. Inny historyk – to Baron Salo, znany głównie w Stanach Zjednoczonych. Katedrę na Columbia University w Nowym Jorku objął po nim inny tarnowianin Zwi Ankori (Wróbel). To stąd pochodził Adolf Rudnicki (Aaron Hirszhorn) – pisarz, tu żyli wybitni artyści – Aleksander Plutzer (malarz), Dawid Beker, Abba Fenichel, Henryka Kerner (rzeźbiarze).
Był to ważny ośrodek życia politycznego. Tu żyli współpracownicy Teodora Herzla – Leon Kelner, Abraham Salz, Chaim Najger. Stąd pochodzili haluce - założyciele jednego z pierwszych osiedli pionierskich w Palestynie, wioski Mahanaim w Galilei (1898).
Niezbyt lubianą postacią był socjalista, a potem komunista Karol Sobelson. Kiedy jednak jako Karol Radek został bliskim współpracownikiem Lenina i redaktorem Prawdy i Izwiestii, poczęto się szczycić takim krajanem.
Żydowski Tarnów, to jednak przede wszystkim Żydzi religijni. Wszelkich odcieni i różnych form ortodoksji. Od wyemancypowanych syjonistów, którzy dla zachowania więzi z resztą społeczności żydowskiej bodaj raz w roku w Jom Kippur odwiedzali synagogę, poprzez postępowych maskilów modlących się w nowoczesnej bóżnicy Tempel (ul. Anny), po zwykłych religijnych Żydów, dla których miejscem modłów była ogromna synagoga Nowa (Jubileuszowa, im. Franciszka Józefa przy ul. Nowej) i w końcu – tych pewnie było najwięcej – cała rzesza chasydów wszelkich odcieni i kierunków, wyznawców cadyków z całego terytorium Rzeczpospolitej. Dominowali pośród tej rzeszy naturalnie chasydzi sądecko-bobowscy. Straszliwie skłóceni z sadogórskimi. Pomniejsze grupy modliły się bóżniczkach dzikowskiej, bojanowskiej, ostrowieckiej, bełzkiej, bielskiej i innych, już nawet we wspomnieniach zapomnianych.

Symbioza

Nie sposób w takim wystąpieniu opisać szerzej ten dawny żydowski Tarnów. Niechaj te kilka obrazków wystarczy, jako szkic tamtego minionego świata. Świata, który po zagładzie tak wspominał w Tel-Avivie ostatni przewodniczący tarnowskiej gminy żydowskiej Abraham Chomet: Bima - pozostałość po Starej Synagodze w Tarnowie / Fot. Adam Bartosz
Być może, że było to jedyne miasto w Rzeczypospolitej, w którym w Radzie Miejskiej obywatele różnych narodowości i religii pracowali w pokoju i harmonii dla dobra ogółu. Wystarczy wymienić, że preliminarz budżetowy na lata 1930-31 referował radny Szlomo Goldberg. W tym budżecie ustalone zostały subwencje dla różnych kulturalnych i społecznych instytucji na sumę 80 000 zł. Z tego 56 % dla instytucji katolickich, 44% dla żydowskich. Przy tym dla każdej grupy narodowościowej osobno pozostawiono prawo podziału tych subwencji.
Czy potrafimy sobie wyobrazić, jak by te relacje układały się dziś – gdyby nie zagłada tej połowy tarnowskiej społeczności?

Projekt Mezuza
Komitet Opieki nad Zabytkami Kultury Żydowskiej w Tarnowie


Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.