Facebook Google+ Twitter

Mgnienie. Sny Złotowłosej Elfki

Jolanta Maria Dzienis wydała, długo oczekiwany przez przyjaciół, tomik urokliwych wierszy. Nosi tytuł "Mgnienie", ale z pewnością będzie cieszył miłośników poezji znacznie dłużej.

 / Fot. Skan AKP
Nie wiemy, kiedy objawiła się nam Ismogena. Czy przypłynęła w zapachu majowych jaśminów, czy spadla z rojem sierpniowych Perseidów, czy wychyliła się spod październikowego kobierca liści, czy też przygnała ją grudniowa śnieżyca. Nie wiemy, nie pamiętamy. Zabłysnęła niczym iskra na jakimś portalu internetowym. Kliknęliśmy i... polubiliśmy.
Urzekła nas jej poezja, poezja jakiej dzisiaj nikt już nie pisze. Bo nikt tak pisać nie potrafi. Poza Ismogeną. Poezja delikatna, sentymentalna, nostalgiczna, ukazująca wielorakość wzruszeń i wrażeń. Czasami staroświecko manieryczna, z archaizmami z epoki romantyzmu i Młodej Polski, nawiązująca świadomie, a może podświadomie do mistrzów.
Nie wiemy też, nie pamiętamy, jakimi drogami zbliżyliśmy się do siebie, ale było to niewątpliwie zbliżenie wyjątkowo odkrywcze, bardzo poznawcze, niezwykle wzbogacające. Drobne komentarze i sporadyczne posty szybko przerodziły się w trwałą korespondencję, w trakcie której namówiliśmy Ismogenę do wydania własnego tomiku wierszy.
A wierszy przez lata nazbierało się całkiem sporo: od dziewczęcych, nieco naiwnych, egzaltowanych, jak wszelkie najwcześniejsze porywy serca, po utwory dorosłe, bo i w wieku dojrzałym powstałe, jednak zawsze bogate w młodzieńczy entuzjazm.

Co jeszcze nas zbliżyło? Umiłowanie baśni, legend, sag, klechd, mitów, podań wierzeniowych. To one nas wiele lat temu pchnęły w stronę badań demonologicznych, zaś Ismogenie przyniosły fascynacje i inspiracje.
To ze skandynawskich sag wywodzi się niebieskooka wróżka o płowych włosach, której imię obrała sobie Ismogena za pseudonim. Istota zwiewna, płocha, ulotna jak marzenia, jak sny, jak poezja.

Bo poezja się Ismogenie śni. Kiedyś zapytana o praprzyczynę pewnej ballady, odpowiedziała spontanicznie:
Jak powstała ta ballada? Przyśniła mi się. Recytowałam ją. To stałam na środku sceny, to błądziłam w lesie i przedzierałam się przez chaszcze... Diabelnie plastycznie czułam wszystko tak, jakby to działo się naprawdę. Gdy się obudziłam, pamiętałam dokładnie tylko początek i koniec wiersza. Usiadłam i odtworzyłam całość, jak najrzetelniej potrafiłam. Później, z kartką w ręku, przemierzyłam otchłanie Internetu, szukając, czy czegoś podobnego przypadkiem nie przeczytałam. Ale nie, to był tylko impuls mojej podświadomości, dającej mi sygnał, że już znowu MOGĘ pisać. Gwoli ścisłości to był pierwszy, nie licząc drobiazgów dla córki i jednej chwili zapomnienia („To ta dziewczyna”), wiersz po dwudziestu latach milczenia.

Niektóre wiersze Ismogeny zawierają ładunek osobistych, głęboko intymnych i dla postronnego odbiorcy nieczytelnych, nieuchwytnych doznań. Gdy zwróciliśmy jej uwagę, że „piosenka raczej nie lśni”, odparła z emocjonalną pewnością:
Oj, lśni, i to jak! Gdy mój młodszy Brat umierał, a ja mu śpiewałam, trzymając za rękę, gdy widziałam, jak zasypiając, uspakajał się, uśmiechał do mnie leciutko, cały świat przestawał tonąć w czerni, naprawdę rozbłyskiwało w nim światło. Nadzieja nie umiera, banał, ale tak jest! To nawet nie synestezja, chociaż - abstrahując - zdarza mi się słyszeć dźwięki kolorów, a nie tylko czuć ich „indywidualną” temperaturę.

Współpraca z Ismogeną nad niniejszym tomikiem nie należała do łatwych. Okazało się, że nie jest łagodną, zwiewną Elfką, ale raczej czarownicą, wiedźmą, może nie złośliwą, ale upartą i odważną.
Wiem, jak to jest, gdy ci burzą wizję. W pierwszym odruchu protest, ale potem chwila zastanowienia, czy na pewno mam rację. Analizuję i albo się zgadzam na zmiany albo tłumaczę, dlaczego odmawiam wprowadzenia poprawek. I to wcale nie jest wyjaśnianie, „co autor miał na myśli”, bo często nie miał niczego. Nie potrafię chodzić z pomysłem i cały czas go szlifować, upiększać, czy - jak to bywa w wierszu białym u części współczesnych twórców - udziwniać. U mnie jest moment, impuls; gdy nadchodzi, siadam, piszę... i... skończone. Jeżeli nie uda mi się zapisać, albo ktoś mi przerwie, wówczas to, co minęło, nie wróci i wiersz nie zostanie nigdy napisany. Najwięcej usterek znajduję w swojej prozie. Poprawiam dyskretnie, jeśli to tylko możliwe.

Pozwólmy Ismogenie jeszcze przez chwilę snuć wspomnienia. Któż bowiem, jak nie ona sama, najładniej, najdokładniej wyjaśni potrzebę i przesłanie swojego pisania:
Pytałeś mnie kiedyś Adasiu, kiedy zaczęłam pisać... To nie takie proste. Odkąd pamiętam, zawsze rymowałam, wszystko mogło być wdzięcznym źródłem do zanucenia czegoś przy zabawie. W dzieciństwie skacząc po kałużach, które przyniósł deszcz, mruczałam pod nosem, a za mną całe „podwórko”: „Kiedy skaczę po kałużach w domu będzie straszna burza!”.
Pierwszy poważniejszy wierszyk ułożyłam w klasie czwartej podstawówki, gdy „dostaliśmy” po raz pierwszy nauczycieli do wszystkich przedmiotów, w tym „panią od polskiego”. O czym napisałam? Spójrz:

Chmury
Gdy spojrzę na niebo i zobaczę chmury,
To myślę, że nimi załatano dziury.
Chmury to łatki, a słońce jest krawcem,
Użycza niebu promieni na nici,
Których nie rozerwę największym latawcem...

Kiedy zaś zakochałam się „na zabój” w pierwszej klasie liceum, rzęziłam lirycznie:

Samotność
Moja samotność nosi twe imię
Nigdy się o tym nie dowiesz
Nie będziesz świadom
Że chwila każda bez Ciebie
Była mi piekłem...
I tak dalej, i tym podobnie...

A co potem?
To już zupełnie inna historia...

Teraz, na dobranoc, zamiast bajki, opowiem Ci o swoim pierwszym spotkaniu z Bałtykiem. Nie muszę sobie niczego przypominać, pamiętam to dokładnie, chociaż zdałam wtedy do piątej klasy, czyli miałam jedenaście lat.
Po długiej, nader nużącej podróży z trzema przesiadkami, dotarliśmy do Jastrzębiej Góry.
Przywitała nas gęsta mżawka i porywisty wiatr. Jeżeli myślisz, że to zatrzymało mnie pod dachem, to się mylisz! Zmęczeni rodzice woleli odpocząć, ale wabiona głośnym szumem i słono-gorzkim zapachem, podbuntowałam brata i zgodnym chórem wyjęczeliśmy przyzwolenie na krótki spacer. Obiecałam, że tylko zobaczymy morze i wracamy!
Dom wczasowy stał o kilka kroków od brzegu klifu, toteż zaledwie kilka minut zajęło nam dotarcie do drewnianych stopni, wiodących ponad dwadzieścia metrów w dół.
Biegłam przodem, więc zanim rodzice z bratem dotarli do połowy schodków, ja już byłam na plaży. Pędząc z góry chłonęłam widok srebrzystoszarej, wzburzonej, walącej z pienistymi rozbryzgami o brzeg, ogromnej masy wodnej. Teraz miałam ją niemal u stóp. MUSIAŁAM jej dotknąć! Natychmiast!

Ruszyłam w stronę morza, a ono wyszło mi na spotkanie. Nie wiem jak i dlaczego, ale w moją stronę runęła ogromna ściana ciemnoszmaragdowej wody. Ktoś krzyknął ostrzegawczo, lecz zanim się zorientowałam, już mnie pochwyciła i wywróciła. Miałam wrażenie, że cofając się, zabiera mnie ze sobą, więc z całej siły wbiłam dłonie w piasek. Kiedy się podniosłam, z początku na czworaki, a dopiero potem na nogi, dobiegli do mnie rodzice. Odciągnęli mnie od wody; brat, nie zważając na to, że jestem caluteńka mokra, rzucił mi się na szyję.
Rozprostowałam zaciśnięte, pełne piasku palce... W lewej dłoni trzymałam niezwykły kamień. Na pierwszy rzut oka przypominał skamieniałą muszelkę, po jakimś czasie stwierdziłam, że to raczej skamieniały wewnątrz muszli piasek. Mam ten powitalny dar od Bałtyku do dziś. Niezwykły!
A mnie na całe życie pozostał ogromny sentyment do mórz i oceanów... Bez względu na pogodę, mogę bez końca wędrować ich brzegami. To nigdy nie jest monotonne i w żadnym wypadku mnie nie znudzi.
Taka już jest Ismogena. Zachłanna, spontaniczna, nigdy niesyta wrażeń i nigdy nieznużona odkrywaniem piękna.
Piękna krótkotrwałego, ulotnego jak letnie mgły, jak dziecięce baśnie, jak młodzieńcze wspomnienia. Piękna poetyckiego, trwającego jedynie przez chwilę. Przez mgnienie! A jednak niemijającego bezpowrotnie, bowiem zapisanego w jej wierszach i snach.

Ismogeno! Będziemy śnić Twoje wiersze.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Świetna recenzja, czyta się jak poemat. Gratuluję autorce tak pięknych wrażliwych wierszy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dedykuję Elce i wrażliwym Czytelnikom fragment mojego tekstu:
Jak rześko jest żyć i kochać

Po majowej burzy mokry jest
Każdy zapach

Jak rześko jest oddychać
Wśród mokrych brzóz

Ulewa nie ugasi uczuć
jak kwiaty po deszczu
Rozkwitają zawsze na nowo

Komentarz został ukrytyrozwiń

W wierszach nawet piosenka lśni, a nie tylko dźwięczy. "Czarujące i bajkowe wiersze", dobra recenzja. Autorkę tych wierszy jakbym spotkał - pokrewna mi dusza.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo wrażliwa osóbka, z autorki tomiku.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.