Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

16194 miejsce

Miałeś rację, Feliksie, to musiało się tak skończyć!

Skromnie umeblowany pokój, dwa fotele, biurko pod oknem, tapczan, w rogu regał z książkami, kilka obrazów w ciemnych ramach. Żadnych oznak dobrobytu. To gdańskie mieszkanie pana Konrada Folkiewicza.

Konrad Folkiewicz - Świnoujście, kwiecień 1977 roku / Fot. Ze zbiorów rodzinnych Konrada Folkiewicza. Repr.Adam SobalKiedyś podczas spaceru po parku oliwskim natknęliśmy się z ojcem na siwowłosego mężczyznę siedzącego w jednej z cienistych alejek. W papierowej torebce miał łuskane orzechy laskowe, którymi karmił wiewiórki kręcące się u jego stóp. Gdy podeszliśmy bliżej, mężczyzna natychmiast poznał mojego ojca, wstał i nim się spostrzegłem szerokim gestem wyciągnął w moim kierunku dłoń na powitanie. W taki oto sposób, mając lat 10, zostałem oficjalnie przedstawiony panu Konradowi Folkiewiczowi. Od tamtej chwili minęło sporo lat. Dopiero w 2002 r. dojrzała we mnie myśl, by poznać bliżej tego człowieka. Zaprosiłem go wtedy na wspólny spacer, ale odmówił, tłumacząc się wiekiem. W zamian zaproponował towarzyską partyjkę szachów z „domieszką dobrego domowego wina”. Nie spodziewałem się, że nasze spotkanie przeciągnie się do późnych godzin wieczornych.

Rodzice


Feliks Folkiewicz i Emma Troodt pobrali się w 1923 r. i zamieszkali w gdańskiej dzielnicy Oliva przy Lützowstrasse 25. On pochodził z Kaszub, ona - z Karlsrode w Prusach Wschodnich. Feliks czuł się w miarę swobodnie w niemieckojęzycznym Gdańsku mimo, że oficjalnie deklarował polskie pochodzenie. Tylko czasem w pracy naśmiewano się z jego „kaszubskiej niemczyzny”. Natomiast Emma zdecydowanie hołdowała tradycji niemieckiej, podkreślając na każdym kroku jej zalety. W 1924 r. przyszedł im na świat syn, któremu dali na imię Konrad.

Wychowanie


Początkowo wychowaniem Konrada zajmowała się wyłącznie matka. Jednak, gdy tylko chłopiec wyszedł z wieku niemowlęcego, również ojciec zaczął poświęcać mu każdą wolną chwilę. Chodzili na długie wspólne spacery nad morze i do parku przy Katedrze, a zimą korzystali ze ślizgawki na pobliskim stawie młyńskim lub wdrapywali się z sankami na wzgórza morenowe w poszukiwaniu dogodnych tras zjazdowych. Podczas tych spacerów ojciec opowiadał synowi o swoich rodzinnych stronach. W wyobraźni dziecka rysował pofałdowane kaszubskie krajobrazy pełne zieleni i jezior oraz opisywał bogate tradycje ludowe tego terenu, doszukując się w nich polskiego rodowodu. Matka z kolei snuła wieczorami opowieści o ukochanych Prusach. W jej relacjach najczęściej pojawiało się słowo „heimat”, które ucieleśniało szacunek dla tradycji i miłość do stron rodzinnych.

Tak więc Konrad wzrastał w harmonijnej atmosferze polsko-niemieckiej do momentu, gdy któregoś dnia wcześniej wrócił z podwórka i przypadkiem podsłuchał rozmowę rodziców. Matka podniesionym głosem domagała się od ojca zmiany nazwiska na bardziej niemiecko brzmiące, argumentując to dobrem dziecka. Tłumaczyła, że czasy, w których żyją, są niepewne, a całkowita dominacja Niemców na terenie Wolnego Miasta Gdańska jest tylko kwestią czasu. Nie kryła zresztą zadowolenia z tego faktu. Powstała niezła awantura, ale ojciec w tej kwestii pozostał nieubłagany. W jego głowie nie mieściło się, aby wielopokoleniowa polska tradycja jego rodu miała zakończyć się nagle z tak błahego powodu. Uważał, że status gdańszczanina, jaki posiadał, stanowi dostateczne zabezpieczenie dla jego najbliższej rodziny. W duchu liczył, że wszystko samo się jakoś ułoży.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (12):

Sortuj komentarze:

Ciekawa histria pięknie opowiedziana.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 12.07.2009 21:02

Historia bez happy endu... Źle się los obszedł z Twoim bohaterem Adamie, o którym "tak po prostu" nam opowiedziałeś, a poruszyłeś emocje...
Zapalam gwiazdki :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Sławo,... tak! - Wiktor Zin, dodam Szymon Kobyliński, Aleksander Krawczuk, muzycznie Maciej Niesiołowski, Bogusław Kaczyński.... i wielu jeszcze - wspaniałych ....

Adamie, swoimi opowieściami wpisujesz się w "gatunek" tych powszechnie cenionych i podziwianych osób. Twoja skromność, kultura, nieśmiało protestują..., ale to my, czytelnicy
oceniamy .... i dziękujemy :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 16.06.2009 13:16

+

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czy widział ktoś takie rzeczy, by Ludzie od których uczę się dopiero jak piórem po papierze wodzić, pochwały mi tylko czynili, jakby ich rola była tu niewidoczna? Dlatego z tego miejsca oświadczam, że matkami i ojcami mojego pióra są tak wspaniali ludzie ja p.Stenia, p.Magda, p.Beata, p.Ewa, p.Marek, p.Wojciech i wszyscy im równi. Gdyby nie ich wzory niedoścignione, nigdy był TU nie zaistniał. Dziękuję.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 16.06.2009 11:28

Mogę już tylko powtórzyć za Panią Stenią: Twoje artykuły nie tylko odwołują się do emocji, sentymentów, ale mają charakter poznawczy - uczysz historii. Forma w jakiej podajesz skomplikowane stosunki narodowościowe w Wolnym Mieście Gdańsku, z pewnością zainteresuje ludzi nie pasjonujących się przeszłością. Zawsze czytam Cię pełen podziwu a i z wielką radością i przyjemnością!
Chylę czoło, Adamie!!! Marr

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kochani, z miłym przejęciem czytam wasze komentarze. Są zawsze mądre i pełne zrozumienia tematu. Uważam, że o zawiłych ludzkich losach można rozmawiać godzinami i zawsze z tej rozmowy wypływa morał wart zapamiętania. Bo historia świata przypomina przejmującą pieśń dobiegającą gdzieś z odległej przeszłości, która brzmi donośnym wielogłosem minionych pokoleń. Szkoda tylko, że tej przejmującej i pouczającej pieśni nie wszyscy chcemy słuchać uważnie.

Piotrze, ul. Lützowstrasse obecnie nosi nazwę Poznańska i mieści się w gdańskiej dzielnicy Oliwa, w jej wschodniej części. Na tej ulicy się wychowałem, dlatego chętnie sięgam pamięcią do ludzi, których miałem okazję tam poznać. To jest taki mój lokalny patriotyzm miejsca i czasu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Interesujące. Warte przeczytania, zaczytania się i refleksji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

My, mieszkający od lat w Gdańsku, wiele takich historii znamy.
Znamy ludzi, miejsca, podobne wydarzenia, które tak pięknie opisujesz.
Twoje artykuły nie tylko odwołują się do emocji, syntymentów, ale mają charakter poznawczy -
uczysz historii. Forma w jakiej podajesz skomplikowane stosunki narodowościowe w Wolnym Mieście Gdańsku, z pewnością zainteresuje ludzi nie pasjonujących się przeszłością.
Chylę czoło, Adamie!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Adamie , jak zwykle napisałeś interesujący tekst. Smutna , pełna refleksji historia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.