Facebook Google+ Twitter

Miasta Flandrii. Gandawa

Bogate w zabytki, ulubione przez turystów miasto leży w północno-zachodniej Belgii. Okres świetności Gandawy przypada na XIV i XVI wiek. Obecnie jest miastem uniwersyteckim, liczącym 250 tys. mieszkańców.

Gandawa / Fot. http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Gent_vanuit_Meestentoren1.JPGW Gandawie byłam raz i to bardzo dawno temu. Był to jeden z moich pierwszych wyjazdów na Zachód Europy. Zatrzymałam się u znajomych w Brukseli, którzy pracowali od rana do wieczora, radziłam więc sobie sama. Pod koniec miesięcznego pobytu, gdy już prawie nie miałam pieniędzy, ich młody sąsiad zaproponował mi wycieczkę do Gandawy. Podobnie jak ja, do bogatych nie należał. Utrzymywał się z alimentów, które dostawał od ojca. Skwapliwie przyjęłam jego zaproszenie. Pozostało zorganizowanie wyjazdu. Dla oszczędności postanowiliśmy jechać autostopem. Kupiliśmy 2 bagietki i pudełko sera camember i ruszyliśmy za miasto szukać okazji. Po drodze usłyszałam, że nie powinnam mówić po francusku, bo Flamandowie są ograniczeni i pełni uprzedzeń, i że mogą nas źle potraktować. On zna flamandzki, chociaż jest Walonem, powinnam zdać się na niego.

Dowiedziałam się wtedy, że w Belgii tablice rejestracyjne samochodów nie wskazują miasta, z którego pojazd pochodzi, bo mógłby zostać zniszczony przez obywateli z innego wrogiego regionu. Na dowód głupoty Flamandów opowiedział mi o nich następujący dowcip: "Jedzie sobie Flamand, ze swoją żoną Flamandką autostradą z Brukseli do Gandawy. Włącza radio i słyszy komunikat. Uwaga kierowcy! Na autostradzie z Brukseli do Gandawy pojawił się jakiś wariat, jadący pod prąd! Flamand rozejrzał się i mówi do żony. Dobre sobie. Jakiś wariat… Przecież są tu ich setki…"
Gandawa / Fot. http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Korenlei_22-04-2008_18-31-04.JPG
Na początku zastosowałam się do wskazówek młodego człowieka, ale mój cicerone nie był zbyt zaradny, więc po godzinie wzięłam sprawy w swoje ręce. Na znalezionej tekturze napisałam szminką cel naszej podróży: Gant po francusku i Gent po flamandzku. Poprosiłam mojego towarzysza podróży, żeby się nie odzywał w żadnym języku i zdał się na mnie. Nie minęło 5 minut, jak mknęliśmy autostradą do Gandawy i wcale nie pod prąd.

Starszy sympatyczny pan, który nas wtedy wiózł swoim luksusowym samochodem, pamiętał wojnę i generała Maczka. O Polakach mówił z szacunkiem, a o samym generale z podziwem i entuzjazmem. Ucieszył się, że może porozmawiać z Polką. W Gandawie zaprosił nas na szklaneczkę, ale odmówiliśmy, żeby mieć więcej czasu na zwiedzanie. Do dziś tego żałuję.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Napisałam o Gandawie, gdyż nie nie jest wśród naszych dobrze znana. Jest to bardzo ładne miasto, o ciekawej historii. Ma bogate zbiory malarstwa, o których jedynie czytałam. Bardzo chciałabym tam wrócić. Wiedziałabym czego szukać.
Lubię małe kraje i małe miasta. Na miasteczka belgijskie można przeznaczyć po jednym dniu i nieźle je poznać. Odległości są niezbyt duże. Można przemieszczać się pociągiem. Wydaje mi się, że nie jest tam aż tak drogo, jak we Francji czy Włoszech.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja też bym żałowała do dzisiaj Pani Krystyno. Pewnie dużo by Pani ten człowiek opowiedział.
Wspaniała relacja i fajnie się czyta:) Dziękuję bardzo i jak zwykle Panią pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Następna ciekawa relacja. Z przyjemnością się czyta :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.