Pozycja materiału w rankingach:
Taksówka mknie przez nocny Erywań. Opuszcza centrum i zjeżdża w kręte uliczki. Wszystkie są takie same - kamienne murki, blaszane płoty, szare betonowe ściany. Pędzimy raz w górę, raz w dół, zakręt za zakrętem.
Ta sama Ormianka, kilka dni później, podprowadza naszą międzynarodową grupę pod katedrę świętego Grzegorza, największy kościół w Armenii. Wychodzimy z metra i naszym oczom ukazuje się olbrzymia katedra. Oddziela nas od niej jezdnia, po trzy pasy w każdym kierunku. Ormianka nie przejmując się, że prowadzi ze sobą kilkanaście osób, rozpoczyna akcję przeprawy przez ulicę. Zaznaczam, że nie jest to na przejściu dla pieszych! Sarnim skokiem znajduje się za pierwszy pasem ruchu i tam pozostaje dobrą chwilę, czekając na niewielką lukę między pędzącymi samochodami. Wtedy ponawia skok przez następny pas. Tu bynajmniej pieszy na jezdni nie sprawia, że auto się zatrzyma lub przynajmniej zwolni. Po pewnym czasie znajduje się na środku jezdni, a potem przebywa pasy w drugim kierunku. Patrząc jak oniemiali, że nie ma zamiaru czekać na nas, ruszamy przed siebie w podobny sposób. Najskuteczniejsza okazuje się metoda praktykowana, według mnie, przez Ormian o najsilniejszych nerwach. Wystarczy zamknąć oczy i spokojnie iść przed siebie na drugą stronę. Nikt nie zwolni, ale będą cię omijać łukiem.Zobacz także:
Sortuj komentarze:
Krzysztof Krzak 29.05.2009 15:31
Bardzo ciekawy artykuł . Na 5 po prostu.
Happening po japońsku - artysta nakarmił gości swoimi genitaliami
(odsłon: +7309)