Facebook Google+ Twitter

Miasto kontrastów. Mój Erywań

  • Anna K.
  • Data dodania: 2009-05-28 17:22

Taksówka mknie przez nocny Erywań. Opuszcza centrum i zjeżdża w kręte uliczki. Wszystkie są takie same - kamienne murki, blaszane płoty, szare betonowe ściany. Pędzimy raz w górę, raz w dół, zakręt za zakrętem.

W centrum powstaje "dzielnica biznesu". / Fot. Anna L. KaliszewskaTaksówkarz zaczyna sprawiać niepokojące wrażenie, jakby czegoś szukał. Zatrzymuje się przy jakiejś bramie, cofa, a potem znów jedzie do przodu. Nie znamy miasta, ale własny hostel przecież poznamy, nawet o tak późnej porze. W końcu kierowca daje nam do zrozumienia, że mamy wysiadać, bo to chyba ten numer. Numer może i ten, ulica nie ta! Zaczynamy tłumaczyć, gdzie mieszkamy, co jest tym trudniejsze, że nie znamy nazwy ulicy i nie mówimy po rosyjsku. A taksówkarz włada tylko tym językiem, poza swoim ojczystym oczywiście.

W chwili olśnienia przypominamy sobie nazwę końcowej stacji metra. Stamtąd chodziliśmy do hostelu na nogach. Po serii pojedynczych rosyjskich słów i bogatej gestykulacji zostaje ustalone, że taksówkarz wie, gdzie owa stacja metra jest, a stamtąd już my go pokierujemy. Po chwili widzimy znajome uliczki i już jesteśmy na miejscu. Zapłata nie przekracza ustalonej wcześniej kwoty, będącej równowartością ośmiu polskich złotych. Myślę w tym momencie o ojczystych taksówkach i nocnych powrotach do domu. Takiej ceny za rajd po Krakowie bym nie zapłaciła. No chyba, że jechałabym do domu spod pubu na własnej ulicy.

Let it be...



To mój pierwszy wieczór w Erywaniu. Wraz z przyjaciółmi uczestniczę w międzynarodowym projekcie. Towarzyszą nam przedstawiciele innych nacji. Nasi gospodarze, Ormianie, zainicjowali wieczorne wyjście do pubu, ku mojemu rozczarowaniu noszącego dumną nazwę The Beatles i urządzonego na zachodnią modłę. No tak, dla nich to może egzotyka, ale dla nas? Z głośników płynęło żwawe Yellow Submarine, a ze ścian spoglądali na nas spod ciemnych czupryn chłopcy z Liverpoolu. Ceny piwa przewyższały te na krakowskim rynku w letnim sezonie. Czyżby to była specjalna taryfa dla turystów? W końcu karta napojów była po angielsku Zmęczeni podróżą i znudzeni nocnymi rozmowami wyruszyliśmy powrotem do hostelu, taksówką zamówioną przez jednego z gospodarzy. Długo tłumaczył kierowcy, gdzie ma nas zawieźć. Jak widać nieskutecznie.

Tania okazja, świeże mięso polecam!



Następnego dnia spacer po Erywaniu rozpoczynamy od targu. Nie jest to wprawdzie najbardziej znany plac targowy w mieście, ani zabytkowa hala, licznie odwiedzana przez turystów. To zaledwie ciąg straganów ulokowanych wzdłuż ulicy. Wzrok przyciągają kolorowe przyprawy w dużych pudłach, usypane w malownicze, kolorowe kopki. Na straganie obok piętrzą się kurze nogi. W wielkim kartonowym pudle, lekko zeschnięte z wierzchu filety. Kawałki czerwonego mięsa tworzą natomiast wielką stertę na ladzie, za którą przysypia potężny sprzedawca. Nie, tam nigdzie nie ma lodówki... Myśląc, że tak przechowują tutaj żywność, zaczynam mieć opór przed pójściem do restauracji.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Bardzo ciekawy artykuł . Na 5 po prostu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.