Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

18779 miejsce

Miasto. Masa. Maszyna. „Deliryczny Nowy Jork”

Trudno uwierzyć, że Manhattan, najgęściej zaludniony okręg Nowego Jorku, był kiedyś wyspą, po której Indianie swobodnie cwałowali na koniach, drzewa rosły bujnie a liczne rzeki przecinały falujące na wietrze gęste połacie traw.

 / Fot. J. LepiorzTo wszystko zmieniło się w roku 1624. Biały człowiek podporządkował go bowiem swojej wielkomiejskiej koncepcji tak ściśle i brutalnie, że oglądając współczesną odsłonę tego miejsca można w ogóle zwątpić w istnienie przyrody.

O tym właśnie zawłaszczeniu sobie świata natury i wszystkich tego konsekwencjach opowiada nam Rem Koolhaas w swoim „Delirycznym Nowym Jorku”. Na tej właśnie podstawie – pragnieniu życia w miejscu od początku do końca stworzonym przez człowieka, wewnątrz iluzji i fantazji – ten teoretyk architektury opiera swój retroaktywny manifest dla Manhattanu, ten bowiem okręg jest tu głównym bohaterem. To od niego rozpoczął się wielki eksperyment testowania na masach wielkomiejskiego stylu życia. Manhattan stał się laboratorium nowoczesności, którą potem z wielką energią i entuzjazmem przejęło całe miasto.

Autor widzi w pozornie poszatkowanym i pełnym architektonicznych monstrów Manhattanie spójność i logikę. Dowodzi, że jest on materialnym odzwierciadleniem przeobrażeń ludzkiej myśli, marzeń, pragnień i potrzeb, napędzanych prężnie rozwijającą się w początkach XX wieku techniką. Jego uporządkowana siatka alei i ulic, dająca w efekcie 2028 równych kwartałów to hołd dla utylitaryzmu oraz pole do popisu dla rozwoju gospodarki.

Manhattan ma też jednak swoje ograniczenia. Otoczony przez wodę, nie może rozrastać się na boki. Pozostaje mu więc zaanektować sobie to, co nad ziemią, strzelającymi wysoko w górę wieżowcami. Są one manifestacją pragnienia replikowania ograniczonej przestrzeni. Konstruktorzy o wielkich ambicjach prześcigają się w ilości pięter i sposobach na ich zagospodarowanie. Budowle, które „nie powinny stać, a jednak stoją”, wewnątrz siebie mieszczą osobne światy, rządzone własnymi zasadami.

Ale nawet wieżowce w pewnym momencie przestają wystarczać. Na ich dachach nadbudowuje się wieże, aby jeszcze bardziej zachwycać i zamykać w betonowe ściany i żelazne szkielety jeszcze więcej przestrzeni. Przestrzeń zamknięta to przestrzeń opanowana przez człowieka, gotowa spełniać jego fantazje, dawać mu iluzję życia innego, niż to, które panuje na wąskich, zatłoczonych ulicach. Budynki stają się autonomicznymi wyspami, pomiędzy którymi przepływają ludzkie masy.

Najpierw Manhattan, a wkrótce cały Nowy Jork staje się nową przestrzenią życia dla nowego człowieka. Od momentu założenia Nowego Amsterdamu przez holenderskich kolonistów, pojęcie nowości, rozumianej jako odcięcie się od tego co było, rządzi tutejszą filozofią. Ta nowość fascynuje i przyciąga uwagę całego świata. Oto bowiem człowiek zdołał „zlikwidować naturę” i stworzył dla siebie enklawę nowoczesności, która przeobraża się szybciej, niż ktokolwiek zdołałby to opisać i zanalizować.

Biorąc do ręki niemal 700-stronicowy tom obawiałem się nieco fachowego języka z dziedziny architektury, odstraszających zestawień danych, niezrozumiałych teorii i skomplikowanych planów zabudowy. W skrytości ducha liczyłem jednocześnie na to, iż na tych kartkach uchwycony zostanie niepowtarzalny duch Nowego Yorku, tajemny zalążek jego wyjątkowego charakteru, kiełkujący pośród wąskich alei i ulic. Chciałem się dowiedzieć, dlaczego Alicia Keys z takim przekonaniem śpiewa o nim: „Concrete jungle, where dreams are made of”.

Miałem szczęście. Moje obawy się rozwiały a oczekiwania spełniły, i to z nawiązką.

Język książki jest zarówno fachowy jak i literacki, miejscami pełen poetyckich metafor. Mimo, że wiodącym tematem jest miasto, jego architektura, dla autora tak samo ważne jak formy z drewna, stali, betonu i szkła jest stojąca za nimi ludzka idea, proces narodzin nowego, nowoczesnego człowieka, którego są one namacalną manifestacją.

Szczególnie fascynująca jest historia przeobrażeń Coney Island, jako studium powstawania technologii fantastyczności. Obserwujemy jak na początku XX wieku jeden po drugim wyrastały tam parki rozrywki, wyposażone w najnowsze wynalazki techniczne na usługach ludzkich potrzeb, lęków i pragnień. To w swoim zamyśle miejsce wytchnienia od miasta, szybko stało się jeszcze bardziej duszne niż ono samo, dając skłębionym masom rzeczywistość pełną tandetnej iluzji i złudzeń. Co ciekawe, to właśnie z wielu wynalazków, pierwotnie stosowanych w parkach rozrywki czerpał potem Manhattan a po nim cały Nowy Jork.

Nowy Jork dzisiaj to wielokulturowy tygiel, bulgoczący od ciągłych zmian, miejsce narodzin wielkich idei, ale też brutalnej przemocy. Niejeden film czy serial przedstawia go jako miasto, w którym króluje zmysłowa przyjemność, wielkomiejski blichtr, kolorowy spektakl fabrykujący naprędce złudzenia i iluzję, dający zbawienne chwile ekstazy, ale także pustkę, która następuje potem.

Jeśli chcecie lepiej zrozumieć to wyjątkowe miejsce, z całym jego rozmachem i strzelającymi wysoko w niebo iglicami wieżowców, przeczytajcie „Deliryczny Nowy Jork”. Prześledzicie bowiem krok po kroku, jak rodził się zarówno geniusz jak i szaleństwo tego miasta.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.