Facebook Google+ Twitter

Miasto moje, a w nim... drewniana "Bitwa pod Grunwaldem"

Czy monumentalna płaskorzeźba "Bitwy pod Grunwaldem" stworzona przez artystę - amatora powinna być kupowana za pieniądze podatników? Czy taki zakup jest dobrym pomysł na promocję miasta? Zdania są podzielone.

Jan Papina - rzeźbiarz amator tworzy w podzielonogórskiej Ochli drewnianą płaskorzeźbę "Bitwy pod Grunwaldem" Jana Matejki... w skali 1:1 (4,2 na 10 metrów). Płaskorzeźbę struga od 5 lat, a ukończyć ją ma zamiar w 2010 roku, na 600 rocznicę Bitwy pod Grunwaldem. Papina mówi o sobie, że jest artystą nieprofesjonalnym, rzeźbi od lat 90., wykonał już "Bitwę pod Grunwaldem" w skali 1:3 i panoramę Zielonej Góry, która wisi w miejskim ratuszu.

W mieście o płaskorzeźbie zrobiło się głośno na początku tygodnia, gdy prezydent Zielonej Góry Janusz Kubicki wyszedł z inicjatywą kupna za miejskie pieniądze owego „dzieła” w cenie... 350 tys. złotych. Ma płacić po 5 tysięcy co miesiąc, do czasu ukończenia płaskorzeźby, a resztę po ostatnim uderzeniu dłutem. Do pomysłu sceptycznie podeszli miejscy radni, a także internauci.

Na początku monument wyceniono na 600 tys. zł, biorąc za przelicznik 50 zł za godzinę pracy i materiały. Płaskorzeźby nie poddano jednak ocenom specjalistów od kultury czy domu aukcyjnego, bo dzieło jest jeszcze nieukończone. Wytwór ten będzie chyba jedynym na świecie, dlatego władze miasta zakup traktują jako inwestycję w turystykę i kulturę.

Sprawa ma dwa aspekty: pierwszym jest sztuka. Czy to, co odtwórcze lub skopiowane możemy nazwać sztuką? Papina nie tworzy czegoś nowego w czystym znaczeniu tego słowa. Przenosi obraz Matejki na kilkutonowy kloc drewna za pomocą dłuta. Dla mnie ta płaskorzeźba, niewątpliwie robiąca wrażenie swoją wielkością, nie niesie ze sobą jakiegokolwiek symbolicznego znaczenia. Tym bardziej nie kojarzy się z Zieloną Górą. Gdyby „dzieło” zostało zakupione, należałoby też znaleźć na nie odpowiednie miejsce, zadbać o jego konserwację, co pociąga za sobą kolejne koszta. Może się okazać, że na jakiś czas „dzieło” wyląduje w bliżej nieokreślonej piwnicy. W końcu, co to za sztuka, która jest zawsze finansowana przez miasto? Miasto oczywiście powinno pomagać artystom w wyrażaniu swojej twórczości, ale pomysł z zakupem drewnianej "Bitwy..." może być niebezpiecznym posunięciem dla miejskiego budżetu. Może za chwilę pod urzędem pojawią się kolejni pseudoartyści ze swoimi wytworami i ofertą ich sprzedaży?

Miasto ma Uniwersytet z wydziałem artystycznym, muzeum z odrapanymi ścianami, które straszy turystów przechodzących Starówką, bo miejscowi do tego widoku się przyzwyczaili. O zgrozo, budynek obok muzeum, który wygląda jakby miał się za chwilę zawalić to... szkoła muzyczna.

Dziwi zatem postawa prezydenta, który chce kupić "Bitwę...", kierując się własną intuicją, bez rzetelnej wyceny dzieła w kategoriach estetycznych, a nie roboczo-godzinnych czy materiałowych. Co stanie się z "Bitwą...", gdy nie kupi jej miasto? Możliwe, że zostanie w drewnianej szopie na terenie skansenu w Ochli, czyli miejscu, w którym obecnie powstaje.

Trochę szkoda mi człowieka, który poświęca swój czas, pieniądze i umiejętności nie otrzymując w zamian nic oprócz krytyki. Ale cóż, nie każdy twórca musi być doceniany. Nie każdy prezydent musi znać się na sztuce, ale powinien znać się na gospodarowaniu publicznym groszem.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.