Facebook Google+ Twitter

Miasto od nowa, czy miasto na nowo?

Odbudowywać czy budować? Taką dyskusję wywołał ostatnio wywiad z Jarosławem Trybusiem, krytykiem architektury i wicedyrektorem Muzeum Warszawy. Pytanie bardzo potrzebne współczesnej Warszawie.

 / Fot. By Marcin Białek (Own work) [GFDL (http://www.gnu.org/copyleft/fdl.html) or CC BY-SA 4.0-3.0-2.5-2.0-1.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.Ostatnimi czasy zapanowała moda na historię Warszawy. Ogromnym powodzeniem cieszą się artykuły poświęcone tej tematyce, historyczne zdjęcia, odkryte gdzieś na strychach naszych dziadków i pradziadków. Warszawiacy chętnie uczestniczą w „kapeluszowych wycieczkach”, gdzie za drobny i dobrowolny datek przewodnik odkrywa przed nimi najciekawsze historie związane z miastem. To świetne inicjatywy i trzeba się cieszyć, że na nowo poznajemy historię naszego miasta. Ale z drugiej strony trzeba też uważać, by nie popadać w pułapkę myślenia, że to co przed wojną było piękne a teraz mamy brzydką Warszawę.

Od zakończenia wojny stoimy przed dylematem, którego nie rozstrzygniemy jeszcze przez długie lata. To dyskusja o Warszawie nieodbudowanej. Trwa spór o to, czy odtwarzanie historycznej zabudowy ma jeszcze sens, czy już nie.

Starówka i Zamek

Warto przeczytać http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34862,17298087,Jaroslaw_Trybus__Starowka_i_Warszawa_sa_lepsze_po.html chociażby po to, żeby poznać bliżej początek procesu odbudowy stolicy. Tak, jak opowiada wicedyrektor Muzeum Historii dzisiejsza Starówka nie jest efektem ślepego odtworzenia tego, co było przed wojną. Urbaniści „poprawili bieg ulic”, nie zagęszczali przesadnie zabudowy. Dzięki tym zabiegom, dziś to miejsce jest wizytówką Warszawy, podczas gdy przed wojną, było jedynie jej biedną częścią. Musiało się udać, skoro mimo, że postawiona od nowa została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Cała Warszawa buduje…

Podczas gdy na przedwojenne kamienice patrzymy z sentymentem, „baty od nas dostaje” powojenny modernizm. Przeciętny warszawiak najczęściej widzi „paskudne bloki”, „kwadratowe klocki”. Styl, który miał swoje początki jeszcze przed wojną, który święcił triumfy poza granicami naszego kraju, u nas jednoznacznie kojarzy się z socjalizmem, „ciemnogrodem” architektury. Tymczasem większość tych budynków projektowali znani przedwojenni architekci. Architektoniczną tragedią nie było ani to, że na miejscu zburzonego getta powstało osiedle – pomnik Muranów (choć niepotrzebnie „poprawione” później w duchu socrealizmu), czy Dworzec Warszawa Centralna, zamiast Dworca Głównego czy Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. Warszawa na pewno nie straciła, po prostu się zmieniła.

Plomba na Karowej

Dylematy jak budować nie dotyczą jedynie dużych projektów, ale też warszawskich kamienic, którym udało się przetrwać wojnę, choć czekają na to, by odzyskać swój dawny blask. Poranione, po wojnie naprawiane były jedynie prowizorycznie. Dziś właściciele każdorazowo stają przed tym samym pytaniem – odbudować, czy dobudować.

Takim charakterystycznym przykładem z czasów powojennych jest znana wszystkim dobrze kamienica przy Karowej. Wydawać by się mogło, że w miejscu leżącym w bezpośrednim sąsiedztwie Krakowskiego Przedmieścia, obok przesławnego Bristolu obowiązkowo należy odtworzyć coś historycznego. Tymczasem architekci postanowili, że z duchem modernizmu wybudują coś, co odtworzy pierzeję ulicy Karowej, wpisze się w okolicę, a jednak będzie świadkiem swojej, nie poprzedniej epoki. Warszawa zyskała wyjątkowo ciekawy pod względem architektonicznym budynek, kamienica jest dla okolicy wartością dodaną.

Złoty środek

O tym, że można we wszystkim znaleźć umiar świadczy inna z warszawskich kamienic. Na tyłach Nowego Światu, przy ulicy Okólnik prawie cudem przetrwała bez większych strat. Nie odzyskała jedynie dachu i straconego w wojnie narożnika. W trakcie rewitalizacji udało się wszystko połączyć w jedną całość. To, co się zachowało z początków XX wieku odświeżono w każdym detalu. To, czego nie ma będzie dobudowane. Zamiast tworzyć fałszywe koronkowe gzymsy, czy udawać, że wieńce laurowe są prawdziwe, powstanie tam nowoczesny narożnik. Żadnego rzucania się w oczy. Stylem będzie bliższy modernizmowi. Przy okazji odbudowy dachu powstało też poddasze, wpisujące się w Kamienicę, ale już nie odtwarzające ślepo tego, co było tam przed wojną. Dzięki temu, że nie tworzono sztucznych przestrzeni, klitek ukrytych na ostatnim piętrze. Dziś do wygodnych mieszkań - apartamentów mogą wprowadzić się nowi lokatorzy.

Makiety

Czemu nie odtwarzać? Dobrą odpowiedź na to ma Jarosław Trybuś. Sztuczna odbudowa nie przywróci klimatu. „Bezwstydna makieta”, tak nazywa wicedyrektor Muzeum Warszawy Pałac Jabłonowskich przy placu Teatralnym. I trudno się z nim nie zgodzić. Mi osobiście wydawało się, jakby ktoś powiększył domek dla lalek i postawił go w jednym z najbardziej reprezentacyjnych miejsc Warszawy. I tak zwolennikom ślepej odbudowy zagrał na nosie Metropolitan, który stoi po drugiej stronie Teatru Narodowego. Choć nowoczesny pasuje tu o niebo lepiej, niż „karykatura z dawnej epoki”.

Żywe miasto

Warto w tym momencie dodać, że przedwojenni warszawiacy też nie chuchali i dmuchali na każdy budynek, zastanawiając się co będzie ważne dla potomnych. Przecież żyli w tej Warszawie, nie w muzeum. W poszukiwaniu miejsca dobudowywali w kamienicach kolejne piętra, a czasem rozbierali budynki, by stawiać je na nowo, bardziej funkcjonalnie, pod ich potrzeby. Gdyby było inaczej mielibyśmy dziś wzdłuż Nowego Świata i Krakowskiego Przedmieścia niskie jednopiętrowe kamienice, zamiast wspaniałych pałaców.

O co walczyć?

Co w takim razie z Pałacem Saskim? Poza odbudową warto się zastanowić, jakie przeznaczenie może mieć ten budynek. Ratusz? Przenoszenie urzędników z tak dobrze skomunikowanego miejsca, jakim jest pl. Bankowy nie ma sensu. Muzeum? Ale jakie? Banki? Sklepy? Czy zmienienie takiego monumentalnego budynku w centrum handlowo-usługowe nie ośmieszy pamięci o nim? Czy będziemy w stanie sprostać wyzwaniu, czy na placu Piłsudskiego powstanie kolejne rozczarowanie w stylu Pałacu Jabłonowskich, od którego będziemy odwracać głowę.

Miasto na nowo

Choć kontrowersyjny, do mnie wywiad z wicedyrektorem Muzeum Warszawy przemawia. Nasze miasto dziś trzeba budować, nie odtwarzać. Oczywiście z sensem, nie przypadkowo, co często się dzieje. I właśnie na tę płaszczyznę warto dziś przenieść spory. Zamiast kłócić się o to, czy możemy mieć to, co znikło po 1939 roku, lepiej zastanowić się, jak budować dziś w XXI wieku. Jak zadbać o przestrzeń publiczną, o ład przestrzenny i architektoniczny, o to, żeby powstawały podziemne parkingi, by była zieleń, miejsce dla pieszych, by zamiast płotów na ulice powróciły usługi. Moim zdaniem to właśnie na to warto poświęcić energię.

źródło:gazeta.pl

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.