Ile razy słyszeliśmy już o nieudolnych akcjach służb porządkowych? Ile czasu spędziliśmy w korkach, bo nie było komu pokierować ruchem? A może wezwaliśmy pomoc, na którą czekaliśmy godzinami?
Wrocław, 2 września, pierwszy dzień prawdziwej szkoły. Żadne tam apele, wierszyki, piosenki - szkoła jak się patrzy, z lekcjami, zadaniami domowymi i całym tym stresem, bo przecież inaczej się nie da. No i korki. Bo przecież dzieci do szkoły zawieźć trzeba, a i samemu dotrzeć do pracy. Ja, żeby uniknąć wpadki zaledwie drugiego dnia praktyk, wychodzę z domu dwie godziny wcześniej, chociaż wrocławskie MPK szacuje czas dojazdu na 41 minut. Finał - spóźniam się kolejne dwie godziny. Cztery godziny w autobusach? A czemu by nie!
Przyczyna zatamowania ruchu - uszkodzony tir, blokujący jeden z pasów na skrzyżowaniu Krzywoustego z Brücknera. Strażacy odholowują pojazd na najbliższą wysepkę o godz. 9.15 i dopiero to pozwala kierowcom ruszyć w normalną drogę. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że tir pas zajął już około godz. 4. Czy w ciągu pięciu godzin naprawdę nikomu nie rzucił się w oczy?
Oczywiście, że się rzucił. Dyspozytor MPK już przed godz. 5 otrzymuje informacje od kierowców autobusów, że zawalidroga ani drgnie, a zbliża się czas wzmożonego ruchu. Około 5:30 zawiadamia o tym policję, ta zaś wysyła na miejsce funkcjonariuszy. Pojazd okazuje się właściwie oznakowany, a kierowca zobowiązuje się usunąć go ze środka jezdni, więc policjanci spokojnie opuszczają krzyżówkę. Godziny mijają, aut przybywa, a tir jak stał, tak stoi.
Rozmawiam z policjantem, który pilnuje ruchu podczas akcji holowniczej. Na miejscu jest od niedawna, bo wysłano go tu przed godz. 9. Dlaczego tak późno? Zamiast odpowiedzi - błogi uśmiech i wzruszenie ramionami. Więc powoli tłumaczę mu, że pół miasta jest sparaliżowane, bo nikt nie reaguje. Wyjaśnienie - wrocławska straż pożarna dysponuje jednym tylko wozem, zdolnym holować tak ciężkie pojazdy.