Ile razy słyszeliśmy już o nieudolnych akcjach służb porządkowych? Ile czasu spędziliśmy w korkach, bo nie było komu pokierować ruchem? A może wezwaliśmy pomoc, na którą czekaliśmy godzinami?
Rozmawiam więc ze strażakami, biorącymi udział w akcji. „Owszem, jest jeden wóz, ale od rana wolny, żadnej akcji nie było” - słyszę. Dlaczego więc przyjechali dopiero teraz? Bo dopiero co ich wezwano. Myślę, że niemożliwe, że zwyczajnie się bronią. Dzwonię więc na straż pożarną i pytam, o której otrzymali od policji zgłoszenie. 8.44 - słowa strażaków zostają więc potwierdzone. Ale przecież tir stoi od godz. 4!
Dzwonię więc do biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu i pytam grzecznie, dlaczego straż poproszono o pomoc po tak długim czasie. Dowiaduję się dwóch rzeczy. Po pierwsze, to, że policja nie zareagowała wcześniej, to nie jest przestępstwo, więc nie wiadomo, o co pretensje. Po drugie, zepsuty tir to rzadkość, przypadek losowy, więc w czym rzecz? Więc ja znowu grzecznie tłumaczą, że ludzie zdenerwowani, że korki kilkukilometrowe, że autobusy mają po 80 minut opóźnienia. I że zainterweniować raczej należało, bo przecież to godziny szczytu, ludzie do pracy jeżdżą. „Ja nie wiem, o której ludzie do pracy jeżdżą” - kwituje sprawę moja rozmówczyni.
Jak nietrudno się domyślić, nieco innego zdania są pasażerowie, którym ową feralną trasą zdarzyło się rano jechać. Były krzyki, lamenty, utyskiwania. Ci się spóźnią do pracy, tamci wiozą dzieci do szkoły, ten miał lekcje jazdy, a tamta wizytę u lekarza. Nikt autobusami nie jeździ przecież dla frajdy. Jak więc wytłumaczyć chaos, jaki ogarnął dziś niemal połowę miasta z powodu jednego zepsutego tira, blokującego jeden tylko pas ruchu? I to przez ładne cztery godziny?
I później słyszymy, że to dziennikarze są złośliwi, że wszędzie szukają sensacji. Ale po co jej szukać, skoro sama wpada nam w ręce? To nie pierwszy tego typu przypadek i zapewne nie ostatni. Okazuje się, że nawet interwencja w tak błahych sprawach przerasta nasze służby. Może i Wy macie swoje historie? Może należałoby stworzyć specyficzną kronikę, do której dziennikarze obywatelscy wpisywaliby swoje perypetie z mundurowymi? I nie chodzi tu o to, by komukolwiek ubliżyć czy wypomnieć dawne żale - podejdźmy do sprawy profesjonalnie, a może przyczynimy się do poprawy jakości świadczonych obywatelom usług.
Wszyscy, którzy napiszą tekst podobny temu, informujący o amatorskich działaniach służb, ignorowaniu zgłoszeń czy przedłużających się w czasie interwencjach, powinni opatrzyć go wspólnym tagiem. Dzięki temu łatwiej będzie nam później do tych tekstów dotrzeć, a i złożą się one na interesujący dokument, upamiętniający co ciekawsze wyczyny naszych mundurowych. Może by tak KWS, czyli Kronika Wypadków Służbowych?