Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

10051 miejsce

Michael Lindsay-Hogg - człowiek, który miał trzech ojców

Niejednokrotnie zastanawiałem się nad tym, czy wielu ludzi na świecie ma taki problem z ustaleniem własnej tożsamości, jak to opisuje Michael Lindsay-Hogg w pamiętniku pod sugestywnym tytułem "Człowiek, który zna ich wszystkich"?

Skan okładki książki / Fot. Marek ChorążewiczDo czytania pamiętników innych osób podobno trzeba odpowiednio dojrzeć. Nie wiem czy jest to prawda obiektywna, ale w moim przypadku akurat ona się sprawdziła. Taka literatura w szkole była dla mnie zawsze mordęgą.

Kolorowa prasa naszpikowana jest faktami bądź plotkami biograficznymi i cieszy się wielkim zainteresowaniem. Ujawnia codziennie mnóstwo szczegółów z prywatnego życia ludzi ze świecznika, nawet z tymi najbardziej intymnymi włącznie.

Tak czy siak, wydaje mi się, że lubimy grzebać w czyichś życiorysach, wynurzeniach czy podpatrzeniach.
Jest jednak zasadnicza różnica między tym, co o danej osobie piszą inni, a tym co ona sama pisze bądź mówi na własny temat. Chociaż, z innej strony rzecz ujmując, pamiętnik nie powstaje w próżni i zawsze jednak dotyczy również innych osób, które nie koniecznie zachwycone są z rozgłosu.

Książka amerykańskiego reżysera Michaela Lindsaya-Hogga jest zwięzłym przekazem o jego bogatym życiu prywatnym i zawodowym. Obracał się on nie tylko w sferach filmowych i teatralnych Ameryki, ale również doskonale radził sobie w Europie. Znany jest także z powodu nakręcenia udanych filmów o najsłynniejszych zespołach ówczesnego świata (The Rolling Stones, The Beatles). Spotykał się z najsłynniejszymi twórcami filmowymi i telewizyjnymi. Współpracował z najsłynniejszymi aktorkami i aktorami.

Oprócz wielu szczegółów z życia w sferze filmu, teatru i telewizji, czytelnik tej książki będzie świadkiem stałego zmagania się autora z myślą i zarazem pytaniem: kto jest jego biologicznym ojcem? Mimo że przyjmuje najczęściej pozę, że niby mu szczególnie nie zależy na tym, ale ta niepewność i zarazem ciekawość nigdy nie dawała mu spokoju. Nie zaprzepaścił nawet okazji, aby od umierającego „oficjalnego” ojca Edwarda Lindsaya-Hogga pobrać kilku włosów do analizy DNA.

Z wielu źródeł informacji wynika, że biologicznym ojcem Michaela jest Orson Welles, co zresztą oficjalnie podają encyklopedie. Natomiast „obowiązki ojcowskie” spełniał Stuart Scheftel, który był najdłużej w oficjalnym związku z jego matką, piękną aktorką, Geraldine Fitzgerald.

Mama Michaela podejmowała z nim jeszcze w dzieciństwie kilka razy rozmowę na ten temat, ale pozostawiła go zawsze z niedomówieniem i nigdy nie dała jasnej odpowiedzi. Czyżby sama nie była pewna?

Po więcej szczegółów jednak zachęcam do sięgnięcia po książkę.

Kilka uwag o wiarygodności spisanych po latach wspomnieniach

Wiarygodność pamiętników czy wspomnień - to odwieczny problem spędzający sen z powiek wielu historykom i badaczom literatury.
Osobiście również zawsze podejrzliwie spoglądam na pamiętnikarskie zapiski, zastanawiając się co jest w nich prawdą, a co barwną literacką fikcją?

Weźmy na przykład taki opis.

„Pan Hearst wyciągnął rękę i potrząsnąłem nią. Był mężczyzną sporej postury o nieproporcjonalnie małej głowie w stosunku do masywnego karku i ramion, na których spoczywała. Miał na sobie marynarkę z miękkiej wełny, spod której wystawał wielki kołnierz jedwabnej koszuli”.

Czy czteroletni chłopiec mógł zapamiętać takie szczegóły, aby po latach opisać drobiazgowo spotkanie z Williamem Randolphem Hearstem?

Może ktoś mi zarzucić, że czepiam się detali, a przecież nie oto chodzi... Natychmiast zapytam – o co więc chodzi w takich przekazach? Czy mogę dać wiarę innym, podobnym? Czy nie jest aby tak, że piszący wspomnienia konfabuluje „na temat” i manipuluje czytelnikiem?

Takich opisów w książce można znaleźć wiele.

No i na koniec… Zawsze zadaję sobie pytanie po przeczytaniu pikantnych, erotycznych opisów w literaturze pamiętnikarskiej: po co one? Czy dzieło bez nich straci na znaczeniu?

Oto fragment opisujący igraszki seksualne autora z Doreen Jones.

„W pewnym momencie przewróciła się na brzuch, wygięła plecy jak kotka, wsunęła kolana pod siebie i opuściła głowę. Orzechy laskowe przeobraziły się w miękkie melony.
Sięgnęła za siebie, dotknęła mojej erekcji, ujęła ją w dłoń – tę samą, w której ćwierć wieku wcześniej trzymała piasek – i powiedziała:

- Ale z ciebie ogier.

To pewnie miał być komplement, bo przecież rzeczywistość wyglądała trochę inaczej – i chyba na szczęście, zważywszy na to, co usłyszałem zaraz potem.

- Mógłbyś mi wsadzić do pupy? Zawsze uważałam, że to strasznie przyjemne i intymne”.

Zastanawiam się nad kluczem, jakim posługuje się autor, opisując swoje bogate wyczyny seksualne, w których raz podaje najdrobniejsze szczegóły, a w innych przypadkach pomija zdawkowym stwierdzeniem, że nie poda nawet imienia swojej partnerki, bo ceni ona sobie intymność.

Wniosek końcowy

Książka Michaela Lindsaya-Hogga „Człowiek, który zna ich wszystkich”, wydawnictwa Pascal jest godna polecenia dla wielu czytelników, nie tylko dla tych, którzy chcą poznać życie ludzi świata filmu i teatru. To również dzieło pobudzające do głębszych refleksji, zmuszające do zastanowienia się nad celem życia, karierą, przemijaniem urody.

CZŁOWIEK KTÓRY ZNA ICH WSZYSTKICH
Autor: Michael Lindsay-Hogg
Przekład: Arkadiusz Belczyk
Wydawca: Pascal
Bielsko-Biała 2014
Liczba stron: 293

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Słusznie to Marku ująłeś: "intymne wynurzenia uatrakcyjniają i podnoszą sukces wydawniczy takiej literatury"... Basiu, gdyby to w książce przedstawił...to byłyby to inne klocki.

Komentarz został ukrytyrozwiń

No i wcale nie musisz czuć się z tym gorszy od innych, którzy poświęcają swój bezcenny czas na tego typu dzieła.

Ludzie czytają rozmaite rzeczy np. literaturę spod znaku Harlequina, inni wolą bardziej ambitną... kryminały,a jeszcze inni komiksy oglądają, gdyż nie będą plamić się jakimś głupim czytaniem... Dla każdego coś fajnego.

Komentarz został ukrytyrozwiń

A mi szkoda czasu...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak. Niestety, to smutne że bez seksu książka jest nieatrakcyjna. Film także. A jak seks z życia codziennego się ujawni ( np. p. Kamila D.) to od razu wielkie hallo.... gdyby to opisał w swojej książce , byłby bestseller!

A co biologicznego pochodzenia.. hmm. tak się składa, że wiem, znam, historię pewną, tzw. kukułczego pochodzenia ze skoku w bok.. Wszyscy żyją i dlatego czuję się zobowiązana do tajemnicy. Nie wiem czy ujawnienie prawdy uszczęśliwiłoby kogokolwiek z osób zaplątanych w tę historię.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak naprawdę, to nie liczyłem, że w ogóle będzie jakikolwiek komentarz, Piotrze.

Sam też raczej nie zabieram głosu, pod recenzjami książek. Recenzja albo mnie zachęci do sięgnięcia po nią, albo nie. Czasami daję się wciągnąć w dyskusje pod artykułami dotyczącymi filmów. Trudno bowiem zabierać głos, gdy nie przeczytało się książki bądź nie oglądało filmu.

Poczyniłem odniesienie do erotycznych fragmentów książki, bo wydaje mi się, że osobisty problem ojcostwa autora jest niesamowicie mocno spleciony ze swobodą życia seksualnego w opisywanym środowisku. Przecież nie może to być bez znaczenia dla powstawania różnych dziwnych trójkątów czy kwadratów małżeńskich bądź partnerskich.

Z innej strony rzecz ujmując, wszyscy wiemy, że intymne wynurzenia uatrakcyjniają i podnoszą sukces wydawniczy takiej literatury. Wydaje mi się, że człowiek szuka jednak punktów odniesienia dla siebie, mimo że oficjalnie może nawet stanowczo temu zaprzeczać…

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dla niektórych maksyma: "Nie ważne kto spłodził, ważne kto wychował" wydaje się być istotniejszą od dociekań o biologiczne ojcostwo.
Wracając do recenzji książki, niewątpliwie zachęcającej do lektury, to eroteczna konkluzja jakby odstraszyła komentatorów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.