
Za sprofanowaniem grobu rodziców, napadem na żonę i prześladowaniem dziecka, zdaniem prezesa stoją "prawdopodobnie czytelnicy jednej z gazet, która od dawna atakuje mnie w niewybredny sposób".
W programie aż wrzało od ataków
Minister sportu, Tomasz Lipiec oświadczył na antenie, że procedura administracyjna, której wynikiem może być zawieszenie władz PZPN, powinna zostać zakończona w ciągu miesiąca. Wtedy też możliwe będzie wprowadzenie do związku kuratora.
– Postępowanie administracyjne jest wynikiem kontroli przeprowadzonej przez ministerstwo sportu w PZPN. Jej wyniki znacznie zawęziły mi pole działania i zmusiły do takich kroków. Wykazały, iż w PZPN łamany jest statut, są nieprawidłowości w procesie licencyjnym. Natomiast dotychczasowe działania PZPN były pozorne - atakował Lipiec.
Prezes PZPN odpierał ataki, powtarzając używane od dawna argumenty.
– Zarzut, że nic nie robimy w ramach walki z korupcją jest nieprawdziwy. PZPN nie ma wystarczających środków do prowadzenia tej walki, nie możemy zastępować prokuratorów. Ale proszę zauważyć, że wprowadziliśmy najsurowsze na świecie przepisy, na przykład nigdzie indziej sędziowie nie muszą składać oświadczeń majątkowych - przypomniał Listkiewicz.
W debacie wziął także udział prezes Spółki Ekstraklasa, Andrzej Rusko.
– Mam nadzieję, że znajdziemy inne wyjście, bo moment na taki ruch jest fatalny. Ale zgadzam się, że PZPN sam się nie uzdrowi, trzeba go przemodelować, zmienić jego działalność na menedżerską - oznajmił Rusko, dodając, że wbrew medialnym doniesieniom, nie jest na razie zainteresowany objęciem funkcji kuratora. – Reprezentuję kluby, a dla nich, szczególnie dla Legii czy Wisły, najgorszym wyjściem byłoby wycofanie Polski z międzynarodowych rozgrywek, co grozi nam w przypadku zawieszenie władz związku.
Minister sportu próbował łagodzić obawy
– Wszczęta przez nas procedura jest zamknięta w czasie. W ciągu trzech miesięcy od wprowadzenia kuratora muszą nastąpić demokratyczne wybory, których wyniki UEFA na pewno uzna - uważa Lipiec. – A czy pan Rusko jest na liście naszych kandydatów na kuratora? Nie odpowiem na to pytanie. Jest za wcześnie, by mówić o nazwiskach. Na pewno nie będzie to osoba związana ze światem polityki, tylko sportu.
Listkiewicz odpowiadał, wydając się pogodzony z losem.
– Czuję się odpowiedzialny za swoje błędy, ale nie za całe zło w PZPN. Moje życie prywatne stało się tragedią - opowiadał prezes. – Chciałbym jeszcze doprowadzić do przyznania Polsce i Ukrainie mistrzostw Europy 2012, w tej sprawie mam jeszcze sporo do zrobienia i na tym się skoncentruję - zakończył Listkiewicz.
Wszystko przez... Janasa
Prawdziwe kłopoty Michała Listkiewicza zaczęły się po mistrzostwach świata w Niemczech. Wówczas frustracja kibiców sięgnęła zenitu. Powodem były nie tylko katastrofalne wyniki biało-czerwonych, ale przede wszystkim skandaliczne wpadki PZPN przy dystrybucji biletów. Prezes PZPN popełnił też błąd taktyczny próbując bronić posady selekcjonera Pawła Janasa, w momencie, gdy opinia publiczna domagała się jego głowy.
Urosłą do niebotycznych rozmiarów niechęć do nigdy nie cieszącego się specjalnymi względami u sympatyków piłki Listkiewicza, błyskawicznie wykorzystali politycy. Okazją do zadawania kolejnych ciosów były m.in. kolejne aresztowania w aferze korupcyjnej i prezentowana w niej bezsilność (trzeba przyznać, że częściowo rzeczywiście spowodowana regulacjami prawnymi) PZPN. Listkiewicz zostanie więc złożony na ołtarzu ofiarnym, ale trzeba przyznać, że solidnie sobie na to zapracowywał, lawirując przez całe lata od układu do układu polityczno-towarzyskiego, w czym osiągnął niemal absolutne mistrzostwo i zyskał złudne poczucie nietykalności.
Rafał Musioł, pt
PT