Facebook Google+ Twitter

Michalina Olszańska: "...muzyka jest pomostem między światami"

Michalina jest młodą wszechstronnie uzdolnioną osobą z artystyczną duszą. Gra na skrzypcach, pisze książki, występuje w serialu "Barwy szczęścia", dostaje nowe propozycje ról oraz śpiewa. Czego chcieć więcej?

Śpiewa. Pisze książki. Gra w serialu. Gra na skrzypcach. Nie obawia się nowych wyzwań. Jaka jest Michalina? / Fot. Fot. Gabriel Piernikarz/ Zdjęcie nadesłane przez Michalinę Mariola Morcinková:Michalino, jesteś bardzo młoda, a tak wszechstronnie uzdolniona. Co zdecydowało o tym, że zajmujesz się pisaniem, śpiewaniem, graniem?

Michalina Olszańska:Myślę, że to w ogromnej mierze kwestia domu, w jakim dorastałam. Rodzice są oboje aktorami, mama do tego muzykiem. Od najwcześniejszych lat w moim życiu obecna była literatura, muzyka, sztuka wszelako rozumiana, wychowywałam się w teatrze. No i jak mówi znane przysłowie: „Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci“

Słyszałam, że oprócz książki „Dziecko Gwiazd Atlantyda“ napisałaś jeszcze kilka. Kiedy poczułaś smykałkę do pisania?

- W zasadzie kiedy tylko nauczyłam się stawiać literki. Bardzo dużo czytano mi w dzieciństwie. Przede wszystkim mnóstwo baśni i legend, potem całe serie "Opowieści z Narnii" i "Ani z Zielonego Wzgórza". Przejście z czytania do samodzielnego pisania było dla mnie jakieś naturalne, jak to dla dziecka. Zbyt wiele książek mnie otaczało, by miało się stać inaczej.

Do której z napisanych przez siebie książek jest najbardziej emocjonalnie przywiązana?

- Oj, naprawdę nie potrafię odpowiedzieć! Tak jak matka zapytana, które dziecko kocha najbardziej. Każda książka powstawała w kolejnych, konkretnych etapach mojego życia, w każdej zaklęłam część siebie. "Dziecko Gwiazd. Atlantyda" była pierwszą, którą wydano, więc zawsze będzie miała dla mnie szczególne znaczenie. Ale każda ma takie coś, co czyni ją dla mnie wyjątkową.

Kiedy najczęściej przychodzi do Ciebie vena? W jakich okolicznościach, warunkach lubisz pisać?

- Co ciekawe, najlepiej pisze mi się w drugiej połowie roku. Źle znoszę upały, może dlatego. Nie ma nic wspanialszego od jesiennego lub zimowego wieczoru, kiedy można zawinąć się w ciepły koc, usiąść z herbatą przy biurku i zacząć pisać. Nasi przodkowie uważali jesień za czas, gdy zaciera się granica między światami. Dla tworzenia to najlepsze warunki.

Czy aktualnie pracujesz nad nową książką?

- Tak, piszę zbiór opowiadań, baśni dla dorosłych. Mam zamiar dokończyć go w ciągu wakacji, bo w roku akademickim naprawdę nie mam czasu.

Jak zareagowała Twoja rodzina, kiedy miałaś 17 lat i wydałaś wspominany pierwszy tytuł?

- Wydanie książki było zawsze moim marzeniem. Hołubionym, pielęgnowanym, do którego spełnienia chciałam doprowadzić za wszelką cenę, choć nie wiedziałam jak. Pewnego dnia coś we mnie pękło. Przepisałam książkę na komputer, wydrukowałam i zaczęłam chodzić po wydawnictwach. Rodzice przypatrywali się z boku. Od dawna wiedzą, że do moich spraw nie wolno się mieszać.

Nawet jeśli mogliby dużo pomóc, ja muszę mieć poczucie, że do wszystkiego doszłam sama. Może to niepraktyczne, ale dla mnie bardzo ważne. Kiedy mi się udało wydać książkę, byli oczywiście dumni. Ale chyba bardziej z mojej siły woli determinacji i konsekwencji niż z samego faktu wydania. Dla nich jako dla rodziców najważniejsza jest świadomość, że dziecko jest samodzielne i da sobie radę w życiu.

Jak reagowali na wieść o pierwszej książce Twoi znajomi? Czy nie wydawało im się dziwne, że kiedy oni odpoczywają, wychodzą razem na imprezę, Ty siedzisz i piszesz?

- Jestem typem strasznego skrytka. O tym, że moja książka ma zostać wydana powiedziałam tylko najbliższym, znajomi dowiedzieli się przez przypadek, natknąwszy się na wywiad ze mną w "Polityce". Różnie reagowali. Prawdziwi przyjaciele oczywiście cieszyli się razem ze mną, ale spotkałam się też z dużą falą niechęci. To była bardzo ważna szkoła życia.

Jaki jest Twój stosunek do pasji? Czy uważasz, że kiedy ktoś czuje, że bardzo lubi coś robić, to powinien?

- Oczywiście! Czas pokaże, czy jest to na tyle dobre, że dany ktoś będzie mógł żyć ze swojej pasji. Ale jeżeli coś kocha, to komu robi krzywdę, realizując się? W naszych czasach można robić wszystko, jeżeli ma się tylko możliwość. Mało tego - zawsze znajdzie się ktoś, komu się to akurat spodoba.

Zawsze w zdumienie wprawiają mnie internetowi hejterzy, którzy życie spędzają na krytykowaniu. Ja kieruję się zasadą, że jeżeli coś mi się nie podoba, po prostu się tym nie interesuję. Dlatego zawsze powtarzam młodym ludziom, którzy się czasem do mnie zwracają - piszcie, skoro to kochacie. Śpiewajcie, tańczcie, grajcie. Tylko dzięki wam świat może się stać lepszy. Na pewno nie dzięki tym, którzy sfrustrowani siedzą i obgryzają paznokcie.

Pojawiłaś się w serialu „Barwy szczęścia“ jakoś po 800. odcinku. Czy rola w serialu sprawiła, że dostajesz inne aktorskie propozycje?

- Miałam wyjątkowe szczęście, ponieważ w ciągu ostatniego roku pojawiło się kilka filmowych propozycji całkowicie równolegle i niezależnie od siebie. Rolę w "Miłości w Mieście Ogrodów" dostałam jeszcze zanim wyemitowany został mój wątek w "Barwach" szczęścia". Teraz już trudno stwierdzić, co pociąga za sobą co, kto mnie gdzie widział i jakie wrażenie to na nim zrobiło. Najważniejsze, że przysłowiowo "się dzieje" :)

Jak czujesz się w roli Tiny w serialu „Barwy szczęścia "? Czy zdążyłaś już polubić postać?

- Tak, nawet bardzo. Dla mnie jako dla początkującej aktorki wspaniałe jest to, że mogę zagrać postać tak skrajnie ode mnie różną. Tina jest spontaniczna, ekstrawertyczna, ufna do świata. Ja kieruję się zasadą "pomyśl dziś, powiedz jutro".

Albo najlepiej w ogóle nie mów . W dzisiejszych czasach rzadko kiedy można zagrać "nie po warunkach". Trzeba dopiero wyrobić sobie nazwisko i ogromny kredyt zaufania, żeby reżyser i produkcja zdecydowali się zaryzykować i pozwolić aktorowi rzucić się na takie zadanie. We współczesnym kinie najbardziej popularne jest granie siebie w różnych stanach emocjonalnych, skończyły się czasy wielkiego postaciowania.

Wiem, że nie śpiewasz tylko w serialu, ale także śpiewem się interesujesz w wolnych chwilach. Może planujesz wydanie płyty? Co jest dla Ciebie najważniejsze w muzyce?

- Myślę o płycie, ale jeszcze nie teraz. To wymagałoby bardzo ciężkiej pracy, totalnego zaangażowania, a ja teraz mam szkołę i różne inne projekty. Nie chcę zrobić niczego, z czego nie będę w pełni zadowolona. Dlatego piosenki jeszcze trochę poczekają. A co jest dla mnie najważniejsze w muzyce? Chyba to, że muzyka pojawia się tam, gdzie słowa są bezsilne. Potrafi wyrazić emocje lepiej niż jakakolwiek inna forma sztuki czy ekspresji. Myślę, że muzyka jest pomostem między światami.

Czy fani kojarzą Cię częściej z bycia pisarką, czy z roli w s. „Barwy…“?

- O to to już trzeba zapytać ich :) Pisarką byłam o wiele dłużej, w "Barwach" pojawiłam się w tym roku, ale też nie da się ukryć, że serial trafia do zdecydowanie szerszej publiczności. Także trudno stwierdzić.

Czy szykujesz może jakiś nowy kawałek, aby pokazać wreszcie debiutanckiego singla?

- Może się uda. Mam zamiar w wakacje uporządkować wiele spraw i skonkretyzować plany. Zobaczymy.

Jakiego typu piosenki chciałabyś wykonywać? Czy wybierasz czasem covery?

- Powiem szczerze, że nie potrafię jednoznacznie określić gatunku mojej muzyki. Na pewno nie jest to pop, ani też tak do końca piosenka aktorska, ponieważ wokal i uroda linii melodycznej jest dla mnie nie mniej ważna od słów. Obawiam się, że mam swój własny styl, wyrzeźbiony z całej masy inspiracji. Za covery się raczej nie biorę. Nie widzę sensu w zmierzaniu się z legendą. Chyba że są to już takie klasyki, które należą do wszystkich i do nikogo zarazem. Które nie kojarzą się z żadnym konkretnym wykonawcą albo kojarzą z tak wieloma, że każdy ma prawo dodać do tej puli swoją wersję.

Wierzysz w przesądy? Masz szczęśliwe liczby?

- Jestem przesądna, ale to jak z tym gatunkiem muzyki - mam swoje przesądy, takie, które sama wymyśliłam, a wniknęło to z konkretnych życiowych sytuacji. Nie łapię się za guzik, gdy widzę zakonnicę, ale pod drabiną nie przejdę. Nie mam żadnych konkretnych szczęśliwych liczb. Lubię "8" bo uważam, że jest śliczna graficznie.

Jakie masz najbliższe plany?

-(Śmiech.) Zdać dobrze sesję!

Co najbardziej lubisz robić w wolnych chwilach?

- Czytać, oglądać filmy i nade wszystko pływać! Ostatnio nie mam wiele tych "wolnych chwil". Cały czas kręcę się jak bąk i co ciekawe dobrze mi z tym. Jestem zdiagnozowaną pracoholiczką, sezon ogórkowy to dla mnie katorga. Wolny wieczór raz na jakiś czas to coś cudownego, ale więcej niż trzy pod rząd już wzbudzają we mnie niepokój.

Na koniec spytam, o co poprosiłabyś Złotą Rybkę, jeżeli miałabyś taką możliwość?

- Chciałabym oddychać pod wodą. Wiem, wiem, że to dziwne marzenie, ale gdybym wyłowiła złotą rybkę, nie prosiłabym jej o nic, co mogę sama osiągnąć mniejszym lub większym wysiłkiem. A oddychanie pod wodą... Jestem totalną hydrofilią, kocham wszystko, co jest związane z wodą. W mojej rodzinie przewija się legenda, że praprababcia od strony taty była syreną i chyba mi to aż za bardzo podziałało na wyobraźnię. (Śmiech.)

Czy jest coś, co chciałabyś przekazać swoim fanom i czytelnikom?

- Wszystko, co robi artysta ma sens tylko wówczas, gdy jest ktoś, kto to od niego odbierze. W przeciwnym razie to jakby oddawać krew i wylewać ją od razu do rzeki. Dlatego kiedy dostaję maila, w którym ktoś pisze mi jaką przyjemność sprawiło mu przeczytanie mojej książki czy obejrzenie roli - czuję się naprawdę potrzebna i spełniona. To uczucie, jakie trudno z czymkolwiek porównywać. Pozdrawiam bardzo ciepło wszystkich, którzy dają mi się zaprosić do tych moich światów i przez to tworzą je razem ze mną.

Dziękuję!

(Rozmawiała Mariola Morcinková)








Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.