Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

14091 miejsce

Mieczysław Gryza - artysta nietuzinkowy

Gdy poznański artysta dostał zamówienie na prezent dla ministra, przygotował dwie oryginalne skakanki i zapakował do koszyka. Minister ostrożnie zabrał się za kosz, wypakował blister, starannie obejrzał prezent, wypróbował i pośród pełnej oczekiwania ciszy stwierdził: - Prywatnie się sprawdzi, ale w rządzie Leszka Millera to ja sobie nie poskaczę...

Pamperek nad Półwiejską


Ulica Półwiejska w Poznaniu - pozornie nie odróżniający się, łukowato sklepiony balkon, przez który instalacje wymykają się ponad ulicę. / Fot. Dawid TracewskiIdziemy tętniącą życiem ulicą Półwiejską, będącą reprezentacyjnym poznańskim deptakiem: wielojęzyczny tłum kłębi się tu zarówno w samo południe, jak i w środku nocy. Czasami zdarza się, że wzrok mniej zagonionego przechodnia zaczepia pas nieba pomiędzy rzędami kamienic...

W powietrzu unosi się filigranowa figurka. Trudno na pierwszy rzut oka dostrzec szczegóły. Błysk słońca przykuwa wzrok złocistym refleksem. Mały Książę ze swoją różą figlarnie porusza się na falach wiatru. Szczerozłota gwiazdka wysyła zalotnie słoneczne zajączki w stronę przechodniów.

Kilkunastocentymetrowa figurka (po poznańsku - pamperek) to jedna z instalacji artystycznych Mieczysława Gryzy, które wprost wyrywają się z jego mieszkania, aby, żyjąc własnym życiem zaistnieć w ludzkiej świadomości.

Wszystko zaczęło się od miniaturowego dyrygenta, który uniesioną batutą dyrygował ludzką masą na Półwiejskiej. Dziś dyrygent mieszka w Brukseli. Zastąpił go Stary Marych - kultowa, symboliczna postać rodowitego poznaniaka. U wylotu Półwiejskiej stoi jego pomnik naturalnych rozmiarów - Stary Marych poważny, ze swoim rowerem i nieodłączną teczką. W powietrzu nad Półwiejską malutki Marych spadał ze swojego roweru, wymachując teczką na wietrze.

Prywatny świat w centrum miasta


Wnętrze studia artysty - każdy detal dopracowany jest do perfekcji. / Fot. Dawid TracewskiKlatka schodowa starej kamienicy nie odbiega od normy, za to po przekroczeniu progu mieszkania czeka nas szok - wkroczyliśmy w inny świat. To nie jest mieszkanie, to wyrwany fragment przestrzeni, który Mietal (pseudonim artystyczny Mieczysława Gryzy) przekształcił w sposób całkowicie odmienny od jakichkolwiek standardów.

Wnętrze Poznańskiej kamienicy jest swoistym dziełem sztuki. / Fot. Dawid TracewskiSiadamy w pokoju, gdzie spod tynków wyglądają cegły (dopieszczone w każdym szczególe - Mietal jest perfekcjonistą), a drewno, skóra i metal posłużyły do stworzenia funkcjonalnych instalacji. Metalowy telewizor (nawet z pilotem) na granitowym postumencie, kominek, z gniecionego, oksydowanego metalu, gigantyczne kowadło na kaflowym piecu, klimatyczny drewniany sufit ze zwisającymi metalowymi, klatkopodobnymi instalacjami z wielką ilością tętniącym życiem ludzików, skóry, futra i... komputer. Trudno w pierwszej chwili odnaleźć się w takim wnętrzu. Górski wodospad płynący po ścianie studia po prostu powala.

Początki artystycznej drogi


Wczesne początki działań artystycznych Mietala to klub filmowy AKF Profil w czasach licealnych. W 1973 roku zdobył tytuł autora najbardziej kontrowersyjnych pomysłów filmowych. I tak już zostało do dziś - realizacja kontrowersyjnych pomysłów, już nie tylko filmowych, wypełnia życie Mieczysława Gryzy.

Mieczysław Gryza z jedną ze swoich prac ponad Półwiejską. / Fot. Dawid TracewskiDo Poznania trafił na studia. Wynajmowany z kolegą pokój w suterenie, przy ulicy Wawrzyńca szybko zmienił swoje oblicze. Podniesiona drewniana podłoga, przedziwny telefon wymagający dokonania kilku czynności w różnych miejscach pokoju, aby uzyskać połączenie, nóż wbity w zewnętrzną, zakrwawioną szybę okna, to tylko niektóre "zakrzywienia przestrzeni". Nocne rozmowy telefoniczne z przypadkowo wybranymi numerami skończyły się poznaniem w ten sposób przyszłej żony artysty, natomiast prowokacyjne okno doczekało się rozbicia rzuconą anonimowo cegłą - zewnętrzny świat nie wytrzymał nagromadzenia artystycznego napięcia.

Na Akademii Rolniczej Mietal rzucał się w oczy. Nie tylko strojem, ale również awangardowymi pomysłami, jak na przykład wspaniałe jelenie poroże noszone na plecach, czym zapadł w pamięć między innymi paniom z dziekanatu... Poważny profesor Ganowicz, którego Mietal wspomina z wielkim szacunkiem, kiedyś spotkał go na korytarzu i wskazując na swoją zagipsowaną nogę powiedział:
- To pana wina. Zauważyłem, że zamiast chodzić po schodach, zjeżdża pan zawsze po poręczy, również spróbowałem...

W stronę biżuterii z drewna i metalu


Jedna z pierwszych prac artysty to alegoria samochodowego okna z wycieraczką. Miejsce nie przetarte porośnięte jest gęstym futrem, miejsce już zmienione przez wycieraczkę, to mnóstwo prostych a dosadnych drobnych przedmiotów, od guzików zaczynając. Odnoszę wrażenie, że zarówno prace jak i happeningi Mieczysława Gryzy ingerują w naszą rzeczywistość, próbując zdjąć futro z naszego widzenia świata.

W tamtych czasach artysta nie posługiwał się metalem - tworzywem były: drewno, skóra, róg. Przy wyborze praktyki tematycznej w Polsrebrze, pod koniec studiów zrodziło się nowe zainteresowanie. Pracę od razu rozpoczął Mietal pod okiem wysokiej klasy mistrza, co zaowocowało nie tylko dyplomem, ale również biżuterią, która odniosła sukces w prestiżowym konkursie.

Górski wodospad płynący po ścianie studia Mieczysława Gryzy - ekstrawagancki projekt, zaawansowana technologia i staranne wykonanie wywołują piorunujące wrażenie. / Fot. Dawid TracewskiInteresująca jest praca magisterska artysty na temat biżuterii z drewna. Pierwsza jej wersja nosiła tytuł "Możliwości wykorzystania drewna do produkcji biżuterii", zawierała jedno słowo: "Są." i dwie strony przykładowych zdjęć biżuterii wykonanej przez autora pracy... Promotor pracy, zaatakowany przez grono profesorskie uczelni, co do jego kompetencji w zakresie drewnianej biżuterii miał odpowiedzieć:
- To nie od was dostałem tytuł profesora zwyczajnego i jak uznam za stosowne budować rakiety kosmiczne z drewna, to je będę budował.

Trzydzieści pięć lat temu Mieczysław Gryza przechodząc ulicą Półwiejską stwierdził: tu będę mieszkać. Pozazdrościć można konsekwencji - nie tylko tu zamieszkał, ale również stworzył wokół siebie zupełnie inny świat.

Czym jest sztuka i czy można ją sprzedawać?


Sztuka w ujęciu Mietala jest pewną trudnością. Nie wartością samą w sobie, ale pewnym komentarzem dopowiadającym lub rozwijającym rzeczywistość. Aby tworzyć sztukę, niezbędna jest sieć doznań - całe spektrum przeróżnych życiowych doświadczeń, niekoniecznie wiążących się ze sztuką w rozumieniu hermetycznym. Sztuka powstaje z emocji i powinna emocje budzić. Czy koniecznie dobre? Raczej nie, po prostu - nie powinna zostawiać odbiorcy obojętnym. Dla uzyskania tego efektu konieczna jest pewna komunikatywność, pozwalająca nawiązać artyście niebezpośredni dialog z odbiorcą jego dzieła.

Prace artysty, które możemy znaleźć w jego mieszkaniu. / Fot. Dawid TracewskiPodoba mi się dosyć swobodne, bezpruderyjne podejście artysty do sztuki komercyjnej. W jego pojęciu komercjalizacja nie deprecjonuje sztuki, raczej utwierdza sukces - potwierdzając, że stworzone dzieło znajdując nabywcę, znajduje odbiorcę doceniającego pracę artysty i gotowego w konkretny sposób swoje zainteresowanie okazać. Czy dobre dzieła mają być drogie? Jak najbardziej. Stworzenie wybitnego dzieła to ogromna praca, wymierna w jakiś sposób płaca za tą pracę.

Mamy tu do czynienia ze zmianą spojrzenia, od komercji pojmowanej często na początku kariery artystycznej jako prostytucja, do bardzo wymiernej oceny swoich dzieł. Przy czym taka wymierność niekoniecznie będąca tożsama z obiektywizmem, jednak w pewien sposób wpływa na poczucie własnej wartości artysty, co nie pozostaje bez znaczenia na dalszą twórczą inspirację. Sztuka komercyjna jest znacznie trudniejsza. Pomysł artysty pozostaje w kontrze z uwarunkowaniami, oczekiwaniami klienta i w konkretny sposób określa proces tworzenia jako konkretne zadanie.

Jedną z komercyjnych prac wykonanych przez Mieczysława Gryzę był prezent dla ministra wizytującego elektrociepłownię Karolin. Dzieło nietuzinkowe, mające za zadanie zmiękczyć sztywną, oficjalną atmosferę spotkania, przełamać warszawsko-poznańskie lody. Czas na pomysł i realizację - dwa tygodnie.

Prezent podano w wiklinowym koszu wypełnionym wiktuałami, który znalazł się na szwedzkim stole podczas mniej oficjalnej części wizyty. Elegancko opakowane w skórzanym blistrze dwie skakanki. Oryginalnie, starannie wykonane, w pełni funkcjonalne. Jedna rączka będąca symbolicznym wyobrażeniem elektrowni, druga będąca żarówką. Dzieło zawierające w sobie prostotę, a także wiele treści: pobudzenie energii, ruch, związek itp. Jak twierdzi Mietal: "kawał sztuki w formie użytkowej".

Minister ostrożnie zabrał się za kosz, wypakował blister, starannie obejrzał prezent, wypróbował i pośród pełnej oczekiwania ciszy stwierdził:
- Prywatnie się sprawdzi, ale w rządzie Leszka Millera to ja sobie nie poskaczę...

Prysnęły lody, zmieniła się atmosfera spotkania - dzieło sztuki nie tylko zostało właściwie odebrane, nie tylko spełniło swoje zadanie, ale przede wszystkim jego odbiorca dopisał dalszą część artystycznego spektaklu. Sukces komercyjny czy niekomercyjny? Śmiem twierdzić, że po prostu sukces w pełnym wymiarze.

Mieczysław Gryza mówi o swojej sztuce:


- W mojej pracy artysty chodzi o coś więcej niż tylko spełnienie zadania, wypełnienie go zarówno w formie wymiernej jak i niewymiernej. Chodzi o wypełnienie, a właściwie dopełnienie pewnej przestrzeni, która wręcz domaga się tego. Trzeba ją zrozumieć, potrafić wyczuć i wykorzystać cały swój talent, aby wypełnić ją bytami zrodzonymi na pograniczu rzeczywistości i wyobraźni artysty. Należy to w dodatku zrobić konsekwentnie, używając do tego całego profesjonalnego warsztatu swoich możliwości.

Wnętrze studia artysty - każdy detal dopracowany jest do perfekcji. / Fot. Dawid TracewskiMietal jest nietuzinkowym artystą, kreacja wplata się w jego przypadku w całe życie, czyniąc wiarygodnym artystyczne byty, powoływane do życia w różnych jego dziedzinach. Jego bezpruderyjne podejście do sztuki powoduje, że nie jest ona hermetyczna, nie tracąc jednocześnie nic z artystycznej magii.

Jego działalność zmienia przestrzeń wokół niego, dopisując kompletnie nowe puenty do różnych fragmentów naszej rzeczywistości, poruszając, wywołując uśmiech i refleksyjną zadumę. Powiedziałbym, że deformacje przestrzeni, których jest autorem usiłują nam umożliwić dostrzeżenie jej czwartego wymiaru...

Zachęcam do zajrzenia na stronę internetową artysty, będącą również małym dziełem sztuki, gdzie można zobaczyć niektóre z jego dzieł.

Dziękuję Dawidowi Tracewskiemu za przygotowanie materiału zdjęciowego do tego tekstu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Tu jest wszystko idealne. Tekst, styl, temat, bohater, fotografie. Perełka tekst!

Komentarz został ukrytyrozwiń

;-)+

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 31.10.2007 15:29

(+) i nietuzinkowy autor... Cholernie dobre!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.