Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

19723 miejsce

Mieczysław Wojecki: Czasami lubię spojrzeć za siebie

Rodzinnie i emocjonalnie związany z Ziemią Łukowską, rodzinną Hordzież uważa za ojczyznę duszy, myśli i serca. W Lubsku /lubuskie/osiągnął pełną satysfakcję zawodową i społeczną. Mieszka w Zielonej Górze. Geograf, regionalista, pedagog.

 / Fot. Jerzy KirzyńskiDoktor Mieczysław Wojecki studiował na Uniwersytecie Gdańskim, doktoryzował się na UAM w Poznaniu. Pracował w Zespole Szkół w Lubsku, Uniwersytecie Zielonogórskim, PWSZ w Sulechowie. Interesuje się: turystyką, przemianami społecznymi i kwestiami narodowościowymi. Regionalistyką, soralistyką, rzeźbami przydrożnymi. Noblistami z ziem polskich, historią małych narodów. W dorobku ponad 800 publikacji w periodykach zagranicznych, kilka książek. Felietony, reportaże w krajowej prasie.

Namawiam swego kolegę z Liceum Pedagogicznego im. Stanisława Staszica w Leśnej Podlaskiej do wspomnień.

Uśmiecha się. Gdy mówi o „ dobrej sławy ojcowiźnie” jego oczy zaczynają błyszczeć.

- Tuż za kurnikiem rosły dwie lipy. Najwyższe drzewa w całej wsi. Jedna była pochyła, z łatwością się na nią wchodziło, by podziwiać z wysokości uroki otaczającego świata. Zabudowania gospodarcze, zagony poprzecinane miedzami, rzeczka Motwica zwana Grabówką.

Ten krajobraz był pełen słońca, które zostało mi pod powiekami do dziś.

Rozejrzałem się dokoła. Tamtego światu już nie ma – skonstatowałem. Mietek zauważył moje rozterki, roześmiał się.

 / Fot. Archiwum dr. Mieczysława Wojeckiego- Wiedza o życiu zdobywana przez chłopskie dziecko obejmowała sporą porcje wiedzy o ziemi, łące, rżysku. Chodząc boso po puszystej trawie natrafiało się na kamyki, zjadliwe mrówki. Kolce ostu. Szybko uczyliśmy się, że korzenie są życiem. Trawa zerwana, skoszona usychała. Podobnie jak gałązka oderwana z drzewa czy krzaka. Wiedziałem czym jest woda i słońce dla roślin, strawa dla bydła. Ziemia dla chłopa.

- W czasie wolnym… - usiłowałem wtrącić…

- Odpoczynki były różne, od krótkich przerw w robocie dla wyprostowania grzbietu i podczas posiłku na miedzy, do dłuższych w czasie świat, złej pogody czy uroczystości rodzinnej. W zimie porządkowaliśmy strych, łuskało się groch, naprawiało narzędzia. Robota była treścią życia, miarą człowieka, sprawdzianem jego możliwości. Ojciec szanował owoce swego wysiłku, nie marnował na pijaństwo, zbytki. Miał poszanowanie u proboszcza. Nie przypominam sobie żeby na powitanie całował go w rękę. Pytany o partyjną przynależność zawsze odpowiadał, że do „ ziemi i pługa”.

- Ciepło wspominasz ojca, ale to mamie poświęciłeś kolaż literacko-dokumentalny…

- Nie jest przesadą stwierdzenie, że wszystko, co posiadamy najcenniejszego w naszej osobowości zawdzięczamy właśnie matce. W ten sposób chciałem oddać hołd wszystkim matkom, rodzicom.

Przed burzą, zawiejami, ciemnościami bronił dom. Dom zapewnia bezpieczeństwo, oznacza organizację życia domowników, porządek bytu.

Przy świetle lampy naftowej i cieple kuchni skupiało się życie naszej rodziny. Mama cerowała nasze ubrania, szyła na maszynie. Czytała książki, gazety.

Zabierała mnie do biblioteki, po kolejne książki. Zapewne po niej mam zamiłowanie do nauki. Po ukończeniu szkoły podstawowej w Serokomli, rodzice wysłali mnie do Liceum Pedagogicznego w Leśnej Podlaskiej. Później studiowałem geografię w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Gdańsku, która po połączeniu z Wyższą Szkołą Ekonomiczną w Sopocie zamieniła się w Uniwersytet Gdański.

Pierwszą pracę zawodową podjąłem w Lubsku. To piękne miasto jest bez wątpienia moją drugą małą ojczyzną. Ktoś powiedział, że człowiek jest tylko formą miejsca, gdzie się urodził.

Mam tu grono serdecznych przyjaciół, przede wszystkim: L. Grzeja, T. Rygier, L. Krychowski, W. Mochocki, E. Żylińska, St. Turowski, T. Pilitsidis i inni.

Wzruszyłem się, kiedy na otwarciu mojej wystawy „ Podróż przez życie” w PWSZ w Sulechowie, związanej z odejściem na emeryturę po 41 latach, było tyle znamienitych osób...

- Emeritus, znaczy zasłużony… Telewizor, kapcie…

 / Fot. Jerzy Kirzyński- Nic z tych rzeczy. Nadal potrzebny jestem żonie Urszuli i córce Monice, jak i swoim czytelnikom. Moje dojrzale lata upływają pod znakiem pogody ducha, pozytywnego myślenia. Spokoju, akceptowania na równi siebie i innych.
Porzuciłem kierowanie i zająłem miejsce szczęśliwego pasażera, któremu wolno-od czasu do czasu- kierowcy coś rozsądnego podpowiedzieć.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.