Facebook Google+ Twitter

Międzynarodowa grupa Anonymous ruszyła do ataku na Kim Dzong Una

Korea Północna, po udanej kolejnej próbie w lutym 2013 r., z bombą atomową, wielki wódz narodu Kim Dzong Un, podjął politykę gróźb wobec USA i Korei Południowej wojną atomową. Anonymous zapowiedziała: usuniemy dyktatora Kima. Akcję zaczęli.

 / Fot. WikipediaPo tym jak w lutym 2013 roku, powiodła się próba atomowa, Kim Dzong Un, nie ustawał w okazywaniu szczęścia z sukcesu i nakazał uhonorować zasłużonych w tym dziele, naukowców i techników od militariów nuklearnych. W stolicy zorganizowano im specjalną uroczystość, podczas której były odznaczenia, nagrody i wyróżnienia, kilku obdzielono zegarkami; była jazda na wrotkach i inne zabawy na placu w centrum miasta. Wkrótce świat usłyszał, że USA i Korea Południowa mają się bać, wszak grozi im wojna, w wyniku której sąsiedzi z Południa mogą zniknąć z powierzchni ziemi.

Retorykę wojenną powtarzano, nasilano i eskalowano, aż w końcu poszła do ambasad wszystkich państw w stolicy Korei Północnej i przedstawicielstw organizacji międzynarodowych, informacja ministerstwa spraw zagranicznych, aby ewakuowali się do swoich krajów, bo – na wypadek konfliktu zbrojnego - rząd Pjongjangu nie ma zamiaru brać odpowiedzialności za ich życie, podaje Polskie Radio. Żaden kraj – jak dotąd - nie zdecydował się jednak wycofać swoich dyplomatów z Pjongjangu. Nikt nie daje wiary Kim Dzong Unowi, który – jak się ocenia - podkręca dla swoich potrzeb atmosferę niepokoju i gróźb wojennych na Półwyspie Koreańskim.

Ewakuujcie ambasady z Pjongjang

Władze MSZ Wielkiej Brytanii, po otrzymaniu oficjalnej noty od Pjongjang, w sprawie ewakuacji ambasady, stwierdziły, że działania władz Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej (KRLD) to "element antyamerykańskiej retoryki". Ale MSZ brytyjskie wydało oświadczenie, że rozważy ewentualne następne kroki Korei Płn., w tym głównie zmianę zaleceń i decyzji odnośnie do podróżowania - do i po Korei Północnej.

Francuska agencja prasowa AFP, powołując się na źródła w Londynie, podała, że władze KRLD twierdzą, iż od 10 kwietnia 2013 roku, nie będą w stanie zapewnić bezpieczeństwa obcym dyplomatom i ambasadom, urzędującym na swoim terytorium, w przypadku wybuchu konfliktu na Półwyspie.

Rosja przyjęła do wiadomości informację dyplomatyczną Korei Północnej, analizuje sugestię i prośbę Koreańczyków, ale – jak podkreślono - na wstępnym etapie nie zamierza ewakuacji swojej ambasady.

Pjongjang niepotrzebnie podwyższa napięcie

Przedstawiciel polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych jest zdania, że władze KRLD niepotrzebnie podwyższają napięcie. Jednocześnie zapewnia, że jest w stałym kontakcie z państwami, które mają swoje placówki w Korei Północnej. "Uważamy retorykę tego kraju za niepotrzebne i niestosowne podwyższanie napięcia" - tak Marcin Bosacki, rzecznik naszego MSZ skomentował apel Korei Płn., która zwróciła się do wszystkich ambasad, aby rozważyły swoją ewakuację.

Polska na razie nie podjęła decyzji. Rzecznik MSZ Marcin Bosacki powiedział, że z całą pewnością nie ewakuujemy polskiej placówki w Phenianie. W KRLD przebywa kilkunastu Polaków. Są to wyłącznie polscy dyplomaci i członkowie ich rodzin - poinformował. Nie ma tam żadnych innych obywateli Polski - podkreślił. Ponadto dodał, że ambasador Edward Pietrzyk w Korea Płn., obecnie przebywa na urlopie w Polsce.

"Kim Dzong Un umacnia swoją pozycję"

Brytyjskie media, eksperci i komentatorzy polityczni - podobnie zresztą jak innych państw - próbują rozszyfrować istotę intencji władz Pjongjangu, w wywołanym przez nie skandalicznym polityczno-wojennym kryzysie. Wśród wielu analiz i wniosków zgłoszonych przez specjalistów, szczególną uwagę zwraca wywiad udzielony BBC, byłego brytyjskiego ambasadora w Pjongjangu (dawniejszym Phenianie) Johna Everarda. Zdaniem byłego ambasadora brytyjskiego, przywódca Kim Dzong Un – wojenną retoryką umacnia swoją pozycję, manifestując silną władzę.

Przedstawiciele władz KRLD – jak zauważył dyplomata John Everard - "mówili o niemożności zagwarantowania im bezpieczeństwa w razie konfliktu, a to ważne, że użyli trybu warunkowego" - stwierdził ambasador, o czym czytamy w Korea Płn. kontra Korea Południowa.

John Everard zauważył też, że atmosfera zagrożenia narodowego w KRLD może być potrzebna 30-letniemu Kim Dzong Unowi, do przeprowadzenia w najwyższych władzach "czystki i utwierdzenia swojej pozycji". Kim Dzong Un "w ostatnich dniach usunął część ministrów i mianował nowych". Przywódca Korei dokonuje przesunięć kadrowych we władzach i to dla niego ważne, aby "w tym procesie widziano jego siłę" - mówił ambasador Everard.

Niepokój ambasadora brytyjskiego wzbudza natomiast podejrzenie, że wielki sąsiad Korei Północnej, jakim są Chiny - "wydają się nie rozumieć, co się dzieje w Pjongjangu", a media w Pekinie podawały przed kilkoma dniami o ruchach chińskich wojsk nad granicą z Koreą Północną. Bardzo możliwe, że "Chińczycy chcą dać odczuć Kim Dzong Unowi, że jego zachowanie zaczyna ich niepokoić i irytować.

Rosyjscy eksperci: Korea Północna blefuje

Mniej poważnie a bardziej z despektem, traktują rosyjscy eksperci strachy i groźby Kim Dzong Una, wojną atomową. Bo ich zdaniem, Pjongjang nie dysponuje bronią jądrową. Oficjalnie władze Moskwy potępiają działania reżimu Północnej Korei, ale odpowiedzialność za wzrost napięcia w rejonie Półwyspu Koreańskiego, dzielą po połowie: KRLD z USA. Według rozgłośni radiowej "Głos Rosji" - groźby Pjongjangu to tylko "blef".

Autorytet wojskowy w sprawach Korei Płn., generał Jewgienij Bużyński, były szef zarządu układów międzynarodowych Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej twierdzi, że koreański reżim "nie dysponuje ani głowicami jądrowymi, ani rakietami do ich przenoszenia", o czym czytamy w Interia.pl. W jego opinii – podobnie jak "Głosu Rosji"- to blef, który od początku skwapliwie podtrzymują USA, aby pod pretekstem bezpieczeństwa, "rozbudowywać swój system tarczy antyrakietowej w rejonie Pacyfiku".

Podobne zdanie ma również rosyjski prezydent Akademii Problemów Geopolitycznych, emerytowany generał Leonid Iwaszow. Według niego, władze Korei Północnej jedynie "napinają muskuły, w odpowiedzi na amerykańskie manewry, prowadzone w pobliżu Półwyspu Koreańskiego", w ramach współpracy wojskowej z Koreą Południową. Na wszelki wypadek, rosyjskie systemy radarowe prowadzą stały monitoring nieba nad obiema Koreami i promieniowania radioaktywnego, na obszarze obu Korei.

Mobilizacja do kolejnej próby nuklearnej

Według służb specjalnych są uzasadnione oznaki, że władze Korei Północnej mogą przygotowywać kolejną, czwartą już próbę nuklearną - napisał dziennik Korei Południowej "Dzung-ang Ilbo", który powołuje się na informację wysokiego rangą przedstawiciela rządu w Seulu. Amerykańska agencja prasowa Associated Press, dementuje tę informację, tłumacząc, że przedstawiciel władz Korei Południowej najzwyczajniej się pomylił.

Koreańska baza wojskowa Punggye-riZobacz ZDJĘCIA.

Według informatora dziennika "Dzung-ang Ilbo", w ostatnim czasie zauważono "intensywne przemieszczanie się ludzi i pojazdów, przy południowym tunelu w Punggye-ri" – pisze gazeta, wymieniając nazwę północnokoreańskiego poligonu atomowego. Informator dodał, że podobne zachowanie obserwowano tam przed przeprowadzoną 12 lutego 2013 roku, trzecią próbą nuklearną Pjongjangu.

Dzisiaj, 8 kwietnia, przed godz. 10 rano agencja Associated Press, zdementowała słowa przedstawiciela władz południowokoreańskich. "Źle się wyraził..." - napisała agencja, o czym donosi Gazeta.pl.

Zdaniem przedstawiciela rządu Korei Południowej nie jest jasne, czy ruchy wojska na poligonie mają na celu zmylenie amerykańskiego wywiadu, aby w ten sposób zwiększyć polityczny nacisk na władze amerykańskie w Waszyngtonie i władze Korei w Seulu. W tej sytuacji, biorąc pod uwagę napięcia wywołane działaniami Korei Północnej i ruchy jej wojsk, dowódca armii USA w Korei Płd. James Thurman, który planował w tym tygodniu powrócić do Ameryki, "na wszelki wypadek" postanowił pozostać w Korei Południowej jeszcze przez tydzień.

Dowódca wojsk USA w Korei Płd. pozostaje

Generał James Thurman miał zeznawać przed trzema komisjami Kongresu, na temat potencjalnej odpowiedzi USA, na dotychczasowe i ewentualnie nowe groźby, ze strony władz Pjongjangu. Rzeczniczka dowództwa wojsk USA w Korei Południowej, płk Amy Hannah powiedziała, że gen. Thurman "chce pojawić się przed komisjami Kongresu w najszybszym możliwym terminie" – podaje TVP Info.

Mimo nasilenia swojej wojennej propagandy, rząd Pjongjangu nie podjął - jak dotąd -żadnych działań zbrojnych, ani też nie zademonstrował niczego, co miałoby świadczyć o przygotowywaniu jego armii do ataku. Według ekspertów, rzeczywistym i najbardziej możliwym adresatem wojennych pogróżek, jest społeczeństwo Korei Północnej, które ma być motywowane w ten sposób, do skupienia się wokół nowego młodego i niedoświadczonego przywódcy państwa, Kim Dzong Una.

Inwazja na Koreę Płd. i atak na Nowy Jork

Sytuacja w Korei Północnej zaogniła się szczególnie w ostatnich kilku miesiącach. W lutym Pjongjang przeprowadził kolejną próbę nuklearną, zapowiedział "zmiecenie Południa z powierzchni ziemi", postawił "swoje wojska w stan gotowości bojowej i zerwał zawieszenie broni" z Koreą Południową, podpisane w 1953 roku.

W odpowiedzi na te decyzje, nad Koreą Południową zaczęły latać amerykańskie bombowce B-2, a "sztab Południa przygotował plany uderzenia wyprzedzającego na wypadek, gdyby wywiad doniósł o przygotowaniach Północy do ataku nuklearnego". Korea Północna ostrzegła również Japonię o możliwości prewencyjnego uderzenia atomowego, a w Internecie zamieściła filmy, które ukazują "planowaną na trzy dni inwazję, na Koreę Południową, atak na Nowy Jork i płonącego Baracka Obamę".

Eksperci wojskowości analizują, co władze Pjongjangu mogą rzucić, jakie środki i siły, do walki przeciw swoim przeciwnikom, a dowództwo armii amerykańskiej rozważa "scenariusze dla Korei, również te najczarniejsze - otwartej wojny". Mimo wszystko, eksperci twierdzą, że choć sytuacja jest poważna, to jednak wojny nie ogłasza się na konferencji prasowej. Jak piszą media światowe, armia Korei Północnej zatwierdziła atak nuklearny na USA. USA liczą na Chiny, a Chiny się zbroją i ustawiły swoje wojska blisko granicy z Koreą. Równocześnie władze Pjongjangu chwalą się dronami zdolnymi zestrzelić amerykańskie pociski Tomahawk.

"Operacja Wolna Korea" grupy Anonymous

Na apel Korei Północnej o ewakuację, odpowiedzieli czynnym udziałem, hakerzy z grupy Anonymous, którzy – jak podkreślają w specjalnej "Operacji Wolna Korea" - biorą na cel Koreę Płn., aby obalić dyktatora Kim Dzong Una. Ich "Operacja Wolna Korea" ma być odpowiedzią na groźby Kima, dotyczące użycia broni jądrowej" - podaje rosyjski portal "3dnews Daily Digital Digest", o czym czytamy w Hakerzy z Anonymous grożą Korei.

Według rosyjskiego portalu 3dnews Daily Digital Digest - celem działań hakerów nie jest popieranie polityki poszczególnych państw świata, lecz "walka o wolność słowa i wolność obywateli" na całym świecie. Dlatego międzynarodowa grupa Anonymous zainteresowała się Koreą Północną i będzie dążyć swoimi środkami oddziaływania, do "ustanowienia demokracji w tym państwie". Stałym postulatem i dążeniem hakerów jest również zniesienie cenzury w Internecie.

"Zdobyliśmy dostęp do 15 tysięcy kont, przedstawicieli różnych rządów. Jeśli nie weźmiecie pod uwagę naszych żądań, to najpierw wykasujemy wasze wszystkie dane, a później zlikwidujemy cały wasz diabelski rząd" – ostrzegają władze w Pjongjang, jak informuje rosyjski portal, hakerzy z Anonymous.

Hakerzy z Anonymous znani są z włamań na strony internetowe rządów i banków, a także największych portali instytucji finansowych na świecie oraz wydawnictw prasowych. Udało się im też włamać na profile rządowe, instytucji wojskowych i na portale społecznościowe, takie jak Twitter i Flickr.

Atak grupy Anonymous rozpoczęty

Wczoraj – to co zapowiadali - stało się. Akcja Anonymous wcielona w życie. Tak jak napisano, ruszyła "Operacja Wolna Korea", która ma na celu obalenie dyktatora Kim Dzong Una. Do Internetu trafiły, 7 kwietnia 2013 roku, nazwiska 6 tysięcy osób, zarejestrowanych na rządowym portalu Korei Północnej. Nazwiska i dane osobowe wyłowili członkowie grupy "Anonymous Korea", która przed kilkoma dniami przejęła rządowego Twittera Pjongjangu – podaje portal Na temat.pl.

Operacja zdobycia przez Anonymous i umieszczenia w sieci nazwisk i kont obywateli Korei Północnej, może być przydatna służbom specjalnym i państwom, które zbierają informacje o KRLD. Najbardziej zainteresowana jest w tym, co zrozumiałe, Korea Południowa, której wywiad zajął się już analizowaniem opublikowanych danych. Sprawa jest o tyle ciekawa, że na podanej długiej liście są też nazwiska Koreańczyków z południa, którzy być może są agentami zwerbowanymi przez wywiad Kim Dzong Una.

To już co najmniej drugi atak Anonymous na Koreę Północną. Dzisiejsza publikacja – według mediów - jest efektem przejęcia strony internetowej Uriminzokkiri, na której hakerzy z Anonymous Korea, zdobyli dane dotyczące sieciowych kont 15 tys. osób. Ponieważ w Korei Północnej dostęp do Internetu ma zaledwie garstka obywateli, można przypuszczać, że opublikowane w sieci nazwiska - to elita reżimu Kim Dzong Una.

Stanisław Cybruch

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.