Facebook Google+ Twitter

Międzynarodowy Festiwal Kryminału 2014 - dzień czwarty

31 maja, podczas czwartego dnia XI Międzynarodowy Festiwal Kryminału, odbywały się kryminalne warsztaty literackie, sesja naukowa i wykłady. Jednak najważniejszym punktem programu była Uroczysta Gala wręczenie Nagrody Wielkiego Kalibru.

Od rana trwała sesja naukowa "Droga do kryminału". Wśród poruszanych tematów znalazły się m.in. "Ohydne życie! Ohydne miasto! Nostalgia flâneura, czyli miejskie wędrówki komisarza Maigret", "Stare kryminały - o powieściach Jerzego Edigeya" oraz "Kryminał jako forma bardziej pojemna. Kampania Marcina Króla".

Katarzyna Bonda i Mariusz Czubaj / Fot. Weronika TrzeciakO godz. 14.30 odbyło się spotkanie autorskie Katarzyny Bondy i Mariusza Czubaja (była to impreza towarzysząca). Pisarze promowali swoje najnowsze książki - "Pochłaniacz" i "Martwe popołudnie", które są pierwszymi częściami serii. Autorzy musieli opowiedzieć o swoich nowych bohaterach i stworzyć im portrety psychologiczne. Moją fotorelację z tego wydarzenia możecie zobaczyć tutaj.

Zygmunt Miłoszewski / Fot. Weronika TrzeciakO godz. 16 rozpoczął się wykład "Polskie trupy eksportowe - o tłumaczeniach i karierze między narodowej" poprowadzony przez Zygmunta Miłoszewskiego. Był to jeden z najciekawszych wykładów, obok wystąpienia Jana Gołębiowskiego, dotyczącego profilowania seryjnych przestępców.

Autor kryminałów opowiadał o swoich kontaktach z tłumaczami i śmiesznych sytuacjach z tym związanych. Rozpoczął od opowieści o swoich kontaktach z Terezą, tłumaczką na czeski. Ta bardzo sympatyczna pani zadzwoniła i zapytała, czy może wyjaśnić z nim kilka spraw. Zaczęła od tego, że jest miłośniczką ornitologii i w związku z tym ma problem. W jednej ze scen książki "Ziarno prawdy" pojawiają się kruki na murze i trotuarze, i prowadzą drugoplanowego bohatera do miejsca odkrycia zwłok. Otóż to byłoby niemożliwe, gdyż kruki są bardzo płochliwe, pewnie chodziło o gawrony. Miłoszewski uznał, że chodziło mu o czarne ptaki. Na co tłumaczka spytała: duże czy małe? - Nie wiem, takiej średniej wielkości - odpowiedział autor. Tłumaczka upierała się, że to nie mogą być kruki, bo są małe i bardzo płochliwe, i nigdy by się nie zbliżyły do ludzi. Spytała czy może napisać, że to gawrony. - Droga pani jest mi to absolutnie obojętne, proszę napisać, że to są gawrony - zapewnił Miłoszewski.

Tłumaczka miała jeszcze kilka uwag: w tym samym sensie (kodeksu karnego) jest używane słowo artykuł i paragraf; pisownie bengalskiego imienia pewnej aktorki; Teodor Szacki wyszedł przez furtkę na ulicę Kościelną (a jest to ulica Katedralna), autor napisał, że 4 lutego 1921 roku urodził się indyjski polityk i żył 84 lata - okazuje się, że urodził się 21 października 1920 roku i żył 85 lat; młodzi patrioci śpiewają coś na melodię Międzynarodówki, tłumaczka znalazła tę melodię i uznała, że nie pasuje, kazała zanucić, okazało się, że to Warszawianka; mokre kropelki to pleonazm, napisał, że cytaty są z Ewangelii, a były ze Starego Testamentu. Pani Tereza we wszystkim miała rację.

- Zawsze jak jedzie zagranicę, mówi, że książka jest jego, a w obcym języku książka jest nasza, czyli moja i tłumacza. Dlatego, że zawsze w każdym języku jest to książka inna. Ja nie jestem szaleńcem nadmiernie przywiązanym do swojej prozy, który uważa, że tylko oddanie w 100 procentach jej sensu i treści jest właściwe. Bo to tłumacz jest zazwyczaj dobrym pisarzem w swoim własnym języku. I to on musi zrobić tak, żeby to było to samo, ale w tym języku atrakcyjne - przyznał Miłoszewski.

Jest takie włoskie powiedzenia traduttore traditore (tłumacz zdrajca), zawsze coś ginie w tłumaczeniu, że to nigdy nie jest to samo. Miłoszewski uważa, że to nie do końca prawda. To nie musi być mniej, to może być więcej. Miłoszewski czyta swoje książki po angielsku i stwierdził, że są miejsca, w których te książki są lepsze po angielsku niż w oryginale. Może dlatego, że angielski się dobrze nadaje do tłumaczenia prozy kryminalnej, bo tam się narodziła. A może tłumaczka Antonia jest lepszą pisarką od niego. I nawet w przekładzie ten sam tekst brzmi lepiej.

Miłoszewski miał nawet propozycję wydania swojej książki w Indiach. Oczywiście się zgodził, zażartował, że choćby po to żeby koledzy zazdrościli. Okazuje się, że to nie będzie przekład, oni dokonują adaptacji. Biorą utwór oryginalny i tak go wolno modelują. To jest mniej więcej ta sam historia, ale to się dzieje w Indiach, bohaterowie są hinduscy, dodana jest odpowiednia ilość wątków romansowych. Uznał, że to go kompletnie nie interesuje. To jest duży rynek. Jak cały świat to cały świat.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.